Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt


ARTYKUŁY OKOLICZNOŚCIOWE


8. Stach Głąbiński. Refleksje nt. wzrostu PKB
.

Krzysztof Mroczkowski w interesującym artykule "Krezusi czy nędzarze?" podał wiele stwierdzeń wymagających wyjaśnienia. Już na samym początku niezrozumiałe jest, co Autor rozumie pisząc, iż "przerośnięty indywidualizm" został "zaszczepiony" "dużej części społeczeństwa" (chodzi oczywiście o społeczeństwo polskie, o ogół obywateli naszego kraju). Otóż brak zdolności do wspólnego, zespołowego działania kierowanego pobudkami racjonalnymi, rażący zwłaszcza w zestawieniu z Szwajcarią, Szwecją i Niemcami jest znany od dawna. Mamy opinię narodu, który zdolny jest do wielkiego zbiorowego wysiłku wyłącznie jednak w momentach silnego pobudzenia emocjonalnego. Uwidocznieniem tej wady jest zestawienie, gdy z jednej strony mamy bohaterskie czyny epopei napoleońskiej i powstań, a z drugiej okoliczności kreującymi kolejno tragedie rozbiorów, "potępieńcze swary" cechujące tzw. "Wielką Emigrację" po powstaniu listopadowym, a następnie podobne, piętnowane m. in. przez Zofię Kossak-Szadkowską, Cata-Mackiewicza i Jerzego Giedroyca małostkowe kłótnie emigracji "Londyńskiej" w latach 1939 - 1989. Również w latach II-ej Rzeczypospolitej mimo, iż dało się zauważyć wyraźną racjonalizację obywatelskiej myśli mieszkańców byłego zaboru pruskiego, biorąc pod uwagę cały kraj sytuacja była niezadawalająca. Znowu w tym okresie wypomniany przez KM "przerośnięty indywidualizm" utrudniał działanie w większej, wymagającej współpracy, skali, zaś działanie administracji państwowej było blokowane przez warcholstwo, określane jako "sejmokracja", identyczne z tym bałaganem, który widzimy obecnie. Dopiero dyktatura Sanacji wymusiła skuteczny zbiorowy wysiłek, którego sztandarowymi osiągnięciami były budowy Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego. Tak więc teza, iż "przerośnięty indywidualizm" został nam "zaszczepiony" jest trudna do uzasadnienia.

Z kolei słabymi punktami dalszych, dotyczących "doganiania krajów rozwiniętych" wywodów są: po pierwsze brak odniesień do znanych z historii przykładów mniej lub bardziej udanego "doganiania" (w połowie XIX w. Niemcy, na przełomie stuleci Japonia, potem ZSRR i ostatnio Chiny, Indie, Argentyna i Brazylia), po drugie wątpliwość budzi oparcie się w szukaniu miary rozwoju nie na bezwzględnej wartości PKB, lecz wyłącznie na odniesieniu go do krajów rozwiniętych, po trzecie zaś nie uwzględniono faktu, że - jak dowodzą podane przykłady - wliczane do PKB usługi, w krajach przodujących przeważające wartością, na proces "doganiania" nie wpływają, powstają jako produkt owej pogoni, jeśli okazuje się ona udaną. Na dodatek wartość usług jako składnika PKB bardzo silnie zależy od przelicznika walutowego: zupełnie inny wynik mamy posługując się zależnym od obrotów dobrami luksusowymi (np. cytrusy, jeansy, koniak itp.) ekwiwalentem dewizowym czarnorynkowym, zaś oparcie się na zdolności nabywczej złotego w odniesieniu do dóbr przemysłowych i konsumpcyjnych służących zaspokojeniu potrzeb podstawowych (odpowiednio np. węgiel i chleb) stwarza miarę bardzo dla PRL korzystną.

Szczególną uwagę zwrócę na owo "po drugie". Jeśli bowiem proces "doganiania" przedstawiamy w postaci ułamka, którego mianownik ma wartość zmienną, otrzymujemy obraz przesadnie optymistyczny w okresach stagnacji gospodarczej krajów przodujących, zaś odwrotnie w momentach ich koniunktury. Autor wyraźnie opiera się na kontrowersyjnym założeniu, że zjawisko koniunktury jest jednakowe dla całego globu, a zarazem ma charakter przyrodniczy, podobnie jak np. pory roku, czy zjawiska sejsmiczne - pojawia się i zanika niezależnie od działań ludzi. Takie traktowanie zjawisk z zakresu ekonomii pozwoliło Autorowi przejść do porządku nad niezrozumiałą z jego punktu widzenia różnicą rozwoju wypadków, jaką mamy porównując okresy po obu Wojnach Światowych. Przypomnę: po pierwszej, po 10 latach koniunktury nastąpił kryzys pozwalający pogrążonej w stagnacji Polsce na tle tej bessy prezentować się niezgorzej, po drugiej zaś mieliśmy na "Zachodzie" przez ponad 50 lat okres rozwoju, chwilami niezwykle intensywnego.

Wg KM ocena zarządzania gospodarką w tych okolicznościach jest prosta: gdy jakieś niewiadomego pochodzenia siły sprawiły, że kraje kapitalistyczne (czyli NORMALNIE funkcjonujący świat) przeżywa kryzys, wówczas utrzymanie gospodarki w kondycji rozwojowej nieco lepszej niż zmniejszające produkcję przodujące kraje jest świadectwem zdrowia, gdy zaś owe tajemne siły powodują, że potęgi wolnego rynku gwałtownie bogacą się, wolniejszy w porównaniu do nich rozwój kraju dowodzi, że jego gospodarka jest źle zarządzana, czyli - jak to określił Autor - jest "niewydolna". I to nawet w porównaniu nie tylko z aktualnie prosperującymi, ale z kiepskim w liczbach bezwzględnych jej stanem w latach kryzysu. A wątpliwości co do sensu takiego rozumowania powiększa fakt, że przytoczona wartość PRL-owskiego PKB była mierzona w walucie niewymienialnej, oraz, co miało zasadniczy wpływ na czarnorynkowy przelicznik waluty, że po jednaj stronie żelaznej kurtyny, związany z urbanizacją i przemianami społecznymi gwałtownie rosnący popyt stale przewyższał podaż towarów, po drugiej zaś, od stuleci istniała pod tym względem równowaga.

I znowu przypomnienie dotyczące owej równowagi popytu i podaży panującej po "zachodniej" stronie żelaznej kurtyny. Otóż ta równowaga, oprócz jej naturalnego wpływu na wartość pieniądza, powodowała i nadal powoduje utrwalanie podziału krajów na bogate i biedne. O ile bowiem swobodna wymiana towarów powoduje stały odpływ pieniędzy wydawanych na produkty rozwiniętego przemysłu (tanie surowce i półfabrykaty, drogie wytwory finalne wyrafinowanych technik), to zarazem kraje bogate zwabiają do wysokimi płacami i poziomem życia fachowców i elitę finansową, a reglamentują napływ zwykłych ludzi, co z kolei stwarza problemy społeczne w przeludnionych krajach drenowanych z inteligencji i biznesmenów. W rezultacie mamy fakt, że doganianie krajów przodujących jest możliwe tylko przy wymuszeniu ograniczenia tych trzech, utrudniających rozwój czynników.

