Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt


WYBRANE WYDARZENIA W TRÓJMIEŚCIE POZA KLUBEM
str. 1


Przejście do kolejnych relacji wydarzeń poza klubem

Spotkanie z prof. DANUTĄ WANIEK.

5 września (środa) o godz.18 w Bibliotece Oliwskiej (ul. Op. J. Rybińskiego 9) odbyło się spotkanie autorskie z prof. DANUTĄ WANIEK znaną polityczką, posłanką 3-ch kadencji, przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, b. szefową kancelarii Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Jest ona autorką wielu publikacji m. in. esejów o podziałach politycznych wydanych w 2011 r. pod tytułem "Orzeł i Krucyfiks". Spotkanie prowadził dr Jarosław Och pracownik naukowy Uniwersytetu Gdańskiego.

Pani Danuta głównie omawiała fakty świadczące o niedopełnieniu przez hierarchię Kościoła Rzymskokatolickiego konstytucyjnie zagwarantowanej w Polsce niezależności państwa i religii. Tą część wystąpienia oceniam jako mniej interesującą, gdyż opisywane zdarzenia z przeszłości i współczesne są nam na ogół znane. Zarazem, na co zwróciłem w dyskusji uwagę, dało się zauważyć przekonanie prelegentki, że uświadomienie społeczeństwu szkodliwości postępowania hierarchów, czemu ma służyć m. in. także ta prelekcja, spowoduje naprawienie tej niezdrowej sytuacji. Ponieważ jednak ogół obywateli pod tym względem jest przez media dobrze poinformowany, działalność taka, choć pożyteczna, sytuacji nie zmieni, ogromne bowiem uzależnienie państwa od kleru nie jest przyczyną, lecz skutkiem i piętnowanie tej patologii jest typowym leczeniem nie choroby, a jej objawów. Przyczyną jest bezwład lewicy wytwarzający polityczną pustkę dającą pole najdziwaczniejszym formom prawicowości i klerykalizmu. Należy więc w pierwszej kolejności zająć się naprawą stosunków wewnątrz lewicy toczonej - o czym nie raz pisałem - przez marazm intelektualny i pleniące się aparatczykostwo, co nie ma żadnego związku ze sprawami kościelnymi. Oczywiście nie wyklucza to krytyki klerykalizmu, co jednak ma znaczenie tylko pomocnicze. Działalność edytorska i popularyzatorska pani Waniek pozostaje więc pożyteczna dla społeczeństwa, pod warunkiem jednak, że nie odciąga uwagi od podstawowej dla dobra państwa naprawy lewicy.

Znacznie bardziej zainteresowały mnie przykłady zjawisk zaobserwowanych przez panią Danutę w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej 1995 roku i w innych podobnych. Ciekawe były np. wzmianka o znaczeniu kontaktu osobistego stosowanego przez Aleksandra Kwaśniewskiego, oraz krytyczne (niestety tylko krótka wzmianka) uwagi o tzw. marketingu politycznym. Z goryczą pani Danuta mówiła o widocznych objawach dekadencji SLD, w tym o typowych dla mentalności aparatczyka rozgrywkach personalnych. Z kolei wzmianka d-ra Ocha o udziale pani Waniek w tzw. ruchu 8-go lipca nasuwa refleksję o tym, czy zapoznanie idei tego grona po 1989 roku ma związek z obecnym fatalnym stanem lewicy w Polsce? Okazję do pomówienia o tym będziemy mieli, jeżeli dojdzie do skutku obiecana na 1-szą połowę 2013 roku powtórna wizyta w Gdańsku.

SG. 2012-09-05



Demokracja energetyczna.

Debatę pod tytułem "Demokracja energetyczna" 2012-03-26 zorganizowały w Hotelu Turystycznym (Gdynia-Orłowo al. Zwycięstwa 255) wspólnie Fundacja im. Róży Luxemburg oraz Fundacja Przestrzenie Dialogu, która na swojej stronie internetowej przedstawiła omówienie przebiegu dyskusji, w której głównie, acz niezgodnie z założonym tematem, spierano się o energetykę jądrową powtarzając przy tym do znudzenia argumenty znane nam wszystkim z mediów. Ściśle do demokracji energetycznej nawiązała chyba jedynie w podsumowaniu Beata Maciejewska (Fund. PD) wspominając o wykluczeniu energetycznym dotykającym m. in. osoby eksmitowane z mieszkań. Poza tym bowiem przykładem, kwestia warunkującego demokrację dialogu władzy ze społeczeństwem wypływała, co prawda obficie, lecz w sposób nieuporządkowany, jako margines sporu o elektrownie atomowe. Odnoszę stąd wrażenie, iż w pierwszej kolejności potrzebna jest nam debata na temat porozumiewania się i uzgadniania co do spraw dotyczących społeczności liczonej w milionach, przy tym potrzebę tą oceniam jako tak pilną i ważną, że dla niej zaniecham relacjonowania przebiegu spotkania, co zresztą w wystarczającej mierze - jak wyżej wspomniałem - wykonano (niestety anonimowo).

W debacie, przy sporze o energetykę jądrową, kwestia porozumiewania się władzy ze społeczeństwem występowała głównie w postaci kategorycznych stwierdzeń jego braku (np. "władza nie umie rozmawiać" - radny wojewódzki Lech Żurek, "konsultacji i merytorycznej dyskusji nie ma" - Jarosław Milewczyk z Ruchu Palikota, "konsultacji nie ma" - Elżbieta Petelska z Partii Kobiet, "rząd nie konsultuje" - Elżbieta Śliwowska, członkini stronnictwa Zieloni 2004), a przeciwne czy raczej umiarkowane stanowisko w tej kwestii zajęli jedynie pozostali paneliści (Mariusz Falkowski z SLD i reprezentujący PiS Zbigniew Kozak). Tak wyraźne przekonanie znacznej części społeczeństwa, nawet jeżeli można kwestionować jego zasadność (o czym chcę pisać dalej), wskazuje na potrzebę debatowania w pierwszej kolejności o możliwości poprawy atmosfery nieufności obywateli w stosunku do władzy.

