Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt


LEKTURY


Stach Głąbiński. Poznanie przeszłości pomoże usuwać aktualne błędy.

Redakcja witryny internetowej "Dyktatura proletariatu" udostępniła bezpłatnie do pobrania elektroniczne (cyfrowe, zdigitalizowane) wydanie książki Jana Dziewulskiego "Polskie losy. Wybór tekstów i materiałów. Tom I: Odbudowa państwowości po I i II wojnie światowej". Inicjatywa tym bardziej godna uznania, że w trakcie czytania narzucają się spostrzeżenia i wnioski rzucające światło na przyczyny marazmu, w jakim pogrążona jest lewica tak, że poświęcona zdarzeniom przeszłym treść jest bardzo aktualna.

Książka ta wbrew tytułowi zawiera wyłącznie opisy sporów o poglądy Róży Luksemburg zamordowanej w 1919 roku w Berlinie w ramach represji związanych z tłumieniem próby przewroty komunistycznego. Przed śmiercią działała kolejno w Socjaldemokracji Królestw Polskiego i Litwy, w Niemieckiej Partii Socjalistycznej a na koniec w Komunistycznej Partii Niemiec, studiowała ekonomię, oraz zajmowała się publicystyką polityczną z pozycji marksistowskiej, m. in. krytykując niedemokratyczne tendencje ujawniające się w kierowanej przez Lenina rewolucji rosyjskiej. Ten właśnie wątek, o wymowie zwróconej zresztą nie tyle przeciw leninizmowi ile potępiający to, co wkrótce zyskało formę stalinizmu, stanowi główny powód zainteresowania dla czytelnika w Polsce na początku wieku XXI.

Przede wszystkim przekonuje głoszone przez LR, wynikające z założeń marksizmu i poparte doświadczeniem, stwierdzenie zależności realnego zaistnienia lewicowości a szczególnie socjalizmu od poparcia społeczeństwa, czyli od tego, co stanowi treść demokracji. Jak to wielokrotnie wskazuje w omawianej książce JD, zdaniem RL jakakolwiek działalność mająca na celu ustalenie sprawiedliwych stosunków społecznych nie uzyska nawet częściowego sukcesu, jeżeli nie zostanie nie tylko zaakceptowana przez masy, lecz nawet jeżeli będzie prowadzona bez ich decydującego udziału. Przypomnieć tu należy twierdzenie Marksa o przewodnictwie klasy robotniczej. Nie jest to bowiem wyraźnie postawione w omawianej pracy, lecz przypuszczam, że podobnie LR uważała, iż zmian dokonać można jedynie postępując wg woli większości społeczeństwa. Zgodnie z tym przekonaniem, działający na wyobraźnię rzekomy charyzmat wybitnych działaczy robotniczych (np. Marks, Lenin, Gramsci i in.) wynika wyłącznie z ich zdolności do wyrażenia woli (często nieuświadamianej) mas. Potwierdza to również tragiczna śmierć Che Guevary, który o ile wśród ludzi niezależnie od jego wezwań spragnionych rewolucji uchodził za budziciela buntu, to w otoczeniu, gdzie świadomość potrzeby czynu jeszcze nie powstała samoistnie, okazał się niezdolnym do pozyskania grupy zwolenników dającej swoją liczebnością choćby minimum szansy skuteczności. Historia dowodzi, że porwać masy można jedynie poddając się ich dyktatowi. Sukcesy wielkich rewolucjonistów wynikały z ich umiejętności dostosowania się do woli ludu, a ich upadki następowały w momentach, gdy ta umiejętność zanikła.