Powstaje więc pytanie, czy zastosowana przez KM metoda porównywania, zarówno "doganiania" jak i jakości zarządzania gospodarką, rzeczywiście pozwala wnioskować w sposób niepodważalny? Wątpliwości co do tego są, jak to przedstawiłem wyżej, wyraźne. Szczególnie wydaje się przy tym wskazane zastanowienie się nad naturą czynnika, który sprawia, że w gospodarce wolnorynkowej raz mamy koniunkturę, to znowu następuje kryzys i to w ten sposób, że w identycznych warunkach powojennych koniunktura raz trwała jedynie 10 lat, w drugim zaś wypadku - ponad 50. Otóż wiele wskazuje na to, że tak długotrwały rozwój gospodarczy powstał jako wynik oddziaływania bloku państw komunistycznych, a fakt, że w 10 lat po upadku tego imperium zjawiska kryzysowe powróciły w skali podobnej do okresu po pierwszej wojnie światowej, pogląd ten potwierdza.

Tak więc, jeśli widoczne u KM przekonanie, że widoczne w liczbach bezwzględnych osiągnięcia gospodarcze PRL-u stanowią regres w stosunku do II Rzeczypospolitej, staje się wątpliwe. Podobnie ew. dalszy wniosek wyrażany zresztą przez wielu polityków, że gdyby Polska po II WŚ nie weszła w skład bloku sowieckiego, rozwijałaby się w tempie takim jak np. NRF. Przecież okoliczność taka była by możliwa jedynie, gdyby ów blok nie istniał, to zaś zupełnie zmieniłoby sytuację nie tylko gospodarczą, lecz również polityczną. Czy w braku zagrożenia stwarzanego przez komunę Zachód, wraz ze zjednoczoną z nim Polską, uniknąłby powtarzających się od ponad stulecia kryzysów i wojen? - wątpię. A że zarówno na kryzysach jak i na wojnach Polska zawsze wychodziła gorzej niż inne państwa, to i perspektywy omawianej pogoni prawdopodobnie przedstawiałyby się kiepsko.

Otóż wiele wskazuje na to, że ten rozwój gospodarczy powstał jako wynik oddziaływania bloku państw komunistycznych, a fakt, że w 10 lat po upadku tego imperium zjawiska kryzysowe powróciły w skali podobnej do okresu po pierwszej wojnie światowej, pogląd ten potwierdza. W tym kontekście widoczne u KM przekonanie, że widoczne w liczbach bezwzględnych osiągnięcia gospodarcze PRL-u stanowią regres w stosunku do II Rzeczypospolitej, staje się wątpliwe. Podobnie ew. dalszy wniosek wyrażany zresztą przez wielu polityków, że gdyby Polska po II WŚ nie weszła w skład bloku sowieckiego, rozwijałaby się w tempie takim jak np. NRF. Przecież okoliczność taka była by możliwa jedynie, gdyby ów blok nie istniał, to zaś zupełnie zmieniło by sytuację nie tylko gospodarczą, lecz również polityczną. Czy w braku zagrożenia stwarzanego przez komunę Zachód, wraz ze zjednoczoną z nim Polską, uniknąłby powtarzających się od ponad stulecia kryzysów i wojen? - wątpię. A że zarówno na kryzysach jak i na wojnach Polska zawsze wychodziła gorzej niż inne państwa, to i perspektywy omawianej pogoni prawdopodobnie przedstawiałyby się kiepsko.

Aby uzupełnić do koniecznego minimum podstawy przedstawionego wyżej dowodzenia dotyczącego dążenia krajów zapóźnionych gospodarczo do wyrównania szans w gospodarce globalnej, należy przynajmniej w ogólnych zarysach przedstawić mechanizm powodujący zmiany tempa rozwoju światowego PKB. Rozwój ten bowiem dotyczy głównie krajów przodujących, lecz w drugim rzucie powoduje również zmiany koniunktury w innych krajach, wpływa więc i na będących na dorobku, a wpływ ten nie pozostaje w stałej proporcji do tego, co dzieje się w głównych ośrodkach finansjery i gospodarki globalnej.

Otóż od dawna wiadomo, że w gospodarce wolnorynkowej mamy w odstępach co około 10 lat kryzys, a zarazem, że każdorazowo, jeżeli nastąpi wojna, przerywa ona tą prawidłowość powodując powstanie koniunktury i rozpoczęcie kolejnego cyklu następstwa kryzysów i względnej koniunktury. Ten dobroczynny wpływ wojen (zarówno "gorących" jak i "zimnych") ma przy tym całkiem prostą przyczynę: zagrożenie wymusza zgodę na reżym, który arbitralnie narzuca politykę kredytową, emisji pieniędzy itp.. W uproszczeniu można powiedzieć, że niebezpieczeństwo stwarza warunki pozwalające zapanować nad "przerośniętym indywidualizmem", który - jak się okazuje - bruździ nie tylko w naszym kraju, występując jednak w innej niż u nas postaci oraz w innej skali. Mowa jest w tym wypadku bowiem o indywidualizmie finansjery światowej, w warunkach normalnych niezdolnej do współpracy rozwiązującej problemy globalne. Mamy więc "indywidualizm" dotyczący jednak nie osobiście obywateli, którzy choć sami mogą być zdolni do współdziałania, to wprzęgnięci do towarzyszącej obrotom kapitału konkurencji poddają się przewadze konieczności bezwzględnej walki o zysk. Ten udział w walce o zysk dotyczy wszystkich, tyle, że jedni, nieliczni występują jako zarządzający korporacjami i ich rola polega na wywieraniu nacisku na władze w kierunku uzyskiwania udogodnień prawnych, administracyjnych itp. dla konkretnej organizacji (z reguły istniejącej nieformalnie, wręcz niejawnej) gospodarczej, pozostali zaś mniej lub bardziej świadomie są tych organizacji klientami i z tej właśnie pozycji wciągani są do gry, która w ich wykonaniu przyjmuje często postać na pozór niezwiązaną z problemami gospodarczymi (np. nacjonalizm, rasizm, kwestie obyczajowości itd.). Ostatecznie więc każdy z nas, gdy np. daje czynny wyraz uczuciu zagrożenia napływem głodnych imigrantów, czy z odwrotnej pozycji wyżywający swoje kompleksy względem bogaczy przez angażowanie się w ruchach religijnych itd. staje się cząstką tego globalnego "indywidualizmu", do którego bardziej jednak pasuje określenie "egoizm grupowy". I właśnie w warunkach wolnego rynku jedynym czynnikiem zdolnym wymusić na tak zantagonizowanym społeczeństwie działania choćby częściowo wolne od presji na osiągnięcie zysku, jest stan zagrożenia.

Tyle, jeśli chodzi o wyjaśnienia dotyczące materii poruszonej przez KM w omawianym artykule. Muszę jednak do ostatniego zdania dodać uwagę. Oczywiście z przedstawionego wyżej w ogromnym uproszczeniu mechanizmu decydującego o koniunkturze gospodarczej wynika wniosek, że racjonalne działanie może spowodować nie tylko zgodną współpracę bez zniszczeń towarzyszących każdej formie zagrożenia, lecz także postawić ją na poziomie wyższym niż wymuszony przez wojnę. Warto więc zastanowić się nad tym, jak dojść do uzyskania racjonalnej recepty na rozwój, nad czym zresztą od lat głowią się ekonomiści, jednak trzeba pamiętać, że jest to sprawa dyskusyjna i bardzo trudna. Nic tu nie da demagogiczne powołanie się na bezkrytyczne odwołanie się do jakiegoś szczególnego wskaźnika. Prostych rozwiązań tu nie ma.

powrót do spisu tekstów



8. Rajmund Rybiński. Ląd żywi, a morze bogaci. Klub Współczesnej Myśli Politycznej a sprawy morskie
Artykuł ten napisany w 2002 roku na witrynę klubową został wprowadzony dopiero 2013-10-20..