Omawiany brak porozumienia dla bezstronnego obserwatora jest niezrozumiały. Przecież nikt nie może zaprzeczyć temu, że warunkujące rzeczywistą debatę: wolność zrzeszania się, wolność wypowiadania się, wolność prasy i bezwzględna zależność decyzji rządu od stanowiska większości gremium przedstawicieli społeczeństwa są w Polsce spełnione. Jeżeli więc nie możemy czy nie umiemy tego mechanizmu ustrojowego należycie wykorzystać, to albo popełniamy jakiś błąd, albo panują nad nami jakieś ukryte, spiskujące siły. Mamy więc pilną potrzebę wyjaśnienia przyczyn powodujących wśród nas nieskuteczność porządku demokratycznego i wskazania działań gwarantujących poprawę. Bez tego debata na jakikolwiek inny temat nie ma sensu, pozostanie próżnym gadaniem na podobieństwo tego, co mieliśmy na omawianym spotkaniu.

Należy jednak zauważyć, że aczkolwiek brak wymaganego do funkcjonowania państwa minimum zaufania obywateli do władz i wynikającego stąd niedostatku porozumienia jest faktem, to w znacznej przynajmniej mierze przyczyny tego nie są racjonalne. Tak np. - jak już wspomniałem - w dyskusji wciąż powtarzano argumenty doskonale wszystkim znane, co przecież przeczy twierdzeniu, iż społeczeństwo nie jest poinformowane. Dodatkowo nikt nawet nie próbował określić warunków dla należytego dyskursu władzy z obywatelami, jedynie pośrednio można było wnioskować że dla większości zabierających głos malkontentów jest to niemożliwa do spełnienia całkowita jednomyślność. Innym przejawem irracjonalnej atmosfery w jakiej odbywała się dyskusja, były przypadki wypowiedzi zawierających wątpliwe tezy podawane jako pewnik, bez uzasadnienia, jak to zdarzyło się E. Ś., gdy stwierdziła, że potrzebę elektrowni jądrowych uznają tylko lobbyści (w domyśle - zainteresowani zyskiem). Taka niefrasobliwość, nieodpowiedzialność za wygłaszany sąd ogromnie utrudnia porozumienie.

SG. 2012-04-02. Ostatnie uzupełnienie tekstu - 2012-04-05.



Zagadnienie THINK TANKÓW w ujęciu interdyscyplinarnym.

było tematem konferencji zorganizowanej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego z udziałem Ośrodka Analiz Polityczno-Prawnych w dniach 25 i 26 października 2011 r. W pierwszym dniu (25) miałem możność uczestniczyć w dostępnym dla publiczności panelu dyskusyjnym, do którego zaproszono: Tomasz Bąkowski, Tomasz Kopoczyński, Sylwia Mrozowska, Jarosław Och, dr Monika Sus, Piotr Uziębło, Marcin Wiszowaty, Wojciech Ziętara, Piotr Zbieranek oraz Jakub H. Szlachetko.

Think Tanki, określane niekiedy jako "uniwersytety bez studentów" funkcjonują w USA jako prawnie zdefiniowany niezbędny składnik tamtejszego systemu politycznego, w którym partie przypominają organizacje handlowe. Pozytywne doświadczenia amerykańskie skłaniają europejskich polityków i politologów do tworzenia ich również w naszych warunkach, jednak paneliści w trakcie dyskusji na ogół byli zdania, że o ile metody w nich wypracowane winniśmy stosować, to funkcjonujące u nas przy partiach, przy Sejmie i innych instytucjach zespoły ekspertów, ośrodki badawcze, fundacje takie jak Instytut im. Sobieskiego i nieformalne, spontanicznie tworzone grupy przypominające think tanki są lepiej dostosowane (np. wykazał to proces tworzenia samorządu) do naszej demokracji przedstawicielskiej opartej na określających się ideowo partiach. Zamiast tworzenia podstaw prawnych umożliwiających formalnego istnienia think tanków wskazywano na potrzebę ustawicznego poprawiania tego, co istnieje. Chodzi o eliminowanie zagrożeń, jakie dla demokracji uczestniczącej w skomplikowanej rzeczywistości gąszczu przepisów prawa stanowi konieczność odwoływania się do opinii specjalistów. Stajemy bowiem wobec potrzeby rozstrzygania trudnych kwestii, co przerasta możliwości wysuniętych w wyborach przedstawicieli społeczeństwa. Sytuację pogarsza fakt, że wyborcy w większości nie kierują się racjami rozumowymi, a ogół nie poczuwa się do obowiązku uczestniczenia w zarządzaniu państwem, nie stwarza oparcia dla działań zapobiegających powstawania w grupach eksperckich postaw aspołecznych, przenikania do nich osób pozbawionych kwalifikacji, pogoni za niewypracowanym zyskiem itp.. W tej sprawie wskazano na potrzebę edukacji, jednak w sumie, odniosłem wrażenie, że rola społeczeństwa w procesie tworzenia prawa została nie dość silnie przedstawiona wobec znaczenia opinii fachowców.

2011-10-25
SG.



Pomorskie Forum Inicjatyw Pozarządowych.

obradowało 14 i 15 października 2011 w Gdańsku Sobieszewie. W określonych terminem „Kapitał Społeczny” założeniach przyjętych przez organizatorów wymieniono na pierwszym miejscu poszukiwanie dróg prowadzących do przygotowania i utrzymania głębokiej współpracy między jednostkowymi inicjatywami, co nawet w sytuacji braku wystarczających środków daje większy efekt niż nieskoordynowane akcje. Mówimy tu o bazującym na zaufaniu tzw. partnerstwie. Przyjęto przy tym jako oczywiste, że odczuwamy powszechny kryzys zaufania przejawiający się izolacją i nadmierną konkurencją, mamy więc poszukiwać takich form kooperacji, które w tych warunkach dadzą najlepsze wyniki.