I właśnie ta myśl nasuwa skojarzenie z wydarzeniami dziejącymi się teraz. Otóż tą zależność lewicowości (socjalizmu, marksizmu, rewolucji itd.) od demokratyzmu muszą sobie nareszcie uświadomić zarówno nasi "lewicowi" ("socjalistyczni", "marksistowscy", "rewolucyjni" itd.) samotnicy czy uczestnicy małych grupek, jak i aparatczycy - członkowie kadłubowych partyjek w rodzaju SLD, PPS, SDPL i in. Urągający nie tylko zasadom demokratyzmu, lecz również statutowym czy deklarowanym regułom brak liczenia się z przekonaniami większości jest powszechny. Wyraża się on zarówno zanikiem sporów czy w ogóle jakiejkolwiek dyskusji, jak i separowaniem się. Przerażające jest jak w atmosferze niezdrowego samozadowolenia i przekonania o bezwzględnej słuszności swoich mniemań nasi lewicowcy odrzucają nie tylko przedyskutowanie różnic, lecz nawet unikają zapoznania się z tym, co myślą inni. Przeglądając nasze witryny i blogi widzimy (poza chwalebnym wyjątkiem portalu "Dyktatura Proletariatu") same monologi. A gdy w jakimś gronie powstaje różnica zdań, to albo powstaje kolejna partia, redakcja, czy inne towarzystwo wzajemnej adoracji kilkorga osób, albo nieposłuszny członek odchodzi czy to z własnej inicjatywy, czy relegowany.

Innego rodzaju refleksje nasuwa wyraźny brak konsekwencji RL w tym, jak pojmowała ona demokratyzm w ujęciu marksistowskim. Uderza w jej polemikach nadmierne szacowanie wagi wyborów i wolności prasy będących formalnymi procedurami stosowanymi - pierwsze z wymienionych dla uzyskania wpływu ludzi na władze, druga - dla zapewnienia ludziom niezafałszowanej informacji. Przecież wiadomo nie od dzisiaj, że obydwa te formalne zabiegi stwarzają ogromne pole do nadużyć dla osób dysponujących pieniędzmi i nieoficjalnymi koneksjami. To pieniądze pozwalają pod przykrywką wolności zgromadzeń, prasy i agitacji oszukiwać ludzi i terroryzować obywateli jak to ma miejsce na masową skalę w Ameryce Południowej. Np. zarówno w "prawdziwie demokratycznej" prawicowej Kolumbii, liczone w setkach ofiar morderstwa dokonywane przez "nieznanych sprawców", jak i w rządzonej przez "lewacką juntę" Wenezueli "spontaniczne" wystąpienia grup reprezentujących jakoby "społeczeństwo krzywdzone przez niesprawiedliwą władzę" uchodzą bezkarnie właśnie dzięki formalnemu stosowaniu procedur demokratycznych.

Zdawał sobie z tego sprawę Marks, który dla zniesienia tej nierówności szans przewidział po rewolucji konieczność dyktatury proletariatu. I właśnie RL nie dostrzegała sprzeczności, gdy jednocześnie upierała się przy odrzuceniu koncepcji zmian na drodze stopniowych, demokratycznie regulowanych reform, potwierdzała niezbędność dyktatury, a zarazem domagała się od Lenina, by w Rosji natychmiast po przewrocie obowiązywały całkowicie wolne wybory, i zupełna swoboda propagandy oraz zrzeszania się. Narzuca się tu pytanie: czego u licha miała więc dotyczyć owa dyktatura pełniona przez świat pracy, jeśli poza kontrolą pozostawione mają być te właśnie procedury, które umożliwiają finansjerze oszukiwanie społeczeństwa i narzucanie swoich warunków, swojej dyktatury? Takie, polegające na drobiazgowym przestrzeganiu wymagań formalnych, postępowanie jest możliwe jedynie przy zmianach ustroju dokonywanych na drodze stopniowych reform. W wypadku rewolucyjnego przewrotu z założenia polegającego na niedemokratycznym, siłowym odrzuceniu obowiązującego porządku prawnego, mamy tu jawną sprzeczność. RL przeczyła samej sobie, gdy działalność reformistów oceniała jako odejście od marksizmu, a zarazem domagała się zachowania procedur sprowadzających dyktaturę proletariatu do fikcji.