Morze bogaci. Bogaci, gdy się je należycie wykorzystuje gospodarczo, gdy się mądrze korzysta z szans, jakie stwarza. Morze zresztą nie tylko bogaci, ale i żywi, a w przyszłości będzie mogło rozwiązywać problemy wyżywienia przeludnionego świata, jeśli rozwinięta zostanie i upowszechniona nowoczesna jego uprawa - marikultura; pod warunkiem jednak, że to największe środowisko życia na ziemi nie zostanie zatrute. Prawdy te, jak się zdaje, nie dotarły do świadomości rządzących Polską po 1989 roku. Nie wyzbyli się oni chyba jeszcze staropolskiej mentalności hreczkosiejów, wyrażonej najdobitniej przez Sebastiana Klonowica (ok. 1545-1602):
    „Każdy w granicach ojczyzny swej chleba
    Może dostawać, ile mu potrzeba.
    Może zaniechać morskiej nawalności
    K'woli żywności. (...)
    Może nie wiedzieć Polak, co to morze,
    Gdy pilnie orze. (...)
    Tu chłopak wesół, bo pewnie ma wszytko,
    Kiedy ma żytko".
Tylko przy takim zaściankowym stosunku do spraw morskich można było dopuścić w ciągu 14 lat transformacji ustrojowej w Polsce do katastrofalnego upadku gospodarki morskiej, zbudowanej mozołem kilku pokoleń Polaków, od 1920 roku.

Szkoda, że do włodarzy współczesnej Polski nie dotarły przestrogi Jana Dymitra Solikowskiego, skądinąd arcybiskupa lwowskiego (ok. 1539-1603), który przestrzegał, że „Kto ma państwo morskie, a nie używa go albo je sobie da wydzierać, wszytkie pożytki od siebie oddala, a wszytkie szkody na się przywodzi, z wolnego niewolnikiem się stawa, z bogatego ubogim, ze swego cudzem, z pana kmieciem, co jest sprosność wielka i głupstwo".

Klub Współczesnej Myśli Politycznej od początku swego istnienia przywiązywał dużą wagę do spraw morskich. Szybko bowiem dostrzegł groźbę, jaka zawisła nad polską gospodarką morską w procesie transformacji ustrojowej, groźbę upadku, i podejmował działania, żeby odwrócić to niebezpieczeństwo. Już w 1994 r., zaledwie w dwa lata po swoim powstaniu, klub zorganizował wielką i powszechnie uznaną za udaną konferencję naukową pt. Polityka morska Rzeczypospolitej Polskiej. Wzięło w niej udziął około 200 osób: naukowców i praktyków gospodarki morskiej z całego wybrzeża - zarówno aktualnie w niej działających, jak i tych, którzy ją tworzyli i rozwijali w poprzednich latach, ludzi z bogatym doświadczeniem i często historycznych wręcz zasługach. Na podstawie referatów więc ministra transportu i gospodarki morskiej Zenona Dereszkiewicza („Polityka morska RP"), prof. Jerzego Doerffera („Założenia polityki morskiej państwa") i prof. Longina Pastusiaka („Aspekty międzynarodowe polskiej polityki morskiej"), dyskusji, w której wystąpiły tak znaczące osoby, jak prof. prof. Witold Andruszkiewicz, Tadeusz Jednorał, Jerzy Kołodziejski. Maciej Krzyżanowski, Leopold Kuźma, Andrzej Piskozub, Zygmunt Sójka, Janusz Żurek, doc. Mieczysław Kowalikowski, dr Tomasz Parteka oraz mgr mgr Andrzej Grotowski, Włodzimierz Kłosiński, Krzysztof Włodarczyk, oraz 18 wypowiedzi i opracowań nadesłanych (m.in. prof. prof. Kazimierza Kruczalaka, Konrada Misztala, Eugeniusza Skrzymowskiego, Tadeusza Szczepaniaka, Jana Wojewnika, doc. Zdzisława Russeka, dr dr Czesławy Christowej, Zbigniewa Godeckiego, Jerzego Korzonka, Witolda Kuszewskiego oraz mgr mgr Jerzego Gajewicza, Włodzimierza Kłosińskiego i Stanisława Michalskiego, Włodzimierza Kremky'ego, Macieja Namyśla - wypracowano, wnioski, z których wiele dotychczas nie straciło na aktualności.

W 1995 r. odbyła się konferencja pt. Ziemie Zachodnie i Północne Polski w półwieczu 1945-1995, zorganizowana przy współudziale katedr politologii Uniwersytetu Gdańskiego. Obecnych było około 150 uczestników. W obradach ważne miejsce zajęła gospodarka morska. Znalazło to wyraz zwłaszcza w referacie prof. Andrzeja Piskozuba pt. Awans Polski morskiej 1945-1995, w wystąpieniach dyskutantów: prof. Mirosława Krzysztofiaka i prof. Macieja Krzyżanowskiego oraz w nadesłanej wypowiedzi mgr Beaty Bury i prof. Edwarda Krajczyńskiego pt. Kształcenie kadr dla potrzeb polskiej gospodarki morskiej.

W 1997 r. miała miejsce konferencja klubu pt. Region gdański w procesie integracji Polski z Europą Zachodnią, przygotowana wspólnie z Instytutem Bałtyckim, a poświęcona głównie skutkom ekonomicznym integracji. Zgromadziła ona ok. 130 uczestników. Rząd reprezentowała sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej prof. Danuta Hubner, która wygłosiła referat pt. Proces przygotowań do członkostwu Polski w Unii Europejskiej. Na konferencji dominowała tematyka morska; dotyczyły jej aż cztery spośród ośmiu referatów: prof. Jerzego Kubickiego - Szanse i zagrożenia polskiej żeglugi morskiej w następstwie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, prof. Konrada Misztala - Polskie porty morskie w procesie integracji gospodarczej z Europą Zachodnią, prof Jana Wojewnika - Budownictwo okrętowe w perspektywie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, doc. Zdzisław Russeka - Konsekwencje prawno-ekonomiczne w rybołówstwie morskim przystąpienia Polski do Unii Europejskiej oraz cztery z sześciu wystąpień w dyskusji: prof. Witolda Andruszkiewicza, prof. Jerzego Doerffera, prof. Jerzego Młynarczyka i doc. Mieczysława Kowalikowskiego.

W 1999 r. mieliśmy konferencję pt. Konsekwencje prawne dla gospodarki morskiej przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, zorganizowaną wespół z trzema katedrami Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Uczestniczyło w niej ok. 80 osób. Urząd Komitetu Integracji Europejskiej reprezentował podsekretarz stanu dr Jarosław Pietras. Debatowano na kanwie jego referatu pt. Polska na drodze do Unii Europejskiej, oraz referatów prof. Kazimierza Kruczalaka - Polskie prawo morskie a prawo Unii Europejskiej, prof. Janiny Ciechanowicz - Ochrona środowiska morskiego w prawie polskim i Unii Europejskiej, prof. Jerzego Młynarczyka - Transport morski w prawie, polskim i Unii Europejskiej oraz doc. Zdzisława Russeka - Praktyczne elementy negocjacji o przystąpienie do Unii Europejskiej, na przykładzie rybołówstwa morskiego. Pokłosiem wszystkich tych konferencji są publikacje książkowe materiałów pokonferencyjnych.

