Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt



DYSKUSJE

Przejście do relacji nr 8 i późniejszych.


7. Relacja ze spotkania 19 XI 2007 r.

Do rozesłanych członkom klubu zaproszeń dołączono artykuł Krzysztofa Pilawskiego "LEWICA PO WYBORACH. CO DALEJ?" stanowiący wprowadzenie do tematu. W rozwinięciu, już ustnie Autor wspomniał, że różnice między obydwoma stronnictwami dominującymi obecnie w parlamencie i medialnie są mało znaczące; przywództwo PO, chociaż w mniejszym stopniu niż PiS, zagraża demokracji, która jest podstawowym zadaniem dla lewicy. Wykonanie tego utrudnia brak wyrazistości ideowej LiD-u, bowiem tworzące go partie zabrnęły w usiłowania dostosowania się do koniunkturalnych układów tak dalece, że grozi im wchłonięcie przez aktualną większość parlamentarną.

Szczególnie SLD, które dominuje liczebnością, a przy tym najczęściej odwołuje się do lewicowości, winien uświadomić sobie, iż zaklęcia ideologiczne (sądzę, że odnosi się to m. in. do produkcji tekstów opatrzonych efekciarskimi tytułami jak "7 kotwic" i "konstytucja") są nieskuteczne, liczą się czyny, których zabrakło: obrona prawdy historycznej z okresów walki o wolność, II RP i PRL, popieranie inicjatyw dotyczących bezpieczeństwa socjalnego, oraz działania na rzecz rozwoju demokracji (o skandalicznym braku tej ostatniej w kierowaniu partią, mówiłem zabierając głos w dyskusji).

Z kolei pan Szczukowski zwrócił uwagę na pozytywne strony obecnej sytuacji, szczególnie na poprawienie wizerunku lewicy popsutego rządami ekipy Millera.

Najtrudniej - wobec nagromadzenia wątków - określić myśl dominującą w wystąpieniu pana Ilnickiego, któremu z przesadą zarzucono chaotyczność wypowiedzi. Sądzę, że wymowa poruszonych przez niego spraw jest zgodna z twierdzeniem p. Pilawskiego o braku wyrazistości sejmowej reprezentacji lewicy.

W dyskusji m. in. pani Joanna Gostecka przedstawicielka fundacji im. Róży Luxemburg zaprzeczyła przekonaniu niektórych osób, że wyniki wyborów świadczą o niechęci do lewicy, jest bowiem wyraźny w społeczeństwie sprzeciw wobec wstecznictwa - wobec "Ciemnogrodu". Z kolei pani Jaruga-Nowacka, nawiązując do ujawniających się w dyskusji kontrowersji i związanych z nimi ostrzejszych wypowiedzi, przypomniała, że "nie musimy się zgadzać, musimy dyskutować". Niestety, sens słowa "dyskutować" bywa wypaczany tak, że do tego zdania konieczny jest komentarz.

Stach Głąbiński



6. Relacja ze spotkania 18 X 2007 r.

Pan Potulski wspomniał m. in., że, po zmianach wprowadzonych w oświacie za kadencji sejmu zdominowanego w latach 2001-2004 przez koalicję lewicową, płace nauczycieli przewyższyły średnią krajową, a zależny od ustalanego ministerialnie programu nauczania poziom uczniów, wg sprawdzianu przeprowadzonego przez międzynarodową agendę OECD uległ poprawie. Obecnie, po 2 latach rządów PiS, przy ogólnym wzroście płac pensje nauczycieli pozostają bez zmiany, a zarazem jest obawa, że przewidziany na obecny rok nowe badanie OECD wykaże obniżenie sprawności intelektualnej naszej młodzieży. Z kolei, w odpowiedzi na pytania o kwestię wpływu szkoły na stan zdrowia młodzieży, wyjaśniono, że winę za niedostatki istniejące pod tym względem należy przypisać nie tyle zbyt małej ilości godzin wychowania fizycznego, ile takim czynnikom jak m. in. brakowi miernika efektywności nauczania wf, brakowi specjalistycznego kształcenia pielęgniarek szkolnych itp..