Na dodatek RL, co stwarza kolejny przyczynek do refleksji nad problemami naszego czasu, odwrotnie niż wskazuje na to logika, głosiła konieczność przestrzegania ze wszystkimi szczegółami demokratyzmu w skali całego społeczeństwa, praktycznie zaś swym działanie negowała taką konieczność w partii[1], która przecież stanowi z założenia część obywateli wyróżniających się jedynie wyższym stopniem świadomości sytuacji politycznej i społecznej[2]. O ile bowiem postulowane przez RL pełna swoboda formowania opinii w łatwo ulegającego demagogii ogółu obywateli może prowadzić do anarchii, to w socjalistycznej partii jest koniecznością. Partia bowiem, jeżeli spełnia warunki lewicowego demokratyzmu, zarazem jest na tyle wrośnięta w społeczeństwo, że wyraża wolę klas postępowych, jak i obejmuje tą część obywateli, którzy bardziej niż ogół są przygotowani do racjonalnej oceny podsuwanych haseł. Z tego względu demokracja wewnątrzpartyjna nie tylko nie zagraża przejęciem władzy przez wstecznictwo, lecz stanowi niezbędny warunek skutecznego zapobiegania oderwania się lewicowych elit od społeczeństwa i w konsekwencji utraty zaufania, co właśnie nastąpiło w Polsce.

Niespójność poglądów RL należy omówić dokładniej ze względu na podobieństwo do błędów popełnianych obecnie przez - praktycznie biorąc - wszystkich lewicowców polskich. Tak więc RL na początku swego młodzieńczego zaangażowania politycznego, dorastając w otoczeniu polskim, jako jedyną organizację lewicową znała PPS, w której, tak samo jak w całym społeczeństwie naszego kraju, odczuwano silne pragnienie niepodległości państwowej. Tendencja ta wzbudzała wrogość względem Rosji, co nasuwało obawę, że realizacja tego pragnienia spowoduje zarazem całkowite zerwanie korzystnych dla Polski związków gospodarczych zawiązanych wewnątrz carskiego imperium, jak i osłabiające polityczną siłę mas pracujących odseparowanie się postępowych partii obu narodów. RL posiadająca gruntowne wykształcenie w zakresie ekonomii, oraz świadoma wykazanej przez marksizm roli internacjonalistycznego współdziałania zdawała sobie dokładnie sprawę z tego niebezpieczeństwa. Niestety, wbrew materialistycznej zasadzie pojmowania rzeczywistości społecznej jako obiektywnie istniejący fakt, przyjęła, że jedynym sposobem zapobieżenia wspomnianym zagrożeniom jest negacja dążeń niepodległościowych. Odrzuciła postulat bezwzględnego podporządkowania się woli większości i zamiast cierpliwie w dyskusji przeciwdziałać potęgowaniu się wrogości do Rosjan, zamiast cierpliwie tłumaczyć, że wrogiem Polaków jest będące produktem klasowym państwo Rosyjskie, doprowadziła do rozłamu. Rezultatem tego było powstanie partii SDKPiL[3], która w programie suwerenność państwową Polski pominęła, a nawet wyraźnie od tego postulatu dystansowała się. Nic więc nie zyskała, a zaprzepaściła szansę na to, by w trakcie wewnątrzpartyjnej dyskusji poszerzać w PPS zrozumienie braku sprzeczności między patriotyzmem i socjalistycznym internacjonalizmem.

Powstanie drugiej, skłóconej z PPS partii miało fatalne skutki. Po pierwsze, sama SDKPiL wyobcowała się z patriotycznie nastawionego społeczeństwa tracąc możliwość oddziaływania na przekonania ludzi. Szczególnie stracono możliwość współdziałania w ramach PPS z licznymi tam zwolennikami współpracy międzynarodowej przy zachowaniu odrębnej państwowości. Po drugie, przypisanie konfliktowi patriotyzm vs. internacjonalizm znamię wzajemnie wykluczających się, skrajnie traktowanych przeciwieństw i nadanie mu rangę dogmatu definiującego partię, stworzono precedens dla kolejnych podziałów.