Wreszcie w 2002 r. odbyło się pod patronatem marszałka Senatu RP prof. Longina Pastusiaka sympozjum naukowe, zorganizowane przez klub wspólnie z Bałtyckim Instytutem Studiów Strategiczno-Operacyjnych (BISSO) i Pomorską Federacją Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT pt. Aktywizacja gospodarcza województwa pomorskiego, gdzie dominującą tematyką była gospodarka morska. Wyraziło się to w wystąpieniu marszałka senatu RP prof. Longina Pastusiaka, który przedstawił sytuację społeczno-gospodarczą województwa pomorskiego, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji gospodarki morskiej, oraz w referatach prof. Konrada Misztala (Przemysł portowy i przyportowy jako czynnik aktywizacji regionu), dr. inż. Witolda Kuszewskiego (Wybrane problemy rozwoju dużych i małych portów morskich), dr. inż. Bogdana Sedlera (Czynniki rozwoju regionalnego - rola projektów wiodących, na przykładzie Pomorza), dr. inż. Jana Bogusławskiego (Strategia rozwoju gdańskiego węzła transportowego - szanse i zagrożenia), dr. inż. arch. Jacka Sołtysa (Strategie rozwoju strefy oddziaływania ciągów transportowo-komunikacyjnych) oraz mgr. inż. Jana Kosiedowskiego (Koncepcja strefy gospodarczej „Gdańsk"). Wnioski z sympozjum zostały przedstawione kolejnej konferencji klubu pt. Oferta lewicy dla województwa pomorskiego, która odbyła się w miesiąc po owym sympozjum.

Wymieniono tu cały szereg sesji naukowych oraz dziesiątki referaBw i wystąpień na tematy morskie, a także ich autorów - znakomitych uczonych i praktyków - aby ukazać ogrom pracy i dorobku intelektualnego klubu w tej dziedzinie. Można jeszcze dodać, że 17 grudnia 2002 roku odbył się w Senacie RP, pod patronatem marszałka senatu, IV Szczyt Gospodarki Morskiej pt. Bariery rozwoju gospodarki morskiej, w którym uczestniczyła silna, kilkunastoosbowa reprezentacja naszego klubu. Z przykrością jednak trzeba stwierdzić, że ani nasze sesje naukowe, ani wymieniony Szczyt Gospodarki Morskiej obradujący w senacie, ani inne liczne zebrania i narady, jakie w ostatnich latach odbyły się w różnych miejscach i środowiskach - nie wpłynęły w żadnej mierze na poprawę sytuacji gospodarki morskiej: ulega ona coraz większemu regresowi i degradacji. Nie wystarczą bowiem słowa, nawet najmądrzejsze i najsłuszniesze. Potrzebna jest wola polityczna i czyny.

W tym stanie rzeczy, stworzyliśmy w klubie dodatkową strukturę w celu zwiększenia efektywności naszych działań w sprawach morskich. Na początku 2002 roku powołaliśmy specjalistyczną Sekcję Morską pod przewodnictwem jednego z dwóch wiceprezesów klubu, posła prof. Jerzego Młynarczyka oraz dra inż. Witolda Kuszewskiego, wybitnych znawców spraw morskich. Sekcja składa się z 25 specjalistów gospodarki morskiej naukowców i praktyków. Stanowi ona forum opiniotwórcze w sprawach morskich oraz forum propagowania myśli morskiej. Na spotkaniach tej sekcji na podstawie znakomitego referatu prof. Macieja Krzyżanowskiego dokonano wszechstronnej oceny stanu gospodarki morskiej i wytyczono kierunki działania w tej dziedzinie zarówno klubu, jak i sekcji; rozpatrzono Założenia polityki morskiej RP. które przedstawił dr inż. Witold Kuszewski, oraz Koncepcję modelu funkcjonowania polskich portów morskich autorstwa mgr. Witolda Wacławika-Narbutta; przedyskutowano też Główne problemy rybołówstwa bałtyckiego w obliczu akcesji Polski do Unii Europejskiej. które zreferował doc. Zdzisław Russek. Jest to wprawdzie nadal tradycyjny sposób działania, zebraniowo-referatowv, ale realizowany po to, by wypracować kierunki konkretnych, praktycznych działań roboczych i opiniotwórczych klubu, zmierzających do przekuwania słusznych ustaleń w czyn, by doprowadzić do powstania woli politycznej sprzyjającej gospodarce morskiej, by pozyskać dla spraw morskich struktury partii politycznych i rządu oraz wpływowych polityków i decydentów.

Drugi nurt naszych działań w sprawach morskich miał więc charakter bardziej konkretny i praktyczny. Niewielki zespół osób z klubu oraz z BISSO i NOT opracował: (1) założenia strategu morskiej RP jako podstawę polityki morskiej państwa oraz (2) projekt modelu organizacyjnego portów morskich jako podstawę projektu nowej ustawy o portach i przystaniach morskich. Stopień zaawansowania prac nad tymi dokumentami, mimo nieotrzymania dotychczas z rządu żadiuch środków finansowych na ten cel, jest znaczny: Pierwszy z nich zatytułowany Rola polityki morskiej w aktywizacji gospodarczej Pomorza (Założenia wstępne do opracowania polskiej strategii morskiej) - z przedmową marszałka Senatu RP, prezesa Klubu Współczesnej Myśli Politycznej prof. Longina Pastusiaka został kilka miesięcy temu wydrukowany w formie broszury i przekazany odpowiednim władzom, instytucjom i osobistościom życia publicznego. Drugi dokument - projekt ustawy o portach i przystaniach morskich - po nadaniu mu należytej formy prawnej przez wiceprezesa klubu, posła prof. Jerzego Młynarczyka z zespołem prawników, zostanie skierowany do laski marszałkowskiej.

Trzeci nurt działań klubu to działania opiniotwórcze na rzecz gospodarki morskiej. W nurcie tym mieszczą się następujące przedsięwzięcia:

  1. Oficjalne wystąpienie w dniu 9 lutego br. niżej podpisanego wiceprezesa klubu do marszałka Senatu RP prof. Longina Pastusiaka i posła prof. Jerzego Młynarczyka z bulwersującą wiadomością o mającej nastąpić sprzedaży w obce ręce 100 proc. akcji Bałtyckiego Terminalu Kontenerowegoi Bałtyckiego Terminalu Zbożowego w porcie gdyńskim. Marszałek Senatu natychmiast nadał sprawie bieg, przesyłając ów list przy swoim piśmie przewodnim do wiceministrów, właściwych dla sprawy. Poseł Jerzy Młynarczyk przedstawił treść listu na posiedzeniu sejmowej Podkomisji Gospodarki Morskiej, a więc wywołał sprawę w parlamencie.
  2. 15 lutego 2003 r. na zebraniu gdyńskiego oddziału klubu uchwalony został Apel do ministra skarbu oraz kilku decydentów, w których gestii są sprawy morskich portów handlowych, o zapobieżenie sprzedaży w obce ręce gdyńskiego terminalu kontenerowego i innych obiektów portu gdyńskiego. Apel ten został rozesłany do wielu adresatów. Jego omówienie ukazało się w „Głosie Wybrzeża". Niestety, walka o Bałtycki Terminal Kontenerowy została przegrana, ze szkodą dla naszej suwerenności transportowo-morskiej. Pozostały do ratowania inne interesy morskie Polski, na których w swojej działalności skupia się Klub Współczesnej Myśli Politycznej.
  3. 8 marca 2003 roku istniejące zagrożenia dla gospodarki morskiej przedstawił niżej podpisany na zjeździe miejskim SLD w Gdańsku. Wystąpienie to, zredagowane następnie w formie artykułu, ukazało się w dodatku specjalnym "Głosu Wybrzeża" na II Zjazd Wojewódzki SLD pt. Żadna siła, żadna burza... i z nadtytułem: Klub Współczesnej Myśli Politycznej a sprawy morskie.
  4. Równocześnie wystosowaliśmy List otwarty Klubu Współczesnej Myśli Politycznej do II Pomorskiego Zjazdu Wojewódzkiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej w sprawie polityki morskiej. List ten przedstawił Zjazdowi SLD prezes klubu, marszałek Senatu prof. Longin Pastusiak. Został on potem opublikowany w „Głosie Wybrzeża".
  5. 25 maja 2003 r. odbyło się w Gdańsku spotkanie klubu z Aleksandrem Małachowskim, marszałkiem seniorem Sejmu i honorowym przewodniczącym Unii Pracy, poprzedzone spotkaniem przedstawicieli zarządu klubu i Sekcji Morskiej klubu z tym wielkim człowiekiem oraz z posłanką ziemi pomorskiej, minister Izabelą Jarugą-Nowacką, wiceprzewodniczącą Unii Pracy i innymi działaczami tej partii. Na spotkaniu z tym prominentnym gronem niżej podpisany poinformował o dramatycznej sytuacji polskiej gospodarki morskiej i zwrócił się z apelem o pilne podjęcie przez Unię Pracy niezbędnych działań dla ratowania tej ważnej dla kraju dziedziny gospodarki narodowej. Wkrótce potem, 2 czerwca 2003 r., na spotkaniu z gdyńskim oddziałem klubu minister Izabela Jaruga-Nowacka zapewniła nas publicznie, po konsultacji z przewodniczącym Unii Pracy, wicepremierem Markiem Polem, że jej partia zajmie się sprawami morskimi. W konsekwencji tego członkini naszego klubu, wicewojewoda Krystyna Gozdawa-Nocoń, delegatka województwa pomorskiego na Krajową Konwencję Programową Unii Pracy (15 czerwca br.), przedłożyła do uchwały programowej stosowne postulaty i wnioski.
  6. Na II Kongresie SLD (29-30 czerwca br.) dwaj delegaci województwa pomorskiego, będący członkami kierownictwa Klubu Współczesnej Myśli Politycznej, mianowicie prezes klubu, marszałek Senatu RP prof. Longin Pastusiak i członek zarządu klubu Aleksander Żubrys, znaczną część swoich wystąpień w dyskusji poświęcili gospodarce morskiej. Obszerne fragmenty ich wystąpień opublikował po kongresie „Głos Wybrzeża".

Można przypuszczać, że szeroko zakrojone i różnorakie działania opiniotwórcze naszego klubu i jego lobbing na rzecz gospodarki morskiej dadzą wreszcie pozytywie efekty. Bój toczy się o wielką sprawę: o być albo nie być Polski morskiej. Klub Współczcsnej Myśli Polityeznej nie chce i nie może być w tym boju biernym obserwatorem.

powrót do spisu tekstów



5. Józef Łacmański. Osoba i dokonania prof. Rajmunda Rybińskiego
Artykuł opracowany na wręczenie profesorowi Nagrody "Pomorska Busola Lewicy" im. Izabeli Jaruga-Nowackiej oraz z okazji 80-tych urodzin jubilata wypadających blisko dnia tej uroczystości.

Rajmund Rybiński urodził się w Warszawie. Jego ojciec był zawodowym wojskowym. Pracował jako wykładowca w Szkole Zbrojmistrzów w Cytadeli Warszawskiej.

Bardzo wcześnie został osierocony. W 1932 r., gdy miał 4 lata, zmarła jego matka, a dwa lata potem zmarł ojciec, pozostawiając troje sierot, które zostały przyjęte na wychowanie przez różnych krewnych. Rajmund wychowywany był u stryja, dokera portu gdyńskiego, mieszkającego w Gdyni-Obłużu. Środowisko, w którym żył, było patriotyczne i lewicowe. Stryj oraz jego koledzy i przyjaciele byli aktywnymi członkami Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Związku Powstańców i Wojaków.

W 1939 r., gdy stryj poszedł na wojnę, Rajmunda przygarnęła do siebie siostra jego ojca, która oprócz własnych dzieci wychowywała już młodszą siostrę Rajmunda. Warunki egzystencji rodziny wychowującej go były w czasie wojny bardzo ciężkie. Toteż Rajmund starał się jak mógł pomagać rodzinie w ulżeniu jej niedoli, podejmując – mimo chłopięcego wieku – różne prace.

W 1942 r. musiał przez pół roku chodzić do ciężkiej pracy fizycznej, wykonywanej pod nadzorem niemieckiego policjanta, bez zapłaty i bez wyżywienia. A gdy ukończył 14 lat, niemiecki urząd pracy skierował go do pracy na roli, u bauera w Chyloni.

Po wyzwoleniu, w latach 1945–49, był uczniem Państwowego Gimnazjum i Liceum Męskiego w Gdyni. Mimo że przez lata wojny był opóźniony w nauce, bardzo szybko nadrobił zaległości w wiedzy i cztery klasy gimnazjum ukończył w dwa lata jako jeden z przodujących uczniów. Dwuletnie liceum ukończył już w trybie normalnym. – W tym czasie wstąpił do Związku Młodzieży Polskiej.

Po maturze, w latach 1949–53 studiował w Wyższej Szkole Handlu Morskiego w Sopocie, którą w 1951 przemianowano na Wyższą Szkołę Ekonomiczną, a po latach na Uniwersytet Gdański. Na studiach już po kilku miesiącach został wybrany na starostę roku. Następnie, przed rozpoczęciem II roku studiów został powołany na uczelnianego kierownika kultury w ramach Zrzeszenia Studentów Polskich. W krótkim czasie stworzył od podstaw i rozwinął życie kulturalne na uczelni i w akademikach. Powołał do życia prawie 30-osobową orkiestrę symfoniczną, 70-osobowy chór, balet i zespół recytatorski. Do prowadzenia tych zespołów pozyskał wybitnych fachowców. Bardzo szybko zaczął organizować występy swych zespołów w auli uczelnianej, w akademikach, w zakładach pracy w Trójmieście i w terenie, a nawet na akademiach wojewódzkich w teatrze w Gdańsku.

Z kolei zajął się organizowaniem studenckiego życia naukowego. Jako stypendysta naukowy zorganizował pierwsze na sopockiej uczelni studenckie Ekonomiczne Koło Naukowe i został jego pierwszym prezesem. Koło działało bardzo aktywnie. Z grona jego członków wyszło kilku wybitnych uczonych, menedżerów i urzędników państwowych.

Jego osiągnięcia w nauce i pracy społecznej sprawiły, że został jako jedyny wybrany na delegata sopockiej WSE na Zlot Młodych Przodowników – Budowniczych Polski Ludowej, który się odbył 22 lipca 1952 roku w Warszawie. Pod koniec studiów wstąpił do PZPR i to określiło jego dalszą drogę życiową – drogę lewicową. Po studiach w 1953 r. wyjechał z nakazem pracy do Świnoujścia, gdzie natychmiast otrzymał angaż na zastępcę kierownika chłodni w tamtejszym kombinacie rybnym, a w kilka miesięcy potem awansował na kierownika tej największej w owym czasie chłodni w Polsce.