Stach Głąbiński



5. Relacja ze spotkania 22 IX 2007 r.

Po wprowadzeniu pana Gadzinowskiego, który krótko opisał znaczącą w polityce rolę mediów i perspektywy lewicy w przyszłym sejmie zależne od możliwych koalicji, oraz zapytał: "czy mamy szansę na nowoczesną lewicę?", dalszy ciąg spotkania - zgodnie z sugestią wyrażoną przez Prelegenta - była to wymiana pytań zadawanych z sali i udzielanych z mównicy odpowiedzi.

I tak zwracano uwagę (prof. Szczypiński i in.) na liczne - jak to określano - kompromitacje LiD-u i szczególnie SLD, które zaabsorbowane sprawami personalnymi zatraciło więź z ogółem ludności. Wyrazem tego jest np. brak zainteresowania elit SLD-owskich sytuacją strajkujących przeciw przejawom niesprawiedliwości pracowników, brak współdziałania ze związkami zawodowymi różnych orientacji, czy wspomnianym przez panią Jarugę-Nowacką typowym dla układów koteryjnych niejawnym ustalaniu list kandydatów do sejmu. W tym również kontekście wspomniano spięcia między SLD a Partią Emerytów i Rencistów, jednak w tym wypadku, jak wynika z wypowiedzi, winę można przypisać po części obu stronom. Z kolei, co do Partii Kobiet, należy zachować rezerwę (podobnie jak to okazują koła feministyczne), gdyż jest to prawdopodobnie ukierunkowana na prywatne cele inicjatywa założycielki.

W kilku pytaniach wypominano ugrupowaniu lewicowemu na braki w agitacji wyborczej czy wręcz bezprogramowość. Co do tego ostatniego zarzutu, p. Gadzinowski wykazał, że jest przesadzony, a p. Jaruga-Nowacka dodała swoje refleksje nt. realizacji postulatów lewicowych (m.in. przeforsowana ostatnio w sejmie przez klub SLD likwidacja tzw "starego portfela"). Powstaje przy tym obawa, że część krytyków nie zna tekstu programu wyborczego LiD. Nie mniej sprawa jest godna rozważenia, a stwierdzenie jednego z dyskutantów, że LiD-owi, w którym panuje indywidualizm, brakuje "zbiorowego rozumu", zostało przyjęte przez obecnych oklaskami. Powstają przy tym wątpliwości co do rozdysponowania miejscami na listach kandydatów.

Na zakończenie uczestnicy zostali zaproszeni do Internetu na blog http://gadzinowski.bloog.pl/

Stach Głąbiński



4. Relacja ze spotkania 27 VI 2007 r.

Prez. Kwaśniewski m. in. wspomniał o konieczności dokonania istotnej, pogłębiającej integrację, reformy wewnętrznej Unii (np. w sprawie stosunków z zagranicą), co obejmuje znacznie więcej niż uchwalenie traktatu konstytucyjnego i inne rozpatrywane aktualnie problemy. Szczególnie dla Polski ważne są: dalsze rozszerzenie związku państw i współpraca regionalna. Nasz kraj tu występuje jako jedno z środkowoeuropejskich państw po transformacji ustrojowej, z niedostatku integracji zagrożonych możliwością powstania zjawiska tzw. podwójnej prędkości rozwoju. Z kolei, (odpowiedź na pytanie jednej ze słuchaczek, której nazwiska nie zanotowałem), stan gospodarki województw nadmorskich zależy od współpracy w ramach regionu bałtyckiego. We wszystkich tych kwestiach sytuacja aktualna jest zła. W sprawie stosunków z Rosją (podobnie z USA i innymi mocarstwami), istotnym jest, by politykę prowadziły nie poszczególne, słabe państwa, lecz silna Unia. Na koniec, odpowiadając na pytanie p. Janczewskiej-Korczagin, prezydent objaśnił swoje stanowisko w sprawie tzw. tarczy rakietowej.

Znaczna część pytań po prelekcji nie była związana z tematem i z tej racji miejsce na ich omówienie jest na stronie zatytułowanej "opinie".

