Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt


DYSKUSJE cz. IV


35. Notatka nt. spotkania w dniu 18 IV 2016 r.
Uwaga: przedstawiony tekst stanowi wersję wstępną. Liczę na to, że uczestnicy spotkania wskażą -korespondencyjnie błędy i pominięcia. Po uwzględnieniu uwag i sprostowań, uwaga niniejsza zostanie usunięta.

Jak to ma miejsce po każdym spotkaniu naszego klubu, nikt poza mną nie jest zainteresowany zapisaniem swoich wrażeń i spostrzeżeń wyniesionych z wykładu oraz z dyskusji, mogę więc przedstawić jedynie swój subiektywny pogląd w tej rzeczy. Ta okoliczność powoduje, że pominę mało mnie interesującą treść bezbłędnie przygotowanej przez panią Senyszyn prelekcji o obietnicach wyborczych PiS-u, a zajmę się obserwacjami poczynionymi w trakcie dyskusji, w której toku dominowało, odsuwające oficjalny temat na margines, pytanie o przyszłość lewicy, czy raczej SLD, gdyż widocznym było przekonanie ogółu, iż w Polsce ta partia reprezentuje naszą formację ideową.

Wątek ten pojawił się w wykładzie, gdy prelegentka omawiając sukcesy prawicy orzekła. iż widoczny obecnie brak poparcia lewicy w wyborach wynikł wyłącznie z afer i błędów taktycznych SLD w latach 2000 do 2004. Zwracam uwagę na to wyobrażenie o przyczynie słabości lewicy, gdyż jest ono niezwykle popularne w społeczeństwie, a zarazem czyni nas bezsilnymi wobec zdarzeń w polityce. Pogląd ten jest dla wielu bardzo wygodny, uwalnia bowiem nas z odpowiedzialności za zły stan formacji i daje prostą receptę poprawy wyrażoną kilka lat temu w raporcie Chwedoruka ograniczoną do tego, by nie powtarzać już popełnionych błędów i głoszenia chwytliwe hasła. Wszyscy więc, poza ew. kilkoma, którym dowiedziono kompromitujące postępowanie, ani nie muszą poczuwać się do odpowiedzialności, ani krytycznie przemyśleć swoje obecne postępowanie.

Przeświadczenie to powoduje paraliż umysłowy. No bo rzeczywiście, skoro obecnie afer z udziałem SLD-owców nie ma i głosimy właściwe hasła, to zniechęcenie do lewicy da się wytłumaczyć tylko przyczynami ze świata fantazji. I tu pomysłowość zabierających głos okazała się imponująca. Ktoś twierdził, że młodzież jest zainfekowana prawicowością i po prostu należy czekać, aż obecne pokolenie wymrze, inny - że jedyną szansą jest pojawienie się na lewicy przywódcy równie bezwzględnego jak Jarosław Kaczyński itd. Wszystko w tonie bezsilnego biadolenia nad niemożliwym do pojęcia fatum likwidującym wszelkie nadzieje lewicy.

Usiłowałem uprzytomnić obecnym, iż należy przecież liczyć się z możliwością istnienia innych przyczyn zła niż wspomniane przez panią Senyszyn. Wiadomo np., że liczne znane osobistości wskazywały w tym sensie na praktykowane w SLD wodzostwo. I tu dziwna sprawa: nikt nie próbował kwestionować tej tezy ani do niej nawiązać. Po prostu wygląda na to, że wszyscy tak mają w umysłach ugruntowaną obowiązującą wizję lewicy, że kwestionujący ten obraz przekaz w ogóle nie dociera do ich świadomości, jest odrzucany bez próby rozpatrzenia. Tylko pani Senyszyn próbowała podjąć dyskusję stosując nb. prymitywne chwyty: nie mając argumentów przeczących wodzostwu zaczęła wypominać piętnującym je osobom wszelkie rzeczywiste i wyimaginowane grzechy. W tej sytuacji nie widziałem możliwości, by wspomnieć o własnym poglądzie na przyczyny słabości lewicy i na działania uzdrowieńcze, o czym zresztą pisałem i mówiłem wielokrotnie. Tak więc atmosfera biadolenia, bezsilności i wymyślania dziwacznych przyczyn osłabienia lewicy trwała niezakłócona przez cały czas spotkania.