W 1956 r. zaczął się nowy etap w życiu Rajmunda: był angażowany przez Komitet Wojewódzki PZPR w Szczecinie jako lektor. W tym charakterze, po XX Zjeździe KPZR został jednym z głównych destalinizatorów w ówczesnym województwie szczecińskim. Wygłosił wtedy w ciągu kilku miesięcy w przeróżnych środowiskach w całym województwie ok. 130 wykładów demaskujących kult Stalina i jego potworne skutki.

W 1957 r. został wybrany na I sekretarza Komitetu Powiatowego PZPR w Świnoujściu. Świnoujście, przed wojną luksusowe uzdrowisko i kąpielisko morskie, zniszczone w czasie wojny w 55 procentach, było w połowie lat pięćdziesiątych zapyziałą, zrujnowaną kilkutysięczną mieściną, przekształconą w olbrzymią radziecką bazę wojskową. Nadmorska dzielnica uzdrowiskowa, zajmowana przez tę bazę, była odgrodzona wysokim płotem – od falochronu aż do granicy z NRD – tak że mieszkańcy tego nadmorskiego miasta nie mieli dostępu do plaży. Co więcej, miasto było rozbierane przez specjalnie utworzone przedsiębiorstwo rozbiórkowe, a pozyskane z rozbiórki cegły były wywożone na odbudowę Warszawy.

Zaraz po objęciu tej funkcji partyjnej ściągnął do Świnoujścia dwie komisje sejmowe: Komisję Morską i Komisję Rozwoju Ziem Zachodnich, którym przedstawił listę postulatów. Podstawowy z nich brzmiał: przywrócić miastu charakter uzdrowiska. Warunkiem tego było opuszczenie nadmorskiej dzielnicy uzdrowiskowej i wielu obiektów w mieście przez bazę wojskową ZSRR, co mogło nastąpić poprzez jej wykwaterowanie lub zmianę dyslokacji. Zaprosił też do Świnoujścia kolejno dwóch wicepremierów, kilku ministrów, pełnomocników rządu, generałów i dziennikarzy. Kilkakrotnie jeździł z delegacją władz miejscowych do Warszawy – do wicepremierów, ministrów i Komisji Planowania. Raz był nawet na posiedzeniu Rady Ministrów. Doprowadził do powołania Komisji Rządowej do Spraw Odbudowy i Rozwoju Świnoujścia Efektem były dwie uchwały Rady Ministrów w sprawie odbudowy i rozwoju tego miasta, asygnujące wielomilionowe środki na realizację tych zadań, oraz przeniesienie bazy radzieckiej w kilku etapach do innych obiektów w mniej atrakcyjnej części miasta. Dzięki temu Świnoujście odzyskało funkcję uzdrowiskowo-wypoczynkową. – Lech Wałęsa chwali się, że w 1991 r. wyeksmitował wojska radzieckie z Polski. Rajmund Rybiński mógłby się pochwalić, że 30 lat wcześniej, w mniej sprzyjających warunkach, zdobył się na tyle odwagi i wykazał tyle umiejętności dyplomatycznych, że ruszył z miejsca olbrzymią radziecką bazę wojskową i o mały włos doprowadził do jej całkowitej likwidacji w 1961 r. Ale 13 sierpnia tamtego roku powstał mur berliński. To wstrzymało likwidację świnoujskiej bazy radzieckiej aż o 30 lat.

Jego dynamizm, wykazany w Świnoujściu, dał kierownictwu KW asumpt do powierzenia mu funkcji przewodniczącego Komisji Morskiej KW. W tym czasie dokonywał się dynamiczny rozwój gospodarki morskiej w Szczecinie i województwie, do czego swoją cegiełkę dołożył również Rajmund Rybiński.

W 1965 r. powrócił na sopocką uczelnię i podjął pracę w Katedrze Ekonomiki Morskiego Przemysłu Rybnego. Przez lata pracy dydaktycznej wypromował ok. 450 magistrów ekonomii, przy czym znany był z wysokiego poziomu pisanych pod jego promotorstwem prac magisterskich, dzięki czemu wiele z nich zostało nagrodzonych nagrodami w konkursach wojewódzkich i ogólnokrajowych. Kilku jego absolwentów uzyskało tytuły profesorskie, kilkunastu – stopnie doktora nauk ekonomicznych.

W Sopocie był przez wiele lat przewodniczącym Miejskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu. Przez 16 lat był radnym Miejskiej Rady Narodowej, a następnie przez 4 lata radnym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku, członkiem Prezydium WRN oraz przewodniczącym Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki WRN. Była to najlepsza komisja WRN. Jego zasługą było m.in. utworzenie Wojewódzkiego Funduszu Turystyki, dzięki któremu odbudowano wszystkie mola spacerowe w woj. gdańskim i zrealizowano szereg innych ważnych inwestycji dla sportu i turystyki.

Na Uniwersytecie Gdańskim był przez jedną kadencję 3-letnią prodziekanem wydziału, przez kilka kadencji wicedyrektorem instytutu i kierownikiem zakładu naukowo-dydaktycznego. Za swe osiągnięcia dydaktyczno-naukowe otrzymał kilka razy nagrody ministra nauki i szkolnictwa wyższego oraz wiele nagród rektora UG.

Za swą działalność został odznaczony krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim, Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką Gryfa Pomorskiego (za zasługi dla woj. szczecińskiego), Medalem Zasłużonego Ziemi Gdańskiej, Medalem i Odznaką Tysiąclecia Państwa Polskiego, Medalem Komisji Edukacji Narodowej oraz innymi odznaczeniami, a obecnie zostaje mu wręczona nagroda "Pomorska Busola Lewicy" im. Izabeli Jaruga-Nowackiej.

Jest świetnie wykształcony. Ma duży zasób wiedzy ekonomicznej, a także politycznej, społecznej i historycznej. Posiada doskonałe pióro, pisząc prostym, zwięzłym i pięknym polskim językiem. Włada trzema językami obcymi: angielskim, niemieckim i rosyjskim. Została mu też spora znajomość dwóch języków antycznych: łaciny i greki, których uczył się w szkole średniej. Jest przy tym bardzo pracowity i dokładny. Jest urodzonym społecznikiem. Praca społeczna i działalność polityczna, które wykonuje bezinteresownie są jego pasją, ponieważ zaś jest doskonałym organizatorem, osiąga w tym imponujące efekty.

Rajmund Rybiński jest ideowym, głęboko zaangażowanym lewicowcem. Był głównym organizatorem dwu kampanii wyborczych na terenie Sopotu, w których lewica odniosła znaczne sukcesy. Również we wszystkich pozostałych kampaniach wyborczych w województwie pomorskim – samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich, a także w kampaniach referendalnych – działał aktywnie i efektywnie na rzecz lewicy SLD-owskiej.