Sesję będącą drugim regularnym spotkaniem zorganizowanym przez Regionalne Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych zagaił Jerzy Boczoń, a referaty wprowadzające słuchaczy do tematu wygłosili kolejno Janusz Szomburg, prof. Witold Toczyski, Jarosław Jankowski i Jacek Kołtan zwracając uwagę m. in. na uwarunkowania kulturowo-mentalne omawianego kapitału społecznego takie jak np. poczucie godności zarówno własnej, jak i innych współobywateli. J.S. przypomniał o zapowiedzianym na 5 listopada Kongresie obywatelskim. Z kolei w trakcie tzw. warsztatów m. in. Marta Makuch objaśniła swoje doświadczenia nad rozładowywaniem frustracji odczuwanej przez społeczność w Słupsku dokonywanym przez dialog i konsultacje.

2011-10-24
SG.



Seminarium nt. lokalnych polityk publicznych.

Seminarium odbyło się w dniach 28 i 29 września br. (2011) na terenie Uniwersytetu Gdańskiego, którego Instytut Pedagogiki zorganizował je wraz z Centrum Badań Społeczności. Była to szósta z kolei konferencja w ramach projektu „Decydujmy razem”, a następne są planowane, w różnych miejscowościach. Do udziału zaproszono przedstawicieli organizacji pozarządowych, co umożliwiło mi jako członkowi klubu uczestniczenie w zajęciach.

Jak to widać z krótkiego opisu przebiegu spotkania początkowo omawialiśmy zagadnienia czysto teoretyczne i siłą rzeczy wspólne dla całego kraju, lub nawet globu, a w kolejnych dyskusjach postępowało zbliżanie się do omawiania konkretów, tak że w ostatnich godzinach głos zabierały panie (no, było też dwu panów), które objaśniały prowadzone przez nie na terenie Trójmiasta (uwaga jw.) prace przeciwdziałające wykluczeniu społecznemu, co z kolei pozwalało przedyskutować skuteczność stosowanych metod i wyciągać praktyczne wnioski. Przedmiotowi zainteresowania naszego klubu, czyli myśli politycznej bliższe są oczywiście podstawy teoretyczne udziału całości społeczeństwa w życiu politycznym, a więc w zarządzaniu krajem, jego gospodarką i w szeroko pojmowanej kulturze. W tym zakresie brakowało mi konkretów. Nie chodzi przy tym o należycie przedstawioną ocenę stanu istniejącego, lecz o wskazanie praktycznych działań koniecznych dla polepszenia złej pod każdym względem sytuacji. Oczywiście, omówione inicjatywy likwidujące wykluczenie społeczne mają tu istotny korzystny wpływ, lecz dotyczą jednostek, gdy tymczasem, dla osiągnięcia stanu określanego jako demokracja partycypacyjna, potrzebne są działania w skali makro. Należy jednak przyznać, że próba dyskusji na ten, bardzo przecież obszerny temat, nie dała się pogodzić z programem konferencji, który i tak z trudem mieścił się w założonym czasie.

2011-09-25
SG.



Debata przedwyborcza w trójmiejskiej Krytyce Politycznej.

odbyła się 2011-09-22, zgodnie z zapowiedzią, przynajmniej jeśli pominąć dramatyczne pytania postawione w tej zapowiedzi, oraz uznać, że zbyt daleko idące stwierdzenie zawarte w zdaniu: "Do kiedy jeszcze będziemy udawać, że to jest demokracja?" jest jedynie prowokacją, ozdobnikiem. Sądzę, że "debata przedwyborcza o systemie parlamentarnym i scenie politycznej w Polsce" odbyła się jako poszukiwanie możliwości poprawienia wadliwie - jak to objaśniono w licznych przykładach - działającego systemu demokracji przedstawicielskiej. Niestety, proponując środki zaradzenia złu dyskutanci nie potrafili wyjść poza powszechnie znane schematy: bardzo długo omawiany przymus głosowania, system finansowania partii, oraz krótko wspomniane jednomandatowe okręgi wyborcze. Panie obecne na sali wypomniały nam także dyskryminację płci powodującą mały udział kobiet w polityce i zarządzaniu gospodarką. Moim jednak zdaniem, które niejednokrotnie wyrażałem m. in. w artykułach przedstawionych na łamach witryny klubowej, przyczyna niedowładu naszej demokracji tkwi w mentalności ludzkiej, a poprawić ją można jedynie rozwijając samodzielność myślenia, uwolnienia od powszechnego poddawania się autorytetowi różnego rodzaju przywódców. Sądzę, że na psychiczne źródło wskazują również wspomniane przez prowadzących debatę: wyobcowanie się polityków ze społeczności i ich niedotrzymywanie przyrzeczeń, oraz fakt, że demokracji uczestniczącej nie da się zadekretować, jest ona możliwa jedynie jako wynik świadomości obywateli. Uwagi te, a także moja idąca w tym kierunku sugestia nie zostały jednak podjęte i rozwinięte w dyskusji. Dodatkowo obawiam się, że poruszone w debacie wątki również nie będą kontynuowane w publicystyce Krytyki Politycznej, którą cechuje izolowanie się od świata zewnętrznego, całkowita obojętność na zaistniałe poza kilkuosobowym gronem opinie i dysputy.

2011-09-25
SG.



Nic o nas bez nas.

jest to nazwa społecznej kampanii zainicjowanej w obronie osób zagrożonych katastrofalnym obniżeniem warunków życia wynikającym z drastycznych podwyżek czynszu i przez kryzys gospodarczy kraju. Jedną z akcji tych społeczników, zorganizowaną z udziałem innych organizacji, był 2011-08-28 "Marsz pustych garnków". Zapowiedziano manifestację 2011-09-29 o godzinie 9.00, przed siedzibą Rady Miasta Gdańska (były "Żak"). W tym właśnie budynku nastąpi wówczas rozpoczęcie posiedzenia radnych, którym zostanie wręczony dokument z żądaniem zmiany uchwały dotyczącej losu eksmitowanych lokatorów.

2010-08-30
SG.