Elementem tej - jak to nazwałem atmosfery - był incydent, który niestety chyba nie sprowokował nikogo do refleksji. Próbowałem bowiem zwrócić uwagę na naszą wspólną odpowiedzialność polegającą na braku reakcji wobec przejawów łamania w SLD zasad demokratyzmu wewnątrzpartyjnego, na praktyki sprzeczne ze Statutem i tp. odstępstwa od zasad, podkreślając przy tym, że główną winę ponoszą osoby z aparatu zarządzającego partią, więc oczywiście także pani Senyszyn. Wypomniałem jej, że w czasie, gdy postępowanie kierownictwa należało krytykować, ona słowem i pismem dostosowywała się (i nadal to czyni) do wymagań aktualnie władającej koterii przyczyniając się tym do ugruntowywania niszczącego lewicę zakłamania. Zagadnięta, podobnie jak inni obecni, pomijając zasadniczą przecież kwestię, czy rzeczywiście mowa jest o sprawach decydujących o przyszłości lewicy, zaczęła w stylu lękającego się kary dziecka opowiadać o swoich sprzeciwach i o tym, że była ponoć przez związane z władzą osoby odsuwana czy nawet prześladowana, czemu oczywiście zaprzeczyłem, gdyż w jej przemówieniach i pismach śladu ani sprzeciwu ani dyskryminowania nie ma i nie było. Otóż dopełnieniem tego - jak to określiłem - incydentu jest fakt, że nikogo z obecnych sprawa, nie zaniepokoiła, że jawne oskarżenie o kłamstwo zostało potraktowane jako nic nie znaczące zdarzenie. Obawiam się, że nauczyliśmy się traktować fałsz jako rzecz normalną, którą należy po prostu przemilczeć i o niej zapomnieć. Coś jak w "Ożenku" Gogola: "napluje ktoś w twarz? A cóż to szkodzi! Trzeba wytrzeć się chusteczką i po kłopocie".

Na zakończenie przypomnę, że pani Senyszyn wyraźnie oświadczyła, że swój krytycyzm wobec błędów SLD i wobec spotykającej ją dyskryminacji wyrażała pisząc blog, który jakoby czyta tak wiele osób, iż usprawiedliwione jest twierdzenie, że krytycyzm ten był i jest znany zarówno aparatowi partyjnemu jak i szerokiej publiczności. Otóż łatwo można przekonać się, że skłamała. Na stronach dostępnych pod adresem http://senyszyn.blog.onet.pl/ nie potrafię znaleźć śladu zainteresowania stanem partii. I jak kłamstwo jej łatwo przeszło! Żenujące! No i właśnie taka jest nasza lewica i takie są źródła jej słabości.

Stach Głąbiński 2016-04-25



34. Notatka nt. spotkania w dniu 20 XI 2013 r.

Objaśnienie tematu zatytułowanego "MORALNOŚĆ ŻYCIA PUBLICZNEGO" przedstawiła pani prof. dr hab. MAGDALENA ŚRODA. Na wstępie opisała sposób, w jakim opinia publiczna w naszym kraju jest informowana o zagadnieniach związanych z pojęciem etyki. Dominują w tym ujęciu trzy fałszujące rzeczywistość mity: o pochodzeniu moralności od biblijnego dekalogu, o wspólnej wszystkim, niezmiennej w czasie i przestrzeni moralności i o dominującym wpływie wychowania w rodzinie na formowanie więzi z otoczeniem. W rzeczywistości bowiem normy postępowania powstawały już w czasach przedhistorycznych, a o ile prawdomówność, dotrzymywanie przyrzeczeń itp. cenione były i są zawsze i wszędzie, to np. warunki usprawiedliwiające mówienie nieprawdy określane bywają różnie. Z kolei zaś rodzina formuje umiejętność współżycia z osobami bliskimi (dobroć), która w relacjach międzyosobowych emocjonalnie obojętnych (praca zawodowa, polityka itp.) może np. powodować skłonność do korupcji. Podstawy moralne umożliwiające prawidłowe funkcjonowanie człowieka dorosłego w społeczeństwie (uczciwość) w głównej mierze winna dać dziecku szkoła. Szkoła polska warunek ten spełnia w stopniu niewystarczającym. Moralność życia publicznego cierpi na tym, co przejawia się np. powszechnie dostrzeganym brakiem przejrzystości czy tolerancji, powszechna nieumiejętność pracy w zespole. Wiąże się z tym niski u nas - w porównaniu z innymi krajami europejskimi - tzw. kapitał społeczny wyrażający się m. in. małym udziałem obywateli w organizacjach.