Specjalne uznanie należy mu się za działalność w naszym lewicowym Klubie Współczesnej Myśli Politycznej, w którym pełni funkcję wiceprezesa nieprzerwanie już bez mała 18 lat. Jest sercem i duszą tego klubu. Na jego barkach spoczywał główny ciężar organizowania wieluset spotkań klubu w Gdańsku i Sopocie, w tym 17 walnych zgromadzeń członków oraz 12 konferencji naukowych, sympozjów i seminariów klubu. W znacznym stopniu przyczynił się do powstania 10 oddziałów terenowych klubu i uczestniczył w większości ich spotkań. Opublikował szereg artykułów na tematy żywotne dla kraju i dla lewicy oraz artykułów propagujących nasz klub, a zarazem od jego redakcją naukową wydano pod szyldem naszego klubu kilka znakomitych książek z materiałami pokonferencyjnymi.

Jego artykuły propagujące wartości lewicowe i krytykujące aspołeczną politykę oraz proponujące lewicowe rozwiązania problemów społeczno-politycznych były publikowane w wielu pismach i innych mediach, spośród których dużym echem odbił się artykuł pt. „Czy to nostalgia? („Liderzy” nr 5-6/2004), broniący osiągnięć dekady gierkowskiej i pokazujący negatywne skutki kapitalistycznej transformacji gospodarczej i ustrojowej w Polsce.

O konsekwentną politykę lewicową i o realizację ważnych postulatów dobijał się w licznych wystąpieniach na spotkaniach klubu (m. in. wygłaszając wykłady, lub opracowując teksty apeli i protestów), na konwencjach i zjazdach SLD w województwie oraz w Gdańsku i Sopocie, gdzie był wielokrotnie zapraszany jako działacz klubu, na zebraniach Rady Strategii Programowej przy Radzie Wojew. SLD, na naradach w Senacie RP, na spotkaniach z sekretarzem generalnym SLD Markiem Dyduchem, wicepremierem Markiem Polem i marszałkiem seniorem Sejmu RP Aleksandrem Małachowskim, na posiedzeniach Rady Naukowo-Eksperckiej wojewody pomorskiego Cezarego Dąbrowskiego i Jana Kurylczyka.

Osobno należy wymienić przygotowaną jako wykład pracę pt. „Regres Polski w okresie Trzeciej Rzeczypospolitej”, której wartość spowodowała, że nie tylko szereg razy proszono o powtórzenie prelekcji, lecz również została wielokrotnie wydana jako artykuł prasowy, a także w postaci licznych kserokopii.

W kontaktach z ludźmi profesor jest spokojny, wyrozumiały, o wysokiej kulturze osobistej. Jest osobą życzliwą dla innych, chętnie pomaga ludziom w potrzebie. W swej pracy jest bezinteresowny, doskonały organizator. Jest też żarliwym patriotom o poglądach stricte lewicowych.

Gdańsk, 2010-12-20

powrót do spisu tekstów



4. Longin Pastusiak. Posiedzenie Rady Międzynarodówki Socjalisytycznej 21-22 VI 2010.

W dniach 21-22 czerwca 2010 r. w Nowym Jorku, w siedzibie ONZ odbyło się posiedzenie Rady Międzynarodówki Socjalistycznej (MS). SLD, który jest członkiem MS reprezentował wiceprzewodniczący SLD prof. Longin Pastusiak. Główny referat wygłosił przewodniczący MS G. Papandreu, premier Grecji, m. in. wyjaśniając, że tzw. kryzys grecki jest kryzysem globalnym i wymaga on globalnego podejścia i globalnego rozwiązania. Kryzys ten spowodowany jest nie – jak to głoszą niektóre media - przez nadmiar świadczeń socjalnych, ale z powodu korupcji i błędów popełnionych w poprzednich kadencjach przez rządy prawicy. Zdaniem mówcy ludzkość posiada potencjał gospodarczy, technologię, naukę i finansowe możliwości umożliwiające globalne wyeliminowanie ubóstwa, nierówności i innych patologii. Gospodarkę należy humanizować, aby służyła człowiekowi, a proces globalizacji winien postępować z korzyścią nie jak obecnie jednostkom wzbogaconym, lecz wszystkim ludziom.

W porządku dziennym posiedzenia znalazły się cztery główne tematy: 1) Globalne problemy gospodarcze; 2) Zmiany klimatyczne; 3) Rozbrojenie i nierozprzestrzenianie broni; 4) Sprawa pokoju na Bliskim Wschodzie. Sprawy te były tematem przyjętych rezolucji końcowych.

1. Główne problemy gospodarcze
Globalny kryzys gospodarczy zdominował obrady MS. W przyjętej rezolucji stwierdzono m. in., że sektor finansowy powinien ponieść główne koszty kryzysu przez opodatkowanie transakcji finansowych. Obliczono, że obowiązek opłaty 0,05% wartości transakcji może w ciągu roku przynieść dochód wynoszący 500 miliardów euro, a w samej Europie 200 mld. Nie wolno dopuścić, aby duże banki inwestycyjne mogły bez kontroli grać indywidualnymi depozytami oszczędnościowymi i funduszami emerytalnymi. Należy również zwiększyć progresję podatków, a ponadto m. in. rezolucja apeluje do Chin o aprecjację swojej waluty w celu zmniejszenia dysproporcji w handlu międzynarodowym.

2. Zmiany klimatyczne
Rezolucja wyraża rozczarowanie wynikami szczytu w Kopenhadze w minionym roku i podkreśla konieczność mobilizacji wspólnoty międzynarodowej na rzecz globalnego porozumienia się co do ograniczenia emisji dwutlenku węgla do poziomu zapewniającego ograniczenie wzrostu temperatury na Ziemi najwyżej o 2 stopnie Celsjusza ponad poziom z okresu przedprzemysłowego. Rezolucja stwierdza, że głównymi ofiarami zmian klimatycznych są ludzie biedni.

3. Rozbrojenie i nierozprzestrzenianie broni
Rezolucja wita z zadowoleniem rosyjsko-amerykańskie porozumienie START o ograniczeniu strategicznych potencjałów obu krajów i apeluje do parlamentów Rosji i USA o szybką jego ratyfikację i opowiada się za wycofaniem z Europy taktycznej broni nuklearnej uznając ją za relikt zimnej wojny. Rezolucja postuluje, by system obrony antyrakietowej obejmował również Rosję. W opinii MS istnieje potrzeba zawarcia międzynarodowego Traktatu w Sprawie Handlu Bronią. Traktat ten powinien dopuszczać uzyskiwanie broni jedynie zgodne z prawem międzynarodowym, dostępne wyłącznie dla krajów respektujących prawa człowieka i niedostępne dla grup terrorystycznych.

4. Sprawa pokoju na Bliskim Wschodzie
Po dość ostrej wymianie poglądów między przedstawicielem Izraela, (Ehud Barak) a reprezentantem organizacji palestyńskich, Rada MS przyjęła sześciopunktowe oświadczenie, które:

W sprawach organizacyjnych Rada MS przyjęła sprawozdanie finansowe, a Komisja Etyki zarekomendowała odrzucenie podania Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej o członkostwo w Międzynarodówce Socjalistycznej, co nie służyło by jedności lewicy w Polsce. Rada MS rekomendację tą przyjęła bez sprzeciwu.
Następne posiedzenie Rady MS odbędzie się w listopadzie 2010 roku w Paryżu.