INICJATYWA DEMOKRACJI BEZPOŚREDNIEJ.


Taka jest nazwa programu realizowanego przez trójmiejski oddział organizacji "Młodzi Socjaliści" z finansowym poparciem Europejskiego Funduszu Społecznego (Uwaga: w Internecie nie znalazłem potwierdzenia tej wiadomości). Program ten przewiduje spotkania w formie tzw. warsztatów, które w Gdańsku odbywają się w lokalu Centrum Społecznego Młodych Socjalistów (ul. Jana z Kolna 8). 22 lipca 2011 wziąłem udział w takiej właśnie dyskusji. Nie była to, co prawda, inauguracja programu, lecz niestety o wcześniejszych imprezach nie miałem okazji dowiedzieć się.

Omawialiśmy sposoby pojmowania demokracji bezpośredniej i jej realizacji, która w dyskusji została praktycznie ograniczona do referendum. Zwrócono uwagę, że d. b. jest pojęciem zawężonym w stosunku do demokracji uczestniczącej, w tym samym lokalu definiowanej półtora roku wcześniej. Obydwa te tematy zostały interesująco opisane przez Piotra Uziębło w jego wydanej w 2009 roku przez Centrum Badań Społecznych Gdańsk książce pt. "demokracja partycypacyjna". Zgodnie ze specyfiką "warsztatową" na zakończenie omawialiśmy formułowanie pytań do referendum, które każdy z obecnych zredagował na kartce papieru na wybrany przez siebie temat. Mam zamiar wziąć udział w następnych warsztatach, co stanie się możliwe, jeśli zawiadomienia o nich będą podane w sposób uprawdopodobniający odnalezienie w sieci.

2011-07-23
SG.



Cykl spotkań gdańskich organizacji pozarządowych z przedstawicielami samorządu.


Spotkania zostały przygotowane w różnych dniach czerwca 2011 roku przez Gdańską Radę Organizacji Pozarządowych (NGO) i Referat Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi Urzędu Miejskiego przy współudziale Fundacji RC. Za zgodą Zarządu zgłosiłem jako przedstawiciel Klubu WMP udział w pięciu (z 10 planowanych) konferencjach.

Na spotkaniu 14 czerwca mieliśmy rozmawiać o edukacji nieformalnej, w rzeczywistości, bardzo nieliczne grono sześciorga uczestników zainteresowane było głównie problemami finansowymi i organizacyjnymi związanymi z promowaniem w szkołach wolontariatu, harcerstwa oraz sportu, a także niektórymi formami współpracy Urzędu Miejskiego i dyrekcji szkół z organizacjami społecznymi. Wygląda na to, że bardziej - jak sądzę - odpowiadające założonej tematyce zagadnienie pozaszkolnej aktywacji intelektualnej zarówno młodzieży jak dorosłych (szczególnie seniorów!) nie zaprzątało uwagi obecnych. Nie dziwię się temu, gdyż trudno podać tu wskazówki działania dające szansę realnych efektów równie konkretne jak te, które wspomniano w dyskusji, zaś samo narzekanie na ogólny brak bardziej ambitnych zainteresowań byłoby marnowaniem czasu.

W innych spotkaniach, do których zgłosiłem się i wziąłem w nich udział (15 VI - ekologia, 16 VI - wsparcie organizacji pozarządowych, 21 VI - pomoc społeczna i 27 VI - kultura) również ze względu na nikłą frekwencję przedstawicieli zainteresowanych NGO, głównie omawialiśmy ogólne zagadnienia dotyczące działalności nieurzędowej. Wydaje się, że niewykorzystane możliwości pod tym względem posiada grupa osób przedstawiająca się we własnej witrynie internetowej pod nazwą My Gdańsk. Jak bowiem zauważyłem, wspomniane MG jest zarazem subsydiowana przez patronującą tej inicjatywie administrację miejską oraz agendy UE i zarazem nie jest ograniczona formalną zależnością od urzędu. Niestety osoby mające decydujący wpływ na funkcjonowanie MG cechuje brak zrozumienia dla działalności niekonwencjonalnej, niezależnej od ugruntowanych urzędniczą rutyną schematów, co powoduje widoczny w treści wspomnianej strony internetowej zastój. A przecież miasto stworzyło warunki działania, czego odczuwalnym przejawem jest m. in. fakt, że wszystkie wymienione spotkania odbywały się w imponująco wyposażonym lokalu (budynek TNOIK al. Grunwaldzka 8) widocznie pozostający do dyspozycji grupy "My Gdańsk".

W tym samym czasie miałem możność uczestniczyć w konferencjach zorganizowanych przez Regionalne Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych (22 VI) i przez Departament Europejskiego Funduszu Społecznego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego (12 VII), zbliżonych tematycznie do wyżej wspomnianych spotkań.

W tych wszystkich pobieżnie opisanych zebraniach dyskusyjnych i konferencjach uderza jedno: o ile widoczna jest wspólne dążenie do integracji i uaktywnienia społeczeństwa, oraz widać inspirującą i wspomagającą (finansowo i organizacyjnie) opiekę różnych instytucji Unii Europejskiej, to nie mogę dopatrzeć się śladów współdziałania. Ba, w żadnej wypowiedzi i w żadnym z obficie występujących na stronach internetowych tekstów nie widzę śladu wiadomości o istnieniu pokrewnej inicjatywy. Podobnie pominięto nawiązanie do wcześniejszej (XII 2010) konferencji "Partnerstwo na rzecz rozwoju", z którą łączy poszczególne opisane spotkania nie tylko zbieżność celów, lecz również udział Fundacji RC, a także osoba jednego z wykładowców, którym 22 VI był prof. Toczyski. A przecież od dawna wiadomo, że poparcie działania podobnie skierowanego daje zawsze nie tylko sumowanie osiągnięć, lecz również dodatkowy efekt zwany synergią.