W dyskusji zabrali głos liczni spośród uczestników. Np. Zbigniew Szczypiński pytał o tendencję zmiany kapitału społecznego: wzrasta on czy maleje i dlaczego? Pani dr Genowefa Janczewska Korczagin wskazała na marketing i komercyjność jako czynniki istotnie dewaluujące wychowawczą działalność szkoły. Pani prof. Krupa-Wojciechowska przypomniała rewolucyjny wymiar emancypacji kobiet dokonany przez PRL.

Stach Głąbiński 2013-11-21



33. Notatka nt. spotkania w dniu 14 X 2013 r.

Objaśnienie założonego tematu zatytułowanego "ZNACZENIE SPRAW MORSKICH W ROZWOJU WSPÓŁCZESNEJ POLSKI" przygotował prof. ANDRZEJ MAKOWSKI z góry jednak zastrzegając niemożność wyczerpania bardzo obszernego zagadnienia. Zgodnie z obowiązującym w skali globalnej prawem morskim Polsce przypada część Morza Bałtyckiego oddzielona granicami od stref innych państw, w tym sporna granica z Danią. Dochodzi do tego przyznana Polsce "działka" na Pacyfiku w pobliżu terytorium Meksyku. Wykorzystanie tej własności i wynikającego z niej dostępu do żeglugi światowej nie jest zadowalające, co wynika m. in. z niedostatku kapitału i braku spójnej, należycie prowadzonej polityki morskiej. W tej dziedzinie najlepiej prelegent ocenił polskie szkolnictwo morskie, co następnie potwierdzono w toku dyskusji. Z omówienia innych spraw morskich zaskoczony byłem opinią, że przedstawiane opinii publicznej jako klęska zmniejszenie ilościowe naszej floty handlowej i upadek przemysłu stoczniowego pozostawiają nam w obu tych dziedzinach znaczne możliwości. Z jednej bowiem strony nie mamy wynikających stąd ograniczeń ani wymiany handlowej, ani korzystnego dla kraju zatrudnienia naszych fachowców za granicą, a remonty statków i budowa wyspecjalizowanych jednostek pływających są należycie rozwijane.

W trudnej do zrelacjonowania dyskusji zwrócił moją uwagę wątek roli zainteresowania opinii publicznej problematyką morską, w czym w okresie II RP zasłużyła się szczególnie Liga Morska (nazwa niepełna; niektóre dodatki do tej nazwy organizacji kilkakrotnie zmieniano). Efekty tej działalności były wyraźnie widoczne, co razi, gdyż obecnie podobna inicjatywa społeczna nie istnieje lub nie jest zauważalna. Kilka osób poruszało kwestie wojskowe, które dla mnie są mniej interesujące, chociaż wyjaśnienia, podane przez prelegenta mającego bogatą praktykę w tej właśnie dziedzinie, z pewnością zasługują na uwagę. Ogólnie u większości zabierających głos dała się zauważyć nuta głębokiego pesymizmu, czemu w swoich odpowiedziach na pytania prof. Makowski sprzeciwiał się, aczkolwiek sam w trakcie wykładu wyraził kilkakrotnie rozczarowanie powszechnym brakiem należytego zainteresowania problematyką morską.