Stach Głąbiński



3. Relacja ze spotkania 4 VI 2007 r.

Na wstępie prof. Pastusiak mówił o zakończonej właśnie konwencji krajowej SLD (strona została zlikwidowana), a następnie Jarosław Szczukowski po nawiązaniu do tejże sprawy, przeszedł - zgodnie z zapowiedzianym tematem zebrania - do spraw dotyczących SLD w województwie pomorskim, głównie skupiając się na relacjonowaniu konwencji wojewódzkiej z 22.04.2007 (strona została zlikwidowana). Po tym wprowadzeniu przemawiali ci z obecnych na sali, którzy zgłosili się do dyskusji.

W tych wystąpieniach, oprócz nawiązań do tematu spotkania, dało się zauważyć zaniepokojenie tragicznymi warunkami bytowymi znacznej części naszych rodaków i sytuacją wytworzoną w kraju w wyniku rządów prawicy, w tym kwestią udziału w imprezach wojennych takich jak interwencja w Iraku, czy budowa tzw. tarczy rakietowej. Nie mogę się natomiast zgodzić z panem, który postulował obowiązek przewodniczącego SLD dokładnej znajomości problematyki osób będących w trudnej sytuacji bytowej. Wiele jest bolączek naszej rzeczywistości i nie sposób wymagać od kogokolwiek, by angażował się we wszystko. Sądzę, że od zarządu partii winniśmy raczej wymagać, by stwarzał warunki popularyzacji dla cennych inicjatyw poszczególnych członków (przykładowo wspomniany dyskutant) - w pierwszej kolejności w partii, następnie w całym społeczeństwie.

Również kilkakrotnie w wypowiedziach wspomniano o potrzebie omówienia definicji lewicowości. Sądzę, że propozycja ta odpowiada rzeczywistemu zapotrzebowaniu istniejącemu w gronie uczestników Klubu. Nie ma przy tym konieczności odkładania dyskusji na ten temat do momentu, gdy Zarząd klubu zorganizuje odpowiednie spotkanie. Można bowiem wykorzystać niniejsze łamy. I wobec tego zapraszam do dyskusji na stronie lewica

Stach Głąbiński



2b. Relacja ze spotkania 30 stycznia 2006 r.

Dla wielu z zabierających głos było oczywiste, że aktualna mnogość ugrupowań lewicowych nie jest jedynie przeszkodą w uzyskaniu znacznej liczby przedstawicieli we władzach, lecz świadczy o niezachowaniu podstawowych zasad naszej formacji. Jakoż okazało się, że większość głosów, były to zarzuty niezachowania reguł demokratycznych w rządzącym do niedawna SLD. Szczególnie zwróciłem uwagę na głosy skierowane do obecnych na sali pań Banachowej i Ostrowskiej, na które obie panie odpowiedziały wyjaśniając okoliczności stwierdzając przy tym, że sprawa polega na nieporozumieniu. Jak bowiem objaśniły podając konkretne przykłady, obydwie, gdy pełniły odpowiedzialne funkcje w partii i w rządzie, niejednokrotnie upominały przywódców w sprawie nieposzanowania statutowego nakazu porozumiewania się z członkami, za co potem doznały szykan.

I tu natychmiast powstaje pytanie: dlaczego ta dyskusja odbywa się dopiero teraz, a nie wówczas, gdy była możliwość rozpatrzenia postulatów członków i sympatyków SLD w warunkach sprawowania władzy przez rząd, na który obie posłanki były w stanie znacząco wpłynąć? Dlaczego wszystkie rozmowy, na które powoływały się obydwie panie, odbywały się jedynie w kuluarach? Dlaczego my, członkowie partii nie byliśmy powiadomieni o treści objaśnionych przez nie postulatów i o trudnościach, jakie napotyka ich realizacja? Dlaczego w wypadkach wątpliwych nie zapytano nas o zdanie? Przecież statut SLD zapewnia członkom prawo do informacji o ważnych sprawach dotyczących partii i zobowiązuje władze organizacji do odwoływania się do ich opinii! Jestem przekonany, że gdyby w SLD istniała realna więź należytego porozumienia między szeregowymi członkami a władzą, gdyby ta ostatnia nie wyobcowywała się z ogółu, nie tylko nie doszło by do rozłamu, lecz istniałaby realna perspektywa ścisłej współpracy z wszystkimi ugrupowaniami lewicowymi.
Stach Głąbiński



2a. Relacja ze _spotkania 16 XI 2005 r.

