Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spis tekstów Spotkania Dokumenty klubu Co piszą inni


LEWICA - jak rozumiemy to słowo?.


Zawartość strony:

1. Uwagi ogólne.
2. W sprawie diagnozy przyczyn słabości lewicy Tomasza Frank'a.

1. Uwagi ogólne.

Czwartego czerwca, na spotkaniu klubu, w toku dyskusji kilkakrotnie wspomniano o konieczności określenia zasadniczej cechy - wyróżnika poglądów lewicowych. Pragnę zainicjować dyskusję na ten temat.

Sprawa jest utrudniona przez to, że było by nonsensem pominąć przy tym uwzględnienie wyników toczącej się od co najmniej kilku lat debaty poświęconej właśnie temu, co nas w tej chwili zajmuje. Należy więc w tekście, pretendującym do miana inicjującego, dokonać na wstępie podsumowania, przypomnienia wnoszących istotną wiedzę wypowiedzi - przynajmniej tych, które ukazały się drukiem w "DZIŚ" i w "Forum Klubowe". Gdy jednak wygrzebałem z szafy roczniki (w dodatku, jeśli chodzi o "FK" niekompletne!), natychmiast stało się jasne, że jest to zadanie przekraczające możliwości jednego człowieka (przynajmniej moje).

W tej sytuacji powstaje pytanie: czy wobec takiej obfitości opinii jest sens dalej wałkować temat? Otóż, co daje się zauważyć w znanych mi wypowiedziach, żaden uczestnik tej dyskusji nie tylko nie traktował swojej wypowiedzi jako rozstrzygającej sprawę, lecz wręcz wszyscy podkreślali, że do osiągnięcia zadowalającego wniosku jest daleko. Z kolei, w praktycznym zastosowaniu widać wyraźnie, że w obficie występujących sprzeczkach, w których bardziej i mniej znane osobistości dowodzą, kto jest, a kto nie jest "lewicowy", argumentacja opiera się wyłącznie na doraźnie i dowolnie przyjętych kryteriach (najczęściej rozstrzygać o zabarwieniu ideologicznym ma stosunek do szczegółowych zagadnień jak np. podatek liniowy-progresyjny, utrzymywanie stosunków towarzyskich z "biznesmenami", udział w awanturze irackiej itd. itp.). Nie spotkałem się z tym, by w ferworze dyskusji ktoś próbował powołać się na argumenty uznawane w wyniku wzajemnego porozumienia. Tak więc dalsze rozważania kolejnych koncepcji są nie tylko dopuszczalne, ale wręcz konieczne.

Drugi, wynikający z pobieżnego przeglądu wypowiedzi, wniosek jest ten, że epatowanie się wspomnianymi szczegółowymi kwestiami prowadzi donikąd, a trąci przy tym fundamentalizmem. Nie mogę zgodzić się z tym, że jeśli ktoś ocenia fałszywie jedno czy nawet kilka rozwiązań trapiących nas problemów społecznych, to jest naszym przeciwnikiem ideowym. Przecież jeśli np. ktoś jest szczerze przekonany, że podatek liniowy spowoduje zmiany korzystne dla klasy pracobiorców (jestem przeciwnego zdania), trudno wymagać, by wbrew swojej świadomości zaprzeczył sam sobie! Należy oczywiście przekonywać opinię publiczną o istocie błędu, ale wynik agitacji musi zależeć od siły argumentów, a nie od działań w rodzaju wykluczenia, czy zaprzeczania szczerości przekonań. Podobnie co do Iraku, tarczy rakietowej itp.

W rezultacie sądzę, że poszukiwane kryterium lewicowości winno w zwięzłym sformułowaniu obejmować - siłą rzeczy - wyłącznie zasady ogólne. W kontekście przypomnę swoją wypowiedź

Stach Głąbiński

2. W sprawie diagnozy przyczyn słabości lewicy Tomasza Frank'a.

Tytuł wywiadu z Thomasem Frank, (autor bestsellerowej książki „Co z tym Kansas?”) brzmi "Jak przełamać dominację prawicowego populizmu?", sednem jednak przedstawionej rozmowy jest dociekanie przyczyn słabości organizacji o orientacji lewicowej, co pośrednio dotyczy problemu określenia pojęcia lewicowości. Opisane w rozmowie zjawiska mają miejsce w tzw. krajach rozwiniętych, zwłaszcza w Ameryce Północnej i Europie, a przypuszczam (wątpliwość wynikająca z braku dostatecznej wiedzy) że również w Japonii, Australii, RPA, Chile i Argentynie. Wiemy, że aktualna sytuacja w permanentnym konflikcie lewicy z prawicą jest zawsze wynikiem dwu czynników: skuteczności działań wstecznictwa (backlash) z jednej i błędów popełnionych przez naszą orientację z drugiej strony. Otóż, o ile co do tej pierwszej sprawy przedstawioną diagnozę uważam za niezwykle trafną, to w drugiej sam autor pośrednio przyznaje się do niewiedzy pozostawiając bez odpowiedzi pytanie postawione w zdaniu:
"Backlash wydaje się tak nieprawdopodobny i wewnętrznie sprzeczny, że nawet jego zwolennicy mają czasem kłopot, by uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Na czym polega ta sprzeczność?".
Myśl bowiem zawarta w przytoczonym zdaniu daje się odczytać jako stwierdzenie, że jeśli działania prawicy, opisane bardzo przekonująco, nie tłumaczą zjawiska, przyczyna zastąpiona znakiem zapytania musi znajdować się po stronie lewicy (ew. może wynikać z działania tajemnych sił niewiadomej natury, co jednak pozwolę sobie zlekceważyć).