Na zakończenie prof. Rybiński przypomniał zasługi naszego klubu w rozwijaniu myśli dotyczącej polityki morskiej opierając się na tekstach zapisanych pt. - jeden "List do SLD ..." i drugi "Ląd żywi, a morze bogaci". Dotyczy to zorganizowania kilku konferencji i sympozjów naukowych, oraz próby utworzenia lobby morskiego - zespołu wymuszającego na władzach działań budujących państwową politykę morską. Inicjatywy te, mimo uczestnictwa w nich osób reprezentujących sfery rządowe, nie przyniosły odczuwalnych rezultatów, co zniechęciło uczestników i obecnie działalność tego rodzaju w klubie nie istnieje.

Stach Głąbiński 2013-10-15



32. Notatka nt. spotkania 23 IX 2013 r.

Pani Danuta w swoim wykładzie poruszyła tematykę dokładniej opisaną w książce pt. "Orzeł i krucyfiks", który to zbiór esejów autorstwa prelegentki uczestnicy spotkania mogli nabyć na miejscu. Chodzi o nienormalnie duży wpływ kleru katolickiego na sprawy niezwiązane z wolnością wyznania gwarantowaną w Polsce, która formalnie jest państwem świeckim. Zdaniem pani Danuty jest to skutek najpierw okoliczności, które sprawiły, że w roku 1989 przy tzw. "okrągłym stole" decydujący wpływ uzyskali ludzie związani z klerem, co następnie zostało przez biskupów utwierdzone i rozszerzone. Wykorzystywano przy tym umiejętnie i zręcznie zdarzenia takie jak akces do UE, katastrofa w Smoleńsku i. in. przy niezrozumiałej bierności a nawet nadgorliwej przychylności liderów najsilniejszej w naszym kraju partii lewicowej. W dalszej części prelekcji i po zakończeniu wykładu, gdy z sali padły pytania, na które prelegentka odpowiedziała, omawiano szczegóły dotyczące zagadnienia oraz perspektywy na przyszłość wynikające m. in. ze znanych powszechnie problemów wewnętrznych organizacji kościoła katolickiego w Polsce, czy z nastawieniem obecnego papieża niezwykłym dla tego urzędu.

Moją uwagę zwrócił powstały przy omawianiu błędów lewicy wątek uboczny wykładu dotyczący stosunków panujących w SLD. Pani Danuta ze szczegółami omówiła rezygnację z wysokich stanowisk swoją i podobnie obecnej na sali pani Jolanty Banachowej, co każda z obu pań uczyniła w proteście przeciw podporządkowaniu się żądaniom kleru swoich zwierzchników (odpowiednio prezydent Kwaśniewski i premier Miller). Uderza w tym naiwność obu pań, które z niezrozumiałych względów zdecydowały się na wykonanie gestów o znaczeniu czysto symbolicznym zamiast odwołać się do ogółu członków partii lub przynajmniej do Rady Krajowej, która zgodnie ze statutem, jako najwyższa władza organizacji mogła wymusić (przynajmniej na Millerze) naprawienie popełnionych błędów. Zarazem jestem przekonany, że wciąż postępujący wzrost wpływów kół klerykalnych w Polsce jest spowodowany głównie popełnianymi przez lewicę błędami, o których niejednokrotnie mówiłem i pisałem. Niestety tych uwag nie zgłosiłem, gdyż prof. Rybiński prosił, by ze względu na ograniczony czas dyskusję ograniczyć do pytań.

W trakcie realizacji drugiej części programu, m. in., ponieważ Leszek Miller zrezygnował z funkcji prezesa klubu, na stanowisko to wybrano prof. Wojciecha Lamentowicza. Dokonano również wyborów Zarządu i Komisji Rewizyjnej klubu, które pozostają w niezmienionym składzie z jedyną zmianą, gdy na miejsce rezygnującego ze względu na wyjazd z Polski Grzegorza Ignaczewskiego zebrani powołali panią dr Maria Gieroń. Sądzę, że należy również odnotować wystąpienia nowowybranego prezesa, który krótko przedstawił swoje zamierzenia, profesora Rybińskiego, który z okazji wręczania Pomorskiej Busoli Lewicy im. Izabeli Jarugi-Nowackiej omówił niektóre zasługi odznaczonego tym wyróżnieniem, oraz odbierającego busolę Kazimierza Rynkowskiego, który wyrażając swoje wzruszenie wspominał poprzedników w tym uhonorowaniu.