Sens tego ostatniego zdania należy objaśnić. Musimy przedstawić sobie materialistyczne pojęcie społeczności i wynikające z niego wyobrażenie solidaryzmu klasowego ludzi pracy. Niedającym się zanegować faktem jest, że społeczeństwo składa się z jednostek o bardzo różnych cechach umysłu, bardzo różnych doświadczeniach życiowych i podlegających różnym wpływom. Pozytywnym zjawiskiem jest, że ludzie posiadają zdolność rozumowania pozwalającą w pewnej mierze formować ich przekonania przez racjonalną argumentację, co nie zapobiega jednak powstawaniu i rozpowszechnianiu różniących się poglądów utrudniających współdziałanie. Rozwiązaniem najczęściej - jak dotąd - stosowanym jest przyznania jednostce (król, dyktator, autorytet itp.) wyłącznego prawa decyzji. Osiągnięty w trakcie rozwoju sposób produkcji wymuszający powszechność edukacji i zaawansowane uspołecznienie procesu produkcji oparte na skomplikowanych zależności międzyludzkich powodują, że taki ustrój jest niedopasowany do możliwości umysłowych większości obywateli. Ludzie potrafią i chcą myśleć samodzielnie, a wyobrażenie o tym, że możliwe jest dyrygowanie społeczeństwem, czy wręcz manipulowanie nim sposobami socjotechnicznymi, wymyślaniem koniunkturalnych haseł, badaniem wykresów zmian poparcia itp., jest niebezpieczną iluzją. W XXI wieku możliwa jest tylko demokracja pojmowana jako rzeczywiste podporządkowanie się woli większości ukształtowanej przez dyskusję, spory i kompromisy.

[Uzupełnienie dodane 2015-12-25:]
Lewicowiec, a zwłaszcza marksista, efektywnie działać może bowiem jedynie będąc świadomym, że wszelkie zło, w tym także niesprawiedliwość, wynika z niedopasowania nadbudowy ustrojowej do obiektywnie istniejącej bazy, stanowionej nie tylko przez technologię i organizację produkcji, lecz również przez mentalność ludzką (memy). Prawdą jest, że baza ulega zmianom. Zarówno następuje rozwój techniki, wiedzy i obyczajów, jednak zmiany te są zbyt powolne, by można było liczyć na nie w podejmowaniu decyzji. Działanie musi być dostosowane do stanu bazy takiego, jaki jest. Dekretowanie, nakazy, zakazy i separowanie się od większości, podstawowych warunków nie zmienią, a na masowe poparcie może liczyć lewicowiec tylko ten, który tą właśnie zasadę marksistowską pojmuje i zgodnie z nią postępuje.

Przypisy
[1] RL przyczyniła się raz do rozbicia lewicy polskiej gdy nie potrafiła pogodzić się z patriotyzmem większości członków PPS, a następnie - do podobnego odłączenia komunistów niemieckich od większości zwolenników reformizmu w Socjaldemokracji Niemiec. Do dokładniejszego omówienia tych błędów powróce w dalszej części artykułu.(powrót)
[2] Istnienie takiej partii jest niezbędne zarówno w trakcie reform jak i zwłaszcza w rewolucji. Nie podejmę tu przekraczającej moje możliwości próby zestawienia całej argumentacji (Marksa, Lenina, Róży Luksemburg i wielu innych) zarówno uzasadniającej konieczność istnienia partii skupiającej aktywnych i świadomych uczestników procesu przejścia od kapitalizmu do ustroju bardziej dostosowanego zarazem do sposobu produkcji jak i do mentalności ludzi na danym etapie rozwoju, jak i wskazującej sposoby uchronienia tej organizacji przed zbiurokratyzowaniem, wyobcowaniem ze społeczeństwa oraz od utraty zdolności obiektywnej, marksistowskiej oceny swoich działań. Opierając się na wspomnianych rozważaniach teoretyków i na krytycznej ocenie zdobytego w ciągu więcej niż stuletniego doświadczenia, uważam potrzebę i realną możliwość istnienia takiej partii za udowodnione, a ew. sceptyków namawiam do samodzielnego poszukania tekstów wyjaśniających sprawę.(powrót)
[3] Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy założona w roku 1893 jako SDKP. Zmiana nazwy nastąpiła w r. 1900.(powrót)

2015-07-19

powrót do spisu tekstów



Stach Głąbiński. Refleksje przy lekturze rozważań J. Kochana o realnym socjalizmie.

Na stronie internetowej witryny "Socjalizm Teraz" Jerzy Kochan przedstawił artykuł zatytułowany Co to jest realny socjalizm?. W moim przekonaniu jest to pierwszy od wielu lat tekst stwarzający szansę na ożywienie intelektualne naszej lewicy tkwiącej w marazmie wyrażającym się m. in. brakiem myśli zarazem krytycznej i wiążącej realia polityczne i społeczne z podstawami teoretycznymi[1]. Autor wyłamuje się bowiem z praktykowanego na lewicy braku rzeczowości[2].