Nie będąc w stanie zrelacjonować wszystkiego, co zostało powiedziane, wspomnę o braku demokracji w SLD, o czym jako o sprawie zasadniczego znaczenia wyraźnie mówił p. Dębski, a w dyskusji niektóre fragmenty wypowiedzi, mimo iż słowa "brak demokracji" nie zostały użyte, pośrednio tego problemu dotyczyły. Mam tu na myśli głos p. Małka, że obserwowany triumf kapitalizmu w Polsce wynika z braku zaufania klasy robotniczej do elit partyjnych i - jakby komentarz oraz uzupełnienie tego - stwierdzenie prof. Rybińskiego, iż Rada Krajowa SLD (sądzę, że zarzut w pierwszej kolejności należy odnieść do Zarządu Krajowego) lekceważy wszystko, co członkowie partii do niej piszą i mówią. Sądzę, że podobny jest sens fragmentów ulotki młodej lewicy mówiących o SLD jako o "partii władzy" czy o niezbędnych zmianach w polityce kadrowej.
Z treści tej notatki wynika jeszcze jeden wniosek: w środowiskach lewicowych nikt nie docenia możliwości jakie daje Internet. Wraz ze wspomnianym brakiem demokracji stwarza to sytuację beznadziejną. Np. po omawianym wystąpieniu okazało się, że nie starczyło czasu na to, by wszyscy chętni do dyskusji mogli zabrać głos. To samo dzieje się na wszelkiego rodzaju spotkaniach lewicowców, czy to organizowanych przez oddziały Klubu WMP w Gdańsku, Gdyni, Słupsku, Starogardzie itd., czy na zebraniach SLD. Ludzie więc chcą wypowiadać swe zdanie, wyrazić swoje zastrzeżenia i propozycje lecz nie daje się im na to szansy. A przecież realne jest kontynuowanie dyskusji w Internecie, przy tym zarówno uczestnicy uzyskaliby możność starannego zredagowania swej wypowiedzi, jak i wzrosła by poprawność odbioru przekazywanych myśli, które wyrażane słownie stanowią materiał ulotny, trudny do nieskażonego zrozumienia i zapamiętania.
Szczególnie razi brak na stronach internetowych SLD nawet śladowego odbicia tych powstających na prowincji opinii; tak ważny fakt jest pomijany milczeniem, jakby komuś zależało na utrwaleniu opinii o całkowitym marazmie panującym na lewicy. Ba, oto Jacek Sochan grzmi: "... słabością SLD jest nieumiejętność koncentracji i wykorzystania kapitału intelektualnego ...", a dalej postuluje "... powołanie ogólnopolskiego forum wymiany myśli, które winno działać na bazie partii i wewnątrz partii" ("Forum Klubowe" 4'2005 str. 72 "Walka umysłów"). Piękne idee tyle, że ten sam JS. gorliwie pilnuje, by na redagowanej przezeń stronie internetowej Rady Krajowej SLD broń Boże nie pojawił się ślad opinii wygłaszanej przez kogoś spoza ścisłego kierownictwa partii i kilku uprzywilejowanych przez nie osób (ten cenzorski zakaz dotyczy nawet dyskusji toczących się na zebraniach Rady Krajowej!). Podobnie zresztą wyglądają strony ogniw terenowych, a jedyny znany mi wyjątek dotyczy (od kilku dni) Rady Miejskiej SLD w Gdańsku.
Ten tak istotny dla demokratyzacji partii brak więzi intelektualnej, brak wymiany zdań, zauważył w swoim referacie redaktor Dębski wspominając z żalem, że nie jest w stanie na łamach "Trybuny" omówić wszystkich spraw poruszonych w otrzymanej od czytelników korespondencji. A przecież ten lewicowy dziennik utrzymuje w Internecie swoją stronę, na której można umieścić materiały nie mieszczące się na zadrukowanych kartach papieru. Co więcej, można przecież śladem wielu amatorskich redakcji sieciowych podjąć próbę zwerbowania entuzjastów do bezinteresownej współpracy. I jeszcze jeden przykład: "Stowarzyszenie Starówka" w Warszawie wydaje bardzo dobry dwumiesięcznik "Forum Klubowe" rozprowadzany darmowo (lub za symboliczną opłatą) na zebraniach klubów dyskusyjnych. I tu powstaje pytanie: czemu z treścią drukowanych artykułów nie można zapoznać się w Internecie, gdzie - nie wiadomo w jakim celu - pismo ma swoją bardzo ładną stronę? Przecież najwidoczniej redakcja i autorzy nie są nastawieni na zysk, a zasięg oddziaływania przy wykorzystaniu sieci byłby znacznie większy. Przy tym, uniezależniona od obecności na spotkaniu klubowym dostępność prezentowanych poglądów byłaby ułatwiona zwłaszcza dla osób w miejscowościach, w których klubów dyskusyjnych lewica nie posiada. I jeszcze jedno: w stopce redakcyjnej FK podano adres internetowy, ale wysyłanie tam listów równa się przysłowiowemu "pisaniu na Berdyczów". Zresztą czasopismo w ogóle nie posiada rubryki poświęconej kontaktowi z czytelnikami, co tłumaczę sobie przekonaniem, że kontakty z poza grona znakomitych (bez ironii!) autorów są zbędną stratą czasu.
Uczestnicy spotkania mogli również otrzymać 4-ty tegoroczny zeszyt dwumiesięcznika "Forum Klubowe", a także ulotkę "Stanowisko młodej lewicy", z treścią którego można zapoznać się na stronie internetowej gdańskiego oddziału Federacji Młodzieży Socjaldemokratycznej.
Stach Głąbiński



