Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt


OPINIE. Autor: Senior. Część 2


Błędna polityka obronna polskich władz.

Według badań opinii społecznej 81 % Polaków było przeciwko obecności naszych wojsk w Iraku i tyle samo jest przeciw naszemu militarnemu udziałowi w wojnie w Afganistanie (w Niemczech podobnie jest 71 % przeciwników prowadzenia wojny w Afganistanie). Polskie władze prawicowe i liberalne naciskały od dłuższego czasu, by w Polsce Stany Zjednoczone zainstalowały wyrzutnie rakietowe dalekiego zasięgu. Przed wyborami prezydenckimi w USA prezydent Polski wymusił podpisanie umowy w tej sprawie z prezydentem Bushem. Miało to zwiększyć bezpieczeństwo kraju, choć wszyscy mający odrobinę zdrowego rozsądku wiedzieli, że to bezpieczeństwa nie zwiększy, lecz narazi Polskę na nie, gdyż rakiety te miały bronić nie Polskę, lecz Stany Zjednoczone przed atakiem ze strony Iranu. Po wyborze Barack’a Obamy na prezydenta USA polityka Stanów Zjednoczonych zmieniła się. Uznano, że rakiety nie są w pełni sprawne, a więc sprawa ich instalowania w Polsce i w Czechach jako elementów tzw. tarczy rakietowej jest nieaktualna. Lech Kaczyński w rozmowie z Obamą stwierdził z wyrzutem, że Polska jest ogromnie zawiedziona tą zmianą decyzji. ponieważ instalacja rakiet stała się niemożliwa, Polskie władze zaczęły naciskać na USA, by na terenie Polski powstała baza wojsk amerykańskich. 2-go grudnia 2009 roku w programi TVN Moniki Olejnik minister MON Klich oświadczył z dumą, że 10-go grudnia 2009 roku zostanie podpisana umowa o utworzeniu w Polsce bazy wojsk USA, oczywiście z całym jego wyposażeniem. W tym programie minister znów przekonywał Polaków, jakie to osiągnięcie, jak ono wzmocni Polskę i zapewni jej bezpieczeństwo. Polsce nie zapewnią bezpieczeństwa czułe stosunki z USA. Polska będzie bezpieczna, jeżeli stosunki USA z Rosją będą dobre i doprowadzą do zmniejszenia zbrojeń obu tych państw. Bezpieczeństwo będzie wtedy, gdy nad Polską nie będą latały rakiety. Rezygnacja z rakiet i bazy wojskowej USA ułatwi porozumienie z Rosją i doprowadzi do ograniczenia zbrojeń, co leży w interesie Polski. USA i Europa oczekują także dobrych stosunków Polski z Rosją. Istnienie bazy wojskowej USA w Polsce ze strony tych