Nie sądzę jednak, by Autor był całkowicie wolny od niektórych przesądów ograniczających myśl lewicową. Np. już na wstępnie powołuje się na "... zrozumienie na gruncie tradycji marksistowskiej ... przejścia od kapitalizmu do społeczeństwa socjalistycznego, społeczeństwa bezklasowego", co nasuwa podejrzenie o niemarksowski dogmatyzm. Zgodnie bowiem z założeniem marksizm jest nauką, skąd każdy opis zdarzeń przyszłych jest jedynie hipotezą, gdy w cytowanym zdaniu społeczeństwo bezklasowe określono jako "grunt", co czytelnik ma prawo odczytać jako stwierdzenie, że przyszłe zaniknięcie podziału klasowego marksizm traktuje jako dogmat, zakwestionowanie którego jest równoznaczne z całkowitym zaprzeczeniem jakiejkolwiek wartości tej nauki. Przypomina to problem występujący w fizyce będącej niekwestionowanym, odznaczającym się ścisłością i sprawdzalnością wzorcem nauki. Otóż podobnie jak w marksizmie zaniknięcie podziału społeczeństwa na klasy jest twierdzeniem o znaczeniu podstawowym, tak w fizyce podobną pozycję zajmuje twierdzenie o niezniszczalności energii. Podobnie więc jak wśród fizyków stale powtarza się kwestionowanie tego prawa, tak i odpowiedzialny marksista musi zdawać sobie sprawę, że zawsze istnieje możliwość, iż rzeczywistość zaprzeczy w pewnym momencie temu, co przez lata zdawało się być pewnikiem. Zarazem zastrzegam jednak, że odnosząc się do cytowanego zdania JK piszę jedynie o podejrzeniu, którego słuszności zdaje się przeczyć np. zdanie "Trzeba jednak już na samym początku zdystansować się od naiwnego ujmowania możliwości wybuchu rewolucji jako prostej funkcji rozwoju sił wytwórczych i zdobycia hegemonii przez klasę robotniczą."

Podobnie w trzecim z kolei akapicie, gdy Autor wyjaśnia powody swojego sceptycyzmu, z jakim traktuje "koncepcje opisu realnego socjalizmu", zarzuty swoje opiera na fakcie, że ich autorzy nie wspominają "poziomu sił wytwórczych", "stosunków własnościowych" itp., co nasuwa podejrzenie o fundamentalistyczne traktowanie wymienionych dwu kategorii. Jestem przekonany, że każda próba objaśnienia zdarzeń przeszłych, jeśli zawiera znaczącą ilość argumentacji rzeczowej, winna stanowić dla konsekwentnego marksisty materiał do przemyślenia. Nie pominięcie stwierdzonych przez Marksa twierdzeń wynikających ze współczesnych mu realiów, lecz odstąpienie od poprawnego rozumowania, powoduje błędy. Treścią bowiem marksizmu nie są poszczególne twierdzenia nb. wynikające z realiów istniejących w czasie, gdy żył Marks, lecz racjonalne traktowanie zjawisk społecznych. Przypominam, że to "racjonalne traktowanie" Engels nazwał materializmem dialektycznym[3] i wyjaśnił w sposób przekonujący, że ono (czyli on - materializm dialektyczny), a nie wyprowadzone tą metodą wnioski, stanowi istotę nauki, którą nazywamy marksizmem. Tak więc, o ile w pełni uznaję wspomniane zastrzeżenia JK, to jestem przekonany, że krytykowane przezeń teksty miały by realną wartość, gdyby w nich nie poprzestano na powierzchownym opisie i gdyby zachowano w nich reguły poprawnego rozumowania.[4]

Zarzucam natomiast Jerzemu błąd zasygnalizowany w zdaniu "W planie najbardziej ogólnym postępujący rozwój sił wytwórczych powoduje wpadnięcie rozwijających się sił wytwórczych w sprzeczność, konflikt z istniejącymi stosunkami własności", a widoczny w dalszej części tekstu. W "planie najbardziej ogólnym" niedopasowanie dotyczy bowiem całej nadbudowy, nie zaś kilku jej składników takich jak wymienione w cytacie stosunki własnościowe.