1. Głos w dyskusji na spotkaniu 1999-11-26 ze względu na ograniczony czas spotkania został przedstawiony jedynie listownie w dwu egzemplarzach: autorowi referatu i przewodniczącemu klubu:

Na pytanie "czy?" (ideologia jest potrzebna ...?) odpowiedzi prostej nie ma. Kończąc podsumowanie dyskusji pan Wiktor powiedział, iż możemy stać się potężnym narodem, ale aby to zrealizować musimy być zjednoczeni. Te słowa w zestawieniu z mnogością poglądów prezentowanych w dyskusji narzucają wniosek, że dla osiągnięcia zgody w działaniu winna jednak lewica zrezygnować z pryncypializmu ideologicznego. Przykładu na konieczność ograniczenia wpływu ideologii na działania dostarczył sam wykładowca: z przykrością dowiedzieliśmy się bowiem od niego samego, że Związek, którego pan Wiktor jest członkiem, zrezygnował ze związania się z SDPR (zrozumiałem, że dotyczy to również obecnie SLD) z przyczyn, które nazwę pryncypialnym traktowaniem ideologii w całej jej rozciągłości. Dyskusja nad podstawami ideologicznymi partii jest konieczna, ale musimy zgodzić się z tym, że bezwzględnie zachować należy tylko kilka zasad decydujących o lewicowości (np. sprawiedliwość społeczna, praworządność), w pozostałych, bardziej szczegółowych kwestiach należy podporządkować się większości. Tak więc, chociaż jestem przekonany o słuszności rozwiązania innego, niż przegłosowane na kongresie, czy innym uprawnionym w konkretnej kwestii gremium, jedynym właściwym działaniem jest agitacja w partii na rzecz uzyskania poparcia dla mojej idei. Tworzenie podziałów nie tylko nie przybliży realizacji mojej idei, ale osłabi możliwości osiągnięcia wszystkich innych celów lewicy.

Niezależnie od tej refleksji należy pamiętać o konieczności zachowania minimum zdrowego sceptycyzmu w odniesieniu do idei w ogóle. Np. jeżeli nawet jestem mocno przekonany o swojej racji, to zdrowy rozsądek i doświadczenie wskazują, że jednak mogę się mylić! Przecież historia dostarcza nam aż nadto wiele przykładów katastrof spowodowanych przez fundamentalistyczne traktowanie przesłanek ideowych. Uważam, że te zastrzeżenia należy uwzględnić jako uzupełnienie odpowiedzi na pytanie "czy?".