Stach Głąbiński 2013-09-23



31. Notatka nt. spotkania z 29 X 2012 r.

Omawianie sytuacji w naszym kraju, określonej jako regres, M. Szyszkowska zaczęła od przypomnienia krytycznej opinii Sokratesa o demokracji, która powoduje rządy osób niekompetentnych i nieodpowiedzialnych, co właśnie widzimy u nas. O rezultacie wyborów decyduje opinia masowa formowana przez media zainteresowane nie w dostarczaniu rzetelnej wiedzy, lecz na zysk, zaś dążące do uzyskania za wszelką cenę udziału we władzy partie wyzbyły się ideowości. W tej sytuacji jak dogmat traktowane jest przekonanie o neoliberalizmie jako jedynym realnie skutecznym sposobie organizacji państwa, zwłaszcza gdy chodzi o prywatyzację wszystkich instytucji bez względu na to, czy przeznaczeniem ich jest pełnienie funkcji gospodarczych czy społecznych. Wg. MS jedynym stronnictwem sejmowym, które nie poddaje się temu trendowi, jest PiS, zaś poza sejmem warunek ten spełniają będące w całkowitym upadku Samoobrona i - jako jedyne ugrupowanie zasługujące na miano demokratycznej lewicy - PPS.

Te warunki powodują ogólny regres, którego istnienie wymagało zilustrowania przykładami zdarzeń i sytuacji. Niestety, omawianie tych przykładów, wyraźnie w tym momencie wzburzona prelegentka rozbudowała nadmiernie i - moim zdaniem zbyt chaotycznie - co w dalszej części spotkania zostało dopełnione przez kilka osób z sali. W rezultacie, ten marginalny względem założonego tematu wątek, nie tylko dominował zajmując połowę czasu spotkania, nie tylko uniemożliwił dopełnić omówienie sposobów naprawy, lecz raził nieuporządkowaniem i zwłaszcza brakami rzeczowości. Trudno co prawda omówić pod tym względem wszystkie rzucane dość chaotycznie przykłady błędów gospodarki i polityki społecznej, nie mniej np. podano z sali w wątpliwość, przedstawioną przez MS jako fakt niezbity, szkodliwość tzw. systemu bolońskiego w edukacji, oraz podobnie - zastosowane przez jednego z dyskutantów zliczanie ilości krów do oceny stanu produkcji mleka.

W rezultacie - jak to wspomniałem - bardzo słabo wypadł najbardziej interesujący wątek dotyczący możliwości naprawy, zredukowany do stwierdzenia, że istotną zmianę przyniesie dopiero bunt doprowadzonych do rozpaczy mas. Tak krańcowo pesymistyczna perspektywa została wyprowadzona przez MS z rozważań o ustroju demokratycznym, który ma polegać na równości, na zachowaniu neutralności światopoglądowej wraz z pluralizmem światopoglądowym i na wielopartyjności. Dodatkowe, konieczne do spełnienia warunki to, że głupsi nie mogą rządzić mądrzejszymi i powszechność praktykowania zasad moralnych. Z tak rozumianą demokracją najbardziej harmonizuje socjalizm. Niestety, zdaniem MS, polska bezideowa lewica znajduje się w stanie upadku tak beznadziejnego, że odrodzić ją może tylko kataklizm. Do tych smutnych konstatacji dodała prof. Krupa-Wojciechowska swoje przekonanie o braku zainteresowania młodzieży doświadczeniami obecnego na sali starszego, przemijającego pokolenia.