Obiema rękami podpisuję się natomiast pod dalej wyrażonym twierdzeniem, że do głębszego poznania zjawisk historycznych (w konkretnym przypadku - PRL) konieczne jest zbadanie całego splotu okoliczności warunkujących omawiane wydarzenia. Przecież PRL była zaledwie drugorzędnym fragmentem istnienia bloku państw realnego socjalizmu, ten zaś z kolei stanowił jeden ze składników włączania kolejnych lądów i krajów do zapoczątkowanego w Europie ciągu przemian. W tej perspektywie rozpoczęcie tematu od PRL i odwoływanie się do kwestii zasadniczych w miarę konieczności należy uznać za uproszczenie, w konkretnym przypadku omawianego artykułu usprawiedliwione brakiem odpowiednich opracowań.

Mam bowiem pretensję do wszystkich współcześnie deklarujących się jako marksiści, że mając po temu idealne warunki, nawet nie próbują dokonać analizy historii klas społecznych, ich przekształcania i walk. O ile bowiem Marks tworząc podstawy swojej nauki zbadał i objaśnił przeszłość a w Kapitale także teraźniejszość połowy XIX wieku, to gdy próbujemy zrozumieć wydarzenia późniejsze, pozostaje nam polegać na wiedzy cząstkowej (jak to uczynił w omawianym artykule JK), lub na pracach historyków nie tylko nie mających pojęcia o marksizmie, lecz wręcz uprzedzonych do wszystkiego, co z tą metodą ma jakikolwiek związek.

Przecież współcześni marksiści, niestety, jedni, jak np. Althusser (np. "W imię Marksa") i Balibar (np. "Filozofia Marksa"), a na naszym podwórku Jerzy Kochan ("Karol Marks i sens życia") wikłają się w filozoficzne dywagacje, inni poprzestają na opisywaniu faktów, zaś nikt nie wspomni nawet o tym, że do zrozumienia aktualnych problemów marksizmu należy najpierw przeanalizować rozpad I-szej Międzynarodówki i całe dalsze dzieje wspólnoty ludzi pracy najemnej. Jeśli nadal nie podejmiemy tej pracy, wspólnota ta, wbrew wezwaniu kończącemu Manifest Komunistyczny, pozostanie jako luźny zbiór grupek na zmianę to filozofujących, to wykrzykujących jakieś bardziej lub mniej "rewolucyjne" hasła, lub zajmujące się działalnością filantropijną.

Przypisy:
[1] Swój pogląd na stan myśli lewicowej w Polsce dokładniej przedstawiłem w tekstach dostępnych w Internecie, np. Lewicowe zaniedbania na polu pracy intelektualnej lub Intelektualny regres polskiej lewicy (powrót).
[2] Jako przejawy tego, co nazwałem brakiem rzeczowości w pierwszej kolejności wymienię (z czego wyłamuje się omawiany artykuł) ograniczanie tematyki marksistowskiej do czystego, oderwanego od aktualnych realiów politycznych i społecznych akademizmu (np. L. Seve, "Próba wprowadzenia do filozofii marksistowskiej", Jerzy Kochan "Karol Marks i sens życia"). Wśród innych, równie obciążonych wspomnianym brakiem a wypełniających bez reszty publicystykę lewicową tekstów można wyróżnić najobficiej widoczne artykuły omawiające rażąco jednostronnie aktualne wydarzenia w kraju i za granicą. Same te i podobne artykuliki (omówienia konfliktów na Bliskim Wschodzie, na Ukrainie itd., wytykanie przewinień polskiej i obcej prawicy, a także propagowanie działalności filantropijnej np. Jerzego Owsiaka, Piotra Ikonowicza iin.) miały by może wartość, gdyby towarzyszyła im rzeczywista dyskusja, a przede wszystkim, gdyby autorom starczało sił i czasu na krytyczne zainteresowanie się oceną własnych publikowanych wypowiedzi. (powrót)
[3] Należy podkreślić, że postępowanie takie często prowadzi do stwierdzeń merytorycznie zgodnych z tymi tezami Marksa, które pozostają w pełni aktualne. Np. nawet u prawicowców napotykam wyjaśnienia, w których albo wprost mowa jest o klasach w rozumieniu marksistowskim, albo pojęcie to występuje w formie ukrytej. Jest to po prostu konieczny wynik zastosowania racjonalnej analizy, co zdarza się autorom wszelkich przekonań. (powrót)
[4] Można byłoby mieć do JK pretensję o to, że, gdy ze zrozumiałych względów unika wprowadzania ubocznych wątków i nie omawia przykładu krytykowanych tekstów, nie wskazuje przykładu takiego omówienia dokonanego przez siebie lub przez innego autora. Pretensję taką trudno byłoby uzasadnić ze względu na praktykowany przez polską lewicę (łącznie z JK!), zabijający intelekt zupełny brak zainteresowania publikowanymi przez członków tej formacji zdaniami i sądami. Nie znam (poza tym, co sam napisałem) przykładu, by jakiś artykuł lub książka wywołała choćby próbę podjęcia dyskusji. Obawiam się, że równie całkowite przemilczenie spotka omawiany tekst Jerzego Kochana. (powrót)