Niezadowalająco przedstawia się także informacja. Zabrakło np. objaśnienia uczestnikom podstaw potrzebnych do przyswojenia ogromnej ilości materiału wykładów. I tak np. na konferencji 12 VII prelegenci wielokrotnie wspominali o ekonomii społecznej i o spółdzielniach socjalnych, odwołując się do pojęć, z którymi ja wcześniej się nie spotkałem, a których istniejące w Internecie objaśnienie można było wskazać podając link w zaproszeniu. Na szczęście jako załączniki do relacji z konferencji obecnie są dostępne w Internecie starannie opracowane sprawozdania obrazujące efekty działań programu pod nazwą Kapitał Ludzki (KL). Na szczególną uwagę zasługuje - jak sądzę - referat zatytułowany "Wyzwania polityki społecznej w województwie pomorskim z uwzględnieniem sektora ekonomii społecznej" zawierający liczbowe dane odnośnie funkcjonujących na terenie województwa Spółdzielni Socjalnych, Centrów Integracji Społecznej, Klubów Integracji Społecznej, Zakładów Aktywności Zawodowej, Warsztatów Terapii Zajęciowej i Spółdzielń Inwalidów i Niewidomych. Bliższe objaśnienie tych inicjatyw podano w Wikipedii pod odpowiednimi hasłami.

Jestem zarazem przekonany, że społeczeństwo za mało jest informowane o wadze i osiągnięciach omawianych, ukierunkowanych na poprawienie niezadowalającego stanu naszego społeczeństwa działań wspomaganych z funduszy Unii Europejskiej. W wykładach i dyskusjach mówiono o problemach, od których rozwiązania zależy nasza przyszłość, których przezwyciężenie bez szerokiego wsparcia społecznego jest niemożliwe, a których próby pokonywania (jak choćby opisane konferencje i omawiane na nich wydarzenia) są praktycznie rzecz biorąc społeczeństwu nieznane. Nie wystarczy bowiem umieścić na stronach internetowych teksty dokumentów. Należy jeszcze wiadomości zgrupować i podać w formie przystępnej (tu widzę wielkie pole do działania dla "My Gdańsk"), zadbać o to, by internauta miał szansę natrafienia na odpowiedni link i w działającej na wyobraźnię formie miał przedstawioną wagę sprawy. Wyrażając się skrótowo, informacja musi być agresywna.

2011-07-13 (popr. -27)
SG.



Stach Głąbiński. POMORSKIE PARTNERSTWA NA RZECZ ROZWOJU.

Europejska Wspólnota Gospodarcza, by zapewnić swoim obywatelom pracę w godnych warunkach, stawia sobie za cel rozwój gospodarczy odbywający się w tempie nie mniejszym niż osiągany przez przodujące w skali światowej pod tym względem kraje. Niestety jest widoczne, że do osiągnięcia tego stanu wiele brakuje: Europa, niegdyś światowe centrum rozwoju, straciła swój dynamizm, została zdystansowana przez inne kraje, a jej osiągnięcia są znacznie poniżej możliwości stwarzanych przez posiadany potencjał kulturalny i cywilizacyjny. Dla poprawienia sytuacji opracowano, zatwierdzone następnie przez Radę Europejską na posiedzeniu w Lizbonie, wytyczne nazwane "strategia lizbońska". Jak czytamy, założone zostały przy tym jako podstawowe cztery kwestie: innowacyjności (gospodarka oparta o wiedzę), liberalizacji, przedsiębiorczości oraz spójności społecznej (aktywne państwo socjalne).

W ramach działań mających na celu realizację tych zamierzeń na terenie i w skali naszego województwa, 2010-12-07 Regionalny Ośrodek Europejskiego Funduszu Społecznego zorganizował w budynku Gdańskiego Parku Naukowo - Technologicznego konferencję p. t. "Pomorskie partnerstwa na rzecz rozwoju", gdzie partnerstwo oznacza równoprawne współdziałanie administracji, przedsiębiorstw i organizacji pozarządowych. Zapoznając obecnych z tematem obrad, prof. Witold Toczyski zwrócił szczególną uwagę na znaczenie w programie, o którym była mowa, konieczności silnego, nieformalnego powiązania administracji, nauki i przedsiębiorczości, oraz o zależności ogólnie pojętego rozwoju od innowacyjności i aktywizacji społeczeństwa. Zauważyłem jednak, że brak było tych elementów w sprawozdaniach wygłoszonych następnie przez przedstawicieli trzech powiatów i Gdańska. Niedostatek ten chyba wyniknął z przesadego skupienia się na wyliczaniu podejmowanych tematów, oraz zaangażowanych organizacji. Zapytany o przyczynę tej niezgodności prof. Toczyski przypisał ją błędom organizacyjnym popełnionym na szczeblu centralnym. Sądzę jednak, że ten rozdźwięk między założeniami a przedstawioną w formie sprawozdań praktyką przynajmniej częściowo wynika z braku umiejętności naszego społeczeństwa działania wspólnego, pozbawionego przymusu administracyjnego, a więc wymagającego odpowiedzialnego zaangażowania wszystkich uczestników, o czym zresztą autorzy wspomnianych referatów kilkakrotnie wspominali.

Ostatnim punktem programu konferencji były dyskusje w czterech grupach, którym organizatorzy przypisali konkretne tematy. Zarazem jednak - co uważam za zaletę - spontanicznie uczestnicy inicjowali nowe, odmienne wątki, co w sumie dało całość zbyt trudną do opisania w krótkiej relacji. W każdym bądź razie zwrócono uwagę na nikłe zainteresowanie i zaangażowanie ogółu obywateli, co skutkuje tym, że istniejące organizacje pozarządowe działają w rozproszeniu, pozbawione są dającej siłę jedności. Zarazem znamienne jest stwierdzenie autorstwa Michała Korczyńskiego i Moniki Sarapata, że "zadania ... powierzać należy raczej organizacjom pozarządowym niż instytucjom samorządowym. Chodzi przede wszystkiem o zmianę recepcji partnerstw, w której są one postrzegane jako twór administracyjny ...".