powrót do spisu tekstów



2. Rezolucja w/s. wydarzeń w Jugosławii.

Wyjaśnienie: ze względu na brak oryginału, dane o niżej przedstawionej rezolucji podaję w wersji z n-ru 99 (1999-04-28) dziennika „Trybuna” zatytułowanej „Więcej obiektywnych informacji”:
Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku na
spotkaniu w dniu 19 kwietnia 1999 roku przyjął rezolucję w sprawie wydarzeń w Jugosławii, która głosi:
Potępiamy wojnę w Kosowie i bombardowanie Juqosławii. Domagamy się rozwiązania problemu bałkańskiego nie środkami militarnymi, ale politycznymi. Oczekujemy od mediów obiektywnego informowania o tamtejszych wydarzeniach.
(W głosowaniu nad rezolucją na 85 obecnych tylko 1 osoba była przeciw, a dwie wstrzymały się od głosu).
Wiceprezes Klubu RAJMUND RYBIŃSKI

powrót do spisu tekstów



1. Pamięci Bogdana Blindowa 25 XI 1997.

Wspomnienie

Krok za krokiem zdąża
Zmienia dzień, godzinę
Z krokiem każdym
Na życia odchodzisz horyzont
A pnie, które z młodości
Znasz jeszcze zielone
Padają-zbierając Ciebie

Lico wspomnieniem ciągle rozpalone
Przyjaciół, co z myślą Twoją
Wspólnie rozkwitali
A w dłoni krzepkim ścisku
Uśmiech światu rozrzucali ...
Odchodzą w nieznane
Tam, gdzie ciemność ziębi
I chłodu Ty właśnie rozpalisz mroczności
Bo przyjaźnią płoniesz
Bo oddać umiałeś
To co najcenniejsze
I serce ...
I siebie ...
Oddałeś.

Łukasz Guldon



Bogdan Blindow urodził się 26 maja 1944 r. w Micharzewie, odległym o 7 km od Wągrowca – miasta położonego wtedy w woj. poznańskim, a obecnie pilskim. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się w Liceum Pedagogicznym w Wągrowcu, jednak maturę zdawał w Wejherowie, dokąd przyjechał z siostrą Ireną i szwagrem Julkiem, którzy byli stypendystami Gdańskiej Hodowli Ziemniaka. Było to w 1063 roku. Z Wejherowem związał się na zawsze.

Od 1966 roku był kierownikiem Powiatowego Zespołu Kin, a potem kierownikiem kina „Świt”. Był człowiekiem, który kochał kino i filmy. Mawiał, że w kinie pracuje się bardzo krótko, albo bardzo długo. W 1070 r. został najmłodszym wtedy w Polsce, radnym Pwiatowej Rady Narodowej i oczekuje na urodzenie swojej jedynej i najukochańszej córki Dagmary.

Można powiedzieć, że przez całe życie był działaczem kultury, za co dwukrotnie został odznaczony złotym medalem „Zasłużony dla kultury”. Był animatorem Dyskusyjnego Klubu Filmowego w Wejherowie, który przez wiele, wiele lat działał przy wejherowskim kinie. I dzięki temu mogliśmy wtedy oglądać filmy kina światowego, te najwyższego gatunku. Zorganizował prapremierę filmu „Kaszěbe”, zwyciężając w swego rodzaju plebiscycie miast kaszubskich, które ubiegały się o realizację tej prapremiery. Tłumy widzów oglądały ten film, a niektóre wzruszone filmem starsze panie, przyznały się, że są w kinie po raz pierwszy w życiu. A potem przez wiele lat rozpowszechniał ten film dla dzieci przyjeżdżających na kolonie do naszego miasta.

W latach sześćdziesiątych wspólnie z Jurkiem Kiedrowskim współtworzył Oddział Wejherowski Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki. Przez wiele lat organizował w kinie spotkania z kombatantami. Po seansach filmowych dzieci i młodzież słuchały opowieści i refleksji ludzi, którzy walczyli w II wojnie światowej. W spotkaniach brali udział kombatanci z Westerplatte, Monte Casino i ci, którzy walczyli na wschodzie. Przyjaźnił się z nimi i darzył ich wielką sympatią. Przez wiele godzin rozmawiał z panią Dżanet Skibniewską, panami Naskrętem i Jakowickim a także z panem Leonem Prusińskim. Bardzo chciał, aby chlubne karty naszej historii pozostały w pamięci młodych ludzi. Pasjonował się historią II wojny światowej, a szczególnie Powstaniem Warszawskim. Uwielbiał także trylogię Sienkiewicza i znał jej obszerne fragmenty na pamięć. Zawsze niespokojny, twórczy, był po prostu artystą.

Przez wiele lat pracował dla Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, szczególnie wrażliwy na krzywdę dziecka. Najbardziej kochał dzieci z małych wsi i nigdy nie odmawiał zagrania dla nich seansu filmowego, nawet wtedy, gdy była ich niewielka garstka. Kochał muzykę, grał pięknie na kontrabasie i na akordeonie.

Kochał Cyganów i rumuńskie dzieci. Zawsze wrażliwy na krzywdę ludzką, zawsze stawał po stronie ludzi, którym działo się źle, co nie zawsze przysparzało mu przychylności. Był przez wiele lat członkiem Komitetu Piaśnickiego. Dzięki jego staraniom i zabiegom powstał film o Piaśnicy i popełnionej tam zbrodni. Mówił, o Palmirach wiedzą wszyscy, a o Piaśnicy tylko niewielka garstka ludzi. Zorganizował przepiękną prapremierę tego filmu w kinie „Świt”. Było to niesamowite przeżycie dla osób biorących udział w tej uroczystości, które zapamiętają prawdopodobnie do końca życia.

W pamiętnych latach osiemdziesiątych był pierwszym przewodniczącym Krajowej Sekcji Pracowników Filmu NSZZ „Solidarność”. Wynegocjował i podpisał z ministrem kultury Tejchmą najlepsze porozumienie płacowe, stąd zna go cała filmowa Polska. Był także współorganizatorem prapremiery filmu „Robotnicy 80”. Wchodził także w skład pierwszego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku. Przez trzy kadencje był przewodniczącym Rady Pracowniczej Państwowej Instytucji Filmowej „Neptun-Film” w Gdańsku. Wtedy także, przede wszystkim pomagał ludziom, walczył o ich sprawy. Wygrał w Sądzie Pracy 54 sprawy. Przez pięć lat walczył z Ministerstwem Finansów o niesłusznie pobrany podatek. Wszyscy już zrezygnowali, nikt nie wierzył w szczęśliwy finał tej sprawy, jednak Bogdan wierzył, że odniesie sukces i tak też się stało. Nie robił niczego dla zaszczytów czy pieniędzy.

Był jednak przede wszystkim nauczycielem. Uczył w szkole nr 8 w Wejherowie, gdzie stworzył zespół muzyczny „Biedronki”. Uczył także w szkole w Luzinie i Kłębowie. Z wieloma swoimi wychowankami potem się przyjaźnił. Zawsze mówili o nim serdecznie i ciepło, wspominali niekonwencjonalne lekcje muzyki. Twierdzą, że w wielu z nich zaszczepił miłość do kina i muzyki. Dla wielu z nich jest nadal autorytetem. Zawsze wierny swoim ideałom, miał odwagę mówić o nich bez względu na konsekwencje, które niejednokrotnie ponosił.

Utrzymywał ścisły i serdeczny kontakt z koleżankami i kolegami ze szkoły średniej. Wspólnie stworzyli Koło Przyjaciół Ziemi Wągrowieckiej. Od 1993 r. był członkiem Klubu Współczesnej Myśli Politycznej Oddział w Wejherowie, a od 1994 roku jego wiceprezesem. Funkcję tą pełnił do końca.

Przypuszczalnie jest to tekst referatu wygłoszonego przez Romana Reicha na spotkaniu klubowym.

powrót do spisu tekstów