2014-11-27

powrót do spisu tekstów



Stach Głąbiński. Co napisano z okazji 80 rocznicy New Deal.

John Weeks w artykule p. t. "Rok wart upamiętnienia: 1933 przynosi Nowy Ład" ("A Year to Remember: 1933 Brings the New Deal") spisał refleksje związane z tym wydarzeniem, które próbuję przedstawić niżej w dużym skrócie i we własnej interpretacji.

4 marca 1933 odbyła się inauguracja Franklina Delano Roosevelta jako trzydziestego drugiego prezydenta USA. Rocznica tego wydarzenia winna być uczczona zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Europie, w której - zwłaszcza w Wielkiej Brytanii - ND był zapowiedzią znacznie bardziej zaawansowanych reform socjalnych i demokratycznych.

FDR nie był osobą wahającą się i niezdecydowaną. W ciągu tygodnia po inauguracji Kongres uchwalił, a Roosevelt podpisał "Emergency Banking Act", co podtrzymało upadające finanse do czerwca 1933, gdy wprowadzono bardziej znany Glass-Steagall Act zabezpieczający przez następne 50 lat od kryzysów. To w wyniku wprowadzonych w 1970 roku praw uwalniających finansjerę od ograniczeń tej ustawy spowodowały natychmiastowy kryzys, a my od tego czasu coraz głębiej wpadamy w depresję powodowaną przez dalszą liberalizację.

Kolejna uchwała zatytułowana Agricultural Adjustment Act szybko poprawiła sytuację farmerów. Zarazem decyzja kontrolowanego przez konserwatywnych starców Sądu Najwyższego USA, unieważniająca tą ustawę jako niekonstytucyjną, stanowi pierwszy z serii przejawów reakcyjnej obstrukcji stosowanej wobec programów ograniczających samowolę finansjery. Z kolei najgłośniejszym przykładem tego szkodnictwa jest, jak utrącono w 1935 roku National Industrial Recovery Act. Na szczęście, FDR uzyskał zmianę przepisów obsadzania miejsc w Sądzie Najwyższym, który w zmienionym składzie odwołał wcześniejsze decyzje i program zmian przynajmniej na pewien czas został uratowany.

Również w 2013 roku powstały: Civilian Conservation Corps dotyczący robót publicznych, umożliwiający utworzenie nadzoru nad ubezpieczeniami i nad giełdą Securities Act, oraz cofnięto dwudziestą pierwszą poprawkę do konstytucji zakazującą produkcji i spożycia alkoholu. Powinniśmy zarazem pamiętać, że istotnym czynnikiem polityki Nowego Ładu było odejście od dogmatycznego traktowania równowagi budżetowej.

2013-03-03

powrót do spisu tekstów



Izabela Jaruga-Nowacka

Względem pamięci o tragicznie zmarłej pani Izie klub nasz ma specjalne zobowiązania. Zawdzięczamy jej bowiem bardzo wiele, nie tylko jako współuczestniczce naszych spotkań dyskusyjnych, lecz również jako animatorce, bez której działalność klubu byłaby ogromnie zubożona, co wynika choćby z odpowiednich fragmentów jej wspomnień wydanych p. t. "Alfabet Izabeli" ("Książka i Prasa" wyd. II 2011 r.). Cennym darem dla społeczeństwa jest udostępniany bezpłatnie przez Fundację Przestrzenie Dialogu e-book "Drogi równości".

Stach Głąbiński. 2012-03-22



powrót do spisu tekstów