Czy konferencja osiągnęła mierzalny, rzeczywisty efekt? czy w ogóle zamierzenia strategii lizbońskiej są realne? trudno powiedzieć na podstawie kilkugodzinnej debaty. Wiadomo, iż w 2005 roku oficjalnie "przyznano, że strategia poniosła klęskę" (cytuję określenie prof. Toczyskiego), a obecne działania mają charakter ratunkowy. Widoczne jest również, że dla świadomości naszego społeczeństwa, którego aktywność jest warunkiem koniecznym dla całego przedsięwzięcia, potrzeba i sens partnerstwa nie istnieją, za co w dużej części odpowiedzialne są środki przekazu - tzw. media. Np. ja, dopiero czytając materiały informacyjne, które otrzymałem na konferencji, zrozumiałem, jak skomplikowaną i prowokującą pytania jest strategia lizbońska, oraz podobnie - będące jej częścią - partnerstwo. Żałuję, że te starannie przygotowane teksty nie zostały nam udostępnione wcześniej, przez Internet.



Daniel Passent w Gdańsku.


2010-04-08 znany publicysta Daniel Passent wystąpił na spotkaniu z członkami Gdańskiego Klubu Biznesu. Oficjalna część spotkania miała formę rozmowy, którą przygotowała i prowadziła z Autorem pani Dorota Sobieniecka przy ograniczonym udziale osób siedzących na sali, którzy kilkakrotnie dodawali swoje uwagi, lub zadawali pytania. Był również pod moją nieobecność dalszy ciąg, gdy podczas kolacji wszyscy mieli możność wziąć udział w swobodnej wymianie zdań.
W trudnym do zreferowania nawale poruszonych spraw zwróciło moją uwagę stwierdzenie DP., "jestem bezideowy". Nie zdążyłem poprosić o wyjaśnienie sensu tego zdania, przypuszczam jednak, że chodziło tutaj o częste, upraszczające sprawę utożsamianie idei z doktryną, co z kolei jest konsekwencją aktualnie istniejącej trudności zdefiniowania takich pojęć jak lewica, prawica, liberalizm i konserwatyzm. Przecież DP jest powszechnie uważany za lewicowca, co ze strony DS wyraziło się pytaniem o stan lewicy polskiej, a co zapytany niejako potwierdził podejmując tak podsunięty temat (z podaną przez DP mętną diagnozą nie zgadzam się, ale to już inny temat). Duża część rozmowy dotyczyła krytycznej oceny publicystyki polskiej, co doprowadziło dyskurs do omawiania ostatniego bestselleru Artura Domasławskiego pt. "Kapuściński non-fiction".
SG.

Forum Dialogu Publicznego.


2010-02-05 zapoczątkowało swoją działalność w Gdańsku debatą pt. "Komercjalizacja przestrzeni publicznej. Zagrożenie dla demokracji?" Adam Ostolski, członek stow. "Krytyka Polityczna", wykładowca socjologii na Warszawskim UM objaśnił, jak miasto, w którym mieszkamy, tworzymy wspólnoty towarzyskie, polityczne, które ma swoją historię itp., co razem nazywamy przestrzenią publiczną, zaczyna pełnić rolę terenu działań finansowych w sensie inwestycji, reklamy, praw własnościowych i in., czyli jest komercjalizowane i jakie są tego społeczne - na ogół niekorzystne - skutki. Szansa naprawy tej sytuacji stanowi partycypacja obywatelska, czemu poświęcił swój referat Dominik Krzymiński, socjolog, doktorant WNS UG. Z kolei dr Krzysztof Piekarski, wykładowca Instytutu Politologii UG krótko przedstawił problemy wynikające z komercjalizacji polityki, a w międzyczasie pytania i uwagi zgłaszali pozostali uczestnicy zgromadzenia, co wszystko z trudem zdołano zawrzeć w planowanym czasie czterech godzin. Z wielu wątków poruszanych w referatach i w dyskusji zwróciłem szczególną uwagę na podkreślaną niejednokrotnie wagę spontanicznie pojawiających się inicjatyw grupowych, które przy ogólnej bierności przybierają postać buntu nazywanego niekiedy warcholstwem i na przykłady form dialogu władzy ze społeczeństwem, który należy rozwijać. Zarazem obecność na sali radnych miejskich (Maciej Krupa PO z Gdańska i Bronisław Nowak UP ze Słupska), wydaje się, powiększa szansę realizacji wysuniętych propozycji, może sprawić, że dyskusja nie pozostanie próżnym gadaniem. Żałować należy, że zaproszenie na debatę nie zainteresowało radnych innych miast, szczególnie bliskiej Gdyni oraz Sopotu.
SG.

Pokaz filmu "Niezłomne".


W Świetlicy Krytyki Politycznej w Trójmieście przy ul. Nowe Ogrody 35 w Gdańsku we wtorek 12 stycznia o godz. 19.00 przygotowano pokaz filmu "Niezłomne" ("Iron Jawed Angels") w reżyserii Katji von Garnier, poprzedzony prelekcją dr Moniki Bokiniec (UG). Temat filmu dotyczy historii emancypacji kobiet i wchodzeniu ich w sferę aktywnej polityki, a jego projekcją uczczono zebranie ponad 100 tys. podpisów poparcia dla projektu obywatelskiego zmiany ustawy o ordynacji wyborczej uwzględniającej parytet płci.
"Niezłomne" to oparta na faktach historia, której akcja dzieje się na przełomie XIX i XX wieku. To opowieść o Alice Paul (Hilary Swank), znanej bojowniczce o prawa kobiet w USA. W 1913 roku wraz z Lucy Burns powołuje komitet ds. obrony praw kobiet. Organizacja przewodzi strajkom głodowym, demonstracjom przed Białym Domem i innym akcjom, które mają zwrócić uwagę opinii publicznej i spowodować m. in. uzyskanie przez kobiety prawa do głosu w wyborach. Pomimo tego iż sufrażystki dopięły swego w 1920 roku (amerykański Kongres uchwalił wtedy 19 Poprawkę do Konstytucji) Paul nie spoczęła w swoich działaniach. Wielokrotnie za swoje akcje protestacyjne była osadzana w aresztach. Stała się symbolem feminizmu i legendą jeszcze za życia. Zmarła w 1977 roku.
(filmweb.pl)

Stach Głąbiński. Centrum Społeczne Młodych Socjalistów.