Stach Głąbiński 2012-10-30



30. Notatka nt. spotkania z 12 III 2012 r..

Przewidziane w tytule wykładu Leszka Millera zmiany w SLD są to: bezpośredni wybór przewodniczącego partii, oraz decentralizacja ograniczona do obietnicy, iż centralne władze SLD nie będą narzucały ogniwom terenowym kandydatów na pierwsze miejsca list wyborczych. Poza tym w wyniku kampanii sprawozdawczo-wyborczej i kongresu należy spodziewać wzmocnienia partii. Zresztą zdaniem LM sprawy wewnętrzne partii stanowią kwestię drugoplanową, co współgra z przekonaniem, że "nie jest ważne ilu członków ma partia, wagę posiada ilościowe poparcie głosujących". Później dodał nawet, że obecnie sukcesy wyborcze uzyskuje się bez pomocy jakichkolwiek struktur, wyłącznie przez należyty dobór haseł i propozycji oraz ich należytego zareklamowania. Po czym nastąpiło dłuższe objaśnianie znanej z prasy kwestii wieku emerytalnego, sukcesu zorganizowanego przez SLD Forum Kobiet, przyszłych wyborów samorządowych, do Parlamentu Europejskiego itp. Następnie LM objaśniał aktualne wydarzenia, w tym - zorganizowanie centralnej manifestacji pierwszomajowej w Warszawie wspólnie z OPZZ. Wspomniał również, iż w SLD istnieją szkodzące partii jakiś niesprecyzowane "napięcia natury personalnej".

Do tak przedstawionych zmian w SLD mam zasadnicze zastrzeżenia, których ze względu na głośny sprzeciw części obecnych na sali nie miałem możności przedstawić. Chodzi przede wszystkim o to, że na lewicy żadne sztuczki marketingowe nie zastąpią partii. Jednak nie znajdzie wśród ludzi pracy uznania partia bezideowa, nastawiona na oddziaływanie przez tanie efekty i głoszenie haseł populistycznych. By była ona wiarogodna, muszą w niej być przestrzegane zasady socjaldemokratyczne, zwłaszcza te, które są wyraźnie zaznaczone w Statucie. Tymczasem w SLD kierownictwo nie dopełnia tych warunków, co jest powodem wspomnianych w wykładzie niepowodzeń. Aktualna słabość naszej partii, twierdzę stanowczo, jest w głównej mierze spowodowana brak ogólnopartyjnej dyskusji i wyobcowanie się władzy, która lekceważy opinie powstające poza ścisłym zaufanym gronem i odmawia udzielania informacji o wewnętrznych problemach. To w tak wyobcowanym aparacie powstają warunki do jakiś utajnionych rozgrywek osobistych. Stąd też np. zachwalane przez LM powszechne wybory przewodniczącego będą fikcją, jeżeli nadal partyjne środki przekazywania informacji (oficjalna strona internetowa i listy mailingowe) pozostaną dostępne tylko dla uprzywilejowanych. Brak dyskusji ogólnopartyjnej (tzn. takiej, w której biorą udział zarówno szeregowi członkowie jak i władze partyjne) powoduje zresztą, że wymienione przez LM swoboda ustalania list wyborczych, kampania sprawozdawczo-wyborcza i sam kongres pozorują jedynie przypisywany im demokratyzm.

W dalszym ciągu LM odpowiadał, w formie skróconej ze względu na ograniczenie czasu, na pytania i uwagi. M. in. na propozycję Agnieszki Włodarczyk omówił swoje, jako jedynego lewicowego przedstawiciela regionu, starania o przedstawienie w Sejmie spraw dotyczących Pomorza, a odpowiadając Jerzemu Włodarczykowi - swoje spotkanie z socjaldemokratycznym kandydatem na prezydenta Francji Francois Hollande. Z kolei pytanie Stanisława Gontarka dotyczyło fundamentalnych dla partii socjaldemokratycznej stosunków ze związkami zawodowymi, które LM określił jako poprawne, dodając z satysfakcją, że ostatnio nawet mamy kontakty z NZZ "Solidarność", w której szeregach znajduje się dużo osób zachowujących zadawnione uprzedzenia.

Stach Głąbiński



Przejście do relacji nr 29 i wcześniejszych.