Z kolei, o ile słuszny jest dla mnie postawiony w wykładzie postulat oparcia się lewicy na naukowych wskazaniach socjalizmu, o tyle pominięcie w programie słowa socjalizm nie wydaje mi się tak wielkim złem, jak to odczuwa pan Wiktor. Socjalizm jest to słowo, którego treść pojęciowa od połowy XX wieku była i jest w naszym kraju wypaczana i ślad tego w świadomości większości ludzi pozostał. W tej sytuacji zamiast mówić "socjalizm" lepiej jest nazwać i uświadomić sobie te bardziej szczegółowe idee, które słowo "socjalizm" wyraża.

I przykład: w dyskusji poświęcono bardzo dużo uwagi (nb. zdaniem moim niezgodnie z tematem spotkania) problemowi stosunku Polski do EWG. Uderzyło mnie przy tym, że w gronie ludzi określających swe poglądy jako lewicowe, naród i państwo narodowe traktowano w sposób typowy dla środowisk prawicowych, jako twory obiektywne, nieuwarunkowane klasowo i w sposób nieuchronny zantagonizowane z innymi podobnymi. Tymczasem, jak to rozumiem, w ujęciu socjalizmu naukowego naród istnieje obiektywnie tylko w sensie etnografii i kulturoznawstwa (no, może jeszcze coś by tu miał do powiedzenia antropolog), a państwo w jeszcze większym stopniu jest tworem klasowym! Konflikty międzypaństwowe, co mi zawsze bardzo trafiało do przekonania, dotyczą w rzeczy samej tylko klas posiadających, a ludzie pracy są do tych rozgrywek wciągani wbrew swoim interesom. Między proletariuszami różnych narodowości rzeczywistych sprzeczności nie ma! Błędne mi się wydaje zresztą - widoczne w dyskusji - przekonanie o tym, że nasze dążenie do polepszenia stanu sprawiedliwości społecznej odbywa się jako proces zamknięty wewnątrz granic państwa, w oderwaniu od podobnych działań za granicą.

W tej perspektywie problemy związane z ew. wejściem Polski do EWG przedstawiają się inaczej niż to, co słyszałem. I tak np. w miejsce dwu konfliktów w państwie samodzielnym, gdzie pracownicy z jednej strony muszą zabiegać o ochronę swoich praw wobec pracodawców krajowych i jednocześnie z tymi samymi pracodawcami współdziałać przeciw kapitałowi zagranicznemu, po wejściu państwa do wspólnoty pozostaje jeden konflikt obejmujący całość problemów: pracownicy wszystkich krajów wspólnie zabiegają o zachowanie sprawiedliwości społecznej, co przecież obejmuje także wykluczenie dyskryminacji narodowościowej!

Podkreślam, że nie mam w tej chwili zamiaru wypowiadać się w sprawie: jak polska racja stanu ma się do idei zjednoczenia, wykracza to bowiem poza temat wykładu (o ile rozważanie przesłanek ogólnych - np. czy podstawowym zagadnieniem dla rozstrzygnięcia o zjednoczeniu ma być postulat zachowania polskiego pochodzenia właścicieli krajowych majątków i fabryk, czy zapewnienie w unii zasad ustrojowych gwarantujących prawa każdemu obywatelowi - można zaliczyć do sfery ideologii, to dyskusja o tym, jakie korzyści i jakie zagrożenia stwarza perspektywa zjednoczenia, to już jest pragmatyka!). Celowo więc pomijam wiele trudnych kwestii, a poruszone bardzo uprościłem (np nie uwzględniłem kwestii wynikających z różnic zamożności pracobiorców w różnych krajach, sprzeczności między różnymi grupami zawodowymi itp). Zresztą dyskusja o problemach zjednoczenia, jak się wydaje, bardziej będzie na miejscu na konwersatorium spraw międzynarodowych, którego zorganizowanie zapowiedziano na dzisiejszym spotkaniu Klubu.

Wracając do tematu: uważam, że w przypadku, gdy jest obawa, że zwulgaryzowane w gazetowych publikacjach i w telewizji słowo socjalizm będzie zrozumiane niewłaściwie, należy przede wszystkim wyartykułowywać - i to w sposób zrozumiały dla ogółu - szczegółowe idee będące treścią tego poglądu społecznego. Oczywiście nie może to kolidować z koniecznym, jak się wydaje, działaniem by słowom: socjalizm, komunizm, socjalista, komunista, przywrócić właściwe znaczenie i należne im poważanie.

Stach Głąbiński