2009-12-11 w Centrum Społecznym MS w Gdańsku przy ul. Jana z Kolna 8 Ryszard Senger (Rzecznik Praw Konsumenta w Kościerzynie), Roman Jarząbek (pracownik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta), Anna Gut (przedstawicielka Federacja Konsumentów w Gdańsku), oraz Zbigniew Szczypiński, były poseł na sejm, przy obecnych słuchaczach omawiali nadużycia popełniane przez banki i zwłaszcza innych pożyczkodawców wykorzystujących pułapki prawne stosowane przez nich w umowach. Z przytaczanych danych wynika konieczność dostarczenia ogółowi (szczególnie dotyczy to osób starszych i nie posiadających obycia z posługiwaniem się dokumentacją obrotu finansami) podstawowej wiedzy o postępowaniu przy korzystaniu z kredytu, co skutecznie od pewnego czasu wykonują aktywiści MS w ramach przedsiębranych akcji propagandowych.

W tymże lokalu 2009-12-14 temat "Więcej demokracji. Debata o wdrażaniu demokracji bezpośredniej" omawiali: Łukasz Zaremba (Krytyka Polityczna), dr Piotr Uziębło (Adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Instytucji Politycznych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, zarazem autor książki "Demokracja partycypacyjna" nakładu Centrum Badań Społecznych), oraz Maciej Narloch (prawnik, członek organizacji "Młodzi Socjaliści"). Rozmowa miała formę dyskusji prowadzonej przez Grzegorza Ilnickiego (wiceprzewodniczący Polskiej Partii Socjalistycznej).

Obecnie, gdy złożoność wynikająca z rozwoju cywilizacyjnego i mnogość członków społeczeństwa uniemożliwiają bezpośredni udział obywateli w zarządzaniu krajem, najbliższa ideałowi demokracji jest właśnie partycypacja realizowana przez instytucje takie jak np. referendum i debata publiczna. Ma ona liczne wady jak możliwość supresji mniejszości, manipulacji demagogicznej, czy wynikające z niedowładu intelektualnego mas podejmowanie błędnych decyzji, jednak zagrożenia te okazują się w praktyce niegroźne, a inne sposoby rządzenia są pod każdym względem gorsze. Mam wrażenie, że sprawność demokracji partycypacyjnej zależy głównie od świadomości i aktywności obywateli, które można kształtować przez działalność edukacyjną i praktykę udziału społeczeństwa we władzy wykonywanej na małą skalę (osiedle, partia, zakład pracy i tp.), gdzie do należytego zrozumienia celowości i istoty systemu dochodzi dużo łatwiej niż to ma miejsce w skali kraju. Zarazem stwierdzono, że Polska pod tym względem przedstawia się źle.

Stach Głąbiński. Spotkanie z trójmiejską Krytyką Polityczną.

2009-11-23 w nowootwartej gdańskiej świetlicy Krytyki Politycznej Paweł Śpiewak i Sławomir Sierakowski dyskutowali z udziałem publiczności o roli miłości, czy ogólniej - emocji w polityce lewicowej. Byłem tam, jednak zainteresowany nie tyle tematem sporu, ile instytucją noszącą nazwę Krytyka Polityczna, a szczególnie jej oddziałem trójmiejskim. W rezultacie, zamiast na gorąco spisać wrażenia z dyskusji, postanowiłem poczekać do następnego spotkania zapowiedzianego trzy dni później. Jakoż okazało się, że omówienie sylwetki Slavoja Żiżeka - lewicowego pisarza i myśliciela przez prof. Tomasza Szkudlarka całkiem odebrało mi ochotę zajmowania się poprzednim spotkaniem. Niestety - pojawiła się zarazem perspektywa uczestnictwa w dyskusji z Żiżekiem zapowiedzianej na następny dzień. Oczywiście wybrałem się tam i ze względu na napływ zainteresowanych odszedłem od drzwi zatarasowanych przez napierający tłum. Na koniec całkowitej zmiany swoich pisarskich zamierzeń dokonałem po przeczytaniu wywiadu w Gazecie Wyborczej, co miało zastąpić niedoszłą obecność na spotkaniu z pisarzem, gdyż całkowicie uwagę zwróciłem na kwestię uczestnictwa naszego trójmiejskiego społeczeństwa w rozmowach o polityce i na zdanie wypowiedziane o komunizmie przez SŻ.

O ile w tej drugiej kwestii spróbuję wypowiedzieć się osobno, przedstawiając swoją ukształtowaną opinię, to obserwacje poczynione nad uczestnikami spotkań dyskusyjnych potrafię przedstawić jedynie w postaci pytań:
Czy ogromne zainteresowanie Żiżekiem wynika z jego lewicowości, czy z opinii wiecznego i kwestionującego wszystko kontestatora? Na czym polegają i skąd powstają różnice między spotkaniami organizowanymi przez gdańską świetlicę KP z jednej a zebraniami Klubu WMP z drugiej strony? Czym należy tłumaczyć miałkość dyskusji wywołanej tematem tych licznych spotkań, w których miałem okazję w ciągu szeregu lat uczestniczyć (szczególnie zastanawia brak prób pisemnych, a więc dokładnie przemyślanych wypowiedzi)? Czy jest ona oznaką braku zainteresowania lub zaangażowania? - chyba nie? Przecież sądząc po obfitości blogów i komentarzy na tzw. forach reakcja w postaci uwag pisemnych jest w naszym społeczeństwie typowa. O czym świadczy wyraźny podział na dwie grupy wiekowe? Itp.

Na koniec pozostaje wspomnieć kwestię zainteresowania, jakie wzbudza samo środowisko Krytyki Politycznej i jego samookreślenie się w stosunku od innych znanych mi ugrupowań lewicowych. Wiele w tym widzę niezrozumiałych zjawisk, których wyjaśnienie - jak sądzę - spowodowałoby racjonalizację rozwichrowanego życia politycznego naszego kraju.

powrót do spisu tekstów



Stach Głąbiński. Refleksje po debacie nt. urbanistyki partycypacyjnej.

Ta publiczna debata odbyła się zgodnie z programem zapowiedzianym w zaproszeniu, jedynie zmieniono salę, którą zapełniła młodzież studencka i kilkoro seniorów. Prelekcja - jak sądzę - w znacznej mierze (szczególnie wątek poświęcony prawu) była przeznaczona dla studentów. W ogólnym zarysie chodzi o potrzebę aktywnego udziału mieszkańców w tworzeniu ładu przestrzennego osiedla czy nawet całego miasta. Mimo, iż partycypacja jest typowym zjawiskiem odbywającym się spontanicznie, wymaga ona jednak wspomagania przez odpowiednie przepisy prawne, oraz przez działanie organów administracji. Najwyraźniej sprawę postawiła objaśniająca kwestie prawne pani Magdalena Laskowska. Wg niej prawo, choć dalekie od ideału, stwarza dobre warunki, znacznie gorzej jest z przygotowaniem kadr administracyjnych, a fatalnie przedstawia się najważniejszy, decydujący czynnik. Chodzi mianowicie o społeczeństwo, które, by wykorzystać szanse jaką ludziom stwarza partycypacja w kształtowaniu miasta, musi wykazać własną inicjatywę w tym kierunku. Nie jest możliwe bowiem, by biernych mieszkańców pobudził do działania, lub wręcz - jak to postulował jeden z dyskutantów - wyręczał ich w decyzjach, wykształcony odpowiednio, uczciwy itd. urzędnik. Nie uczynią tego również najlepiej pomyślane przepisy prawne. Odwrotnie - to nacisk zabiegających o spełnienie swoich wyobrażeń o przyjaznym otoczeniu mieszkańców zdolny jest zarówno do utrwalenia odpowiednich norm prawnych, jak i do ukształtowania w środowisku urzędniczym postaw sprzyjających współpracy ze społeczeństwem. Odniosłem wrażenie, iż prelegentki nie zaprzeczając potrzebie zmian w prawie i w postępowaniu urzędników główną przyczynę polskiego braku omawianej partycypacji widzą w bierności mieszkańców i ich braku myślenia kategoriami wspólnego, grupowego interesu.

Mam wrażenie, że dyskusja nad przedstawionym tematem potwierdza pesymistyczny pogląd na morale naszego społeczeństwa. Uderzyła w niej skłonność do tak typowego u nas, bezrefleksyjnego narzekania na prawo i urzędy połączona z zupełnym brakiem uwzględnienia argumentacji przypisującej część winy za niedociągnięcia wskazanej bierności nas samych i pomijaniem zjawisk pozytywnych.

Nie jestem jednak przekonany, czy te krytyczne uwagi należy odnieść do ogółu osób na sali, czy tylko do obecnych przedstawicieli starszego pokolenia, którzy zabierali głos jako jedyni. Zastanawiam się, dlaczego młodzież nie odzywała się, a nawet opuszczała zgromadzenie jakby znudzona niewątpliwie uciążliwym gadulstwem starszego pokolenia. Czy po prostu poczuli się przytłoczeni potokami słów dostojnie na tle ich niedojrzałej postury prezentujących się seniorów, czy rzeczywiście nie mieli nic do powiedzenia?

Spośród wypowiedzi zwróciłem uwagę na wzmiankę Zbigniewa Szczypińskiego o wybudowanym siłami społeczeństwa przed 1939 rokiem pięknym osiedlu na Żoliborzu w Warszawie. Niestety nie mogłem zrozumieć, jaką tezę uzasadniał pan Zbigniew tym przykładem (narzuca się tu uwaga o wyższości wypowiedzi pisemnej, którą można przeczytać powtórnie). W moim przekonaniu, udana realizacja tego dzieła urbanistyki dowodzi słuszności twierdzenia trojga prelegentów o podstawowym znaczeniu inicjatywy społecznej nazwanej partycypacją. Bowiem choć nie można pominąć zasług np. Adama Próchnika, który znacznie przyczynił się do realizacji tej budowy, to jest faktem, że on i jemu podobni po prostu nadawali konkretną i sprawną w działaniu formę inicjatywie ludzi pracy, (przeważnie średnio uposażeni urzędnicy) członków żoliborskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Jestem przekonany, że gdyby obecnie istniała grupa ludzi nastawionych pozytywnie do wspólnego, zorganizowanego wysiłku, okazało by się, że i jednostki uzdolnione przywódczo i prawna podstawa przedsięwzięcia już są.

powrót do spisu tekstów



Stach Głąbiński. Re: Efekt Marksa. [IV 2008]

2008-04-08 Klub Krytyki Politycznej w Gdańsku i Naukowe Koło Filozoficzno-Artystyczne zorganizowały spotkanie - tzw. warsztaty otwarte z cyklu „Re: Efekt Marksa” prowadzone przez Ewę i Elżbietę Okroy. Niestety uczestnicząc nie dowiedziałem się nic szczególnego, gdyż w znanym mi anonsie nie podano, że można łatwo, przez e-mail, otrzymać literaturę wprowadzającą do tematu (wybrane rozdziały z "Kapitału" Marksa), a na dodatek obie prelegentki mówiły cicho i niewyraźnie. Uczestnictwo ograniczyłem więc do prostowania – błędnych jak sądzę – wyobrażeń o marksizmie przejawiających się w niektórych wypowiedziach dyskutantów. Głównie chodziło o częste przypisywanie materializmowi historycznemu treści moralizatorskich i filozoficznych, gdy w rzeczywistości chodzi w nim o poznanie obiektywnych praw opisujących społeczeństwo jako zbiór indywiduów w masie kierujących się głównie względami ekonomicznymi. Kontynuacja zajęć określonych jako warsztaty odbyła się na kilku następnych spotkaniach do końca roku akademickiego.