Ze względu na brak wiedzy o społeczeństwie USA i na całym świecie nie podejmę próbę wnioskowania co do sytuacji poza naszym krajem. Jednak jeśli uda mi się w jakimś stopniu wskazać błędy popełnione przez lewicę polską, to i tak będzie dużo, a może mieć również znaczenie szersze tym bardziej, że patologiczne objawy wskazane przez F. w USA uderzająco przypominają zdarzenia u nas. Przecież w zdaniach:
"backlash sam przedstawia się jako wróg elit, jako głos niesprawiedliwie prześladowanych, jako w pełni prawomocny protest ludzi wykluczonych. Ale jego największymi beneficjentami są najbogatsi ludzie naszej planety. Zapyta pan, jak to możliwe? Liderzy backlashu systematycznie obniżają wagę polityki gospodarczej. Podstawową przesłanką tego ruchu jest to, że kultura ma pierwszeństwo przed ekonomią, że "najważniejsze są wartości" - jak głosi jedno z backlashowych haseł."
mamy wypisz-wymaluj opis sukcesów "Solidarności", Leppera, tandemu Kaczyńscy z Ziobrą, tzw. nauczania Jana Pawła II (prawdopodobnie niektórych tym oburzę, ale w takim razie chętnie podejmę otwartą dyskusję z krytyczną względem tej opinii argumentacją) i tp. Albo następujący opis:
"Zabierz im ziemię, a zaraz zaczną protestować przed jakąś kliniką aborcyjną. Wydaj oszczędności całego ich życia na manicure dyrektora zarządzającego, a najpewniej dołączą do John Birch Society (konserwatywna organizacja polityczna, znana m.in. z promowania spiskowych teorii polityki - przyp. red.)."
czy nie nasuwa konkretnych skojarzeń?

Wracając do sprawy zasadniczej jeszcze raz podkreślam, że nie widzę w omawianym wywiadzie próby odpowiedzi na pytanie: czy tą tragiczną sytuację zawdzięczamy tylko agresywnej demagogii wstecznictwa, czy może przyczyniły się do tego także nasze błędy? A jeśli tak, to na czym te błędy polegają i jak je naprawić?

Mam co do tego od dawna zdecydowane zdanie, pisałem i mówiłem o tym nieraz, a trzy z tych wypowiedzi wydrukowano w miesięczniku "DZIŚ" (nr 5/2004 s. 95 "Marksizm a lewicowość", nr 9/2004 s. 149 "Błędy SLD" i nr 9/2005 s. 61 "Co to jest lewica?"). Marginesowo wspomnę, że zastanawiające i niezrozumiałe jest dla mnie, że o ile nie spotkałem się z zakwestionowaniem słuszności któregokolwiek z moich stwierdzeń (raz zdarzyło się, że gdy odniosłem się do konkretnej osoby, zainteresowany stwierdził, że "nie rozumie, o co chodzi") i wielokrotnie ustnie przyznawano mi słuszność, to z kolei nigdy nie spotkałem się z pisemnie wyrażoną opinią nie tylko identyczną, ale nawet zbliżoną do przedstawionych moich wniosków w skrócie sprowadzających się do wytknięcia lewicowcom odstąpienia od podstawowych dla tego kierunku zasad, którymi są: 1) DEMOKRATYZM, 2) RACJONALNOŚĆ, 3) OBRONA INTERESÓW LUDZI PRACY.

Demokracji nie mamy w SLD, którego władze wyobcowały się z ogółu, przekształciły się w klikę, która nie informuje członków o problemach i konfliktach wewnątrz partii, odmawia im udziału w podejmowaniu decyzji, a stosując prymitywne zabiegi socjotechniczne zamieniła Radę Krajową w twór fasadowy. Nie są demokratycznymi również pozostałe stronnictwa i organizacje przyznające się do lewicowości, w których ze względu na szczupłą liczbę członków pozornie sprawa więzi wewnętrznej przedstawia się korzystniej. Jest to jednak złudzenie, gdyż fundamentalizm, brak tolerancji dla różnicy poglądów, widoczny brak ścierania się odmiennych racji itp. są tam wyraźne i powodują brak więzi ze społeczeństwem, ograniczenie się każdego z tych tworów do nielicznego, izolowanego "towarzystwa wzajemnej adoracji". Wraz z opisaną wyżej sytuacją w SLD mamy jako wynik kompromitujące rozbicie lewicy.

Równie kiepsko wygląda sprawa racjonalności. Wszystkie działania podejmowane są na podstawie bezkrytycznie przyjętych założeń (szczególnie widać to w kwestii orzekania o tym, kto jest "prawdziwą" lewicą, a kto "pseudolewicą", oraz w formułowaniu "zasadniczych" różnic programowych usprawiedliwiających powstanie nowej grupki "prawdziwie" lewicowej). Nie widzę nigdzie nie tylko wzmiankowanego przez F. uwzględniania praw ekonomii (dotyczy zdania "Liderzy backlashu systematycznie obniżają wagę polityki gospodarczej. Podstawową przesłanką tego ruchu jest to, że kultura ma pierwszeństwo przed ekonomią"), ale również analizy stanu obecnego, czy doświadczeń historycznych. Z reguły argumentacja ogranicza się do gołosłownego, opartego na iście mickiewiczowskim "czuciu" (które "silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko") stwierdzenia, że coś jest lub nie jest "sprawiedliwe", czy "lewicowe". Do wyjątków należą sytuacje, gdy uznanie konieczności współdziałania ponad podziałami dla uzyskania efektów gospodarczych albo społecznych nie spotyka się z zarzutem "zdrady" zastępującym rzetelną analizę szans, korzyści, strat itp. (wyraźnie widać to np. w znanych mi dyskusjach dotyczących tzw. planu Hausnera i powstania LiD-u). Zastrzegam przy tym, że nie chodzi mi o to, jaki będzie wynik rozważań, lecz o to, by uzasadnienie było rzeczowe i otwarte na krytykę. Np. jestem z pełnym uznaniem zarówno dla tego, który chwali plan H. jak i tego który go potępi, byle traktowali oni rzeczowo zarówno sam oceniany przedmiot, jak i argumentację przeciwną swoim przekonaniom. Szczególnie zaś sprzeczna z rozumem jest dyskusja z pozycji obrony prestiżu, solidaryzmu grupowego, lub pielęgnowania zadawnionych urazów przejawiającym się w wypominaniu dawnych zaszłości.

Jeśli chodzi o "obronę interesów ludzi pracy", w życiu publicznym widzę ją jedynie w sferze deklaracji, gdyż w praktyce ustępuje ona decyzjom wynikającym z rozgrywek personalnych, deklaratywnie uzasadnianych względami ideowymi a wyraźnie obarczonymi skazą fundamentalizmu i ortodoksji. Pod tym względem z postawą lewicową, niepodporządkowaną względom koniunkturalnym, spotykam się jedynie w kontaktach prywatnych z szeregowymi członkami i z niezrzeszonymi sympatykami naszej orientacji.

Na wstępie wspomniałem o braku w wywiadzie z TF wskazania działań naprawczych, co obliguje mnie do wyprowadzenia odpowiednich wniosków. Te są oczywiste: wymóc na "elitach" lewicowych działanie jawne i poddane krytyce, uświadomić konieczność zachowania polegającej na wzajemnym zrozumieniu więzi z całym środowiskiem lewicowym i w dalszej kolejności z całym społeczeństwem. Tylko tym sposobem możemy spowodować zniknięcie panoszenia się klik czy koterii, fasadowości i fałszywych póz, które kompromitują i niszczą lewicę.

Przypominam, że konkretnie piszę o sytuacji w Polsce. Przypuszczam jednak, że wspomniane na wstępie podobieństwa objawów wskazują, iż problemy te występują również w innych krajach, czego jednak, ze względu na nikłą znajomość zagranicy, mogę jedynie domniemywać. I jeszcze jedno: przedstawiony wywód jest uproszczony. Szczegółowe objaśnienie wymagałoby tekstu co najmniej dziesięciokrotnie dłuższego, tak więc, jeśli są zastrzeżenia co do podanych przeze mnie stwierdzeń, chętnie odpowiem na pytania. Niektóre kwestie dokładniej opisałem w podanych wyżej artykułach wydrukowanych w "Dziś", oraz w innych umieszczonych na zlikwidowanej latem 2012 roku witrynie internetowej Rady Miejskiej SLD w Gdańsku. Obecnie wszystkie one są dostępne z prywatnej strony Stacha Głąbińskiego.

Stach Głąbiński 2008-04-06. Aktualizowałem 2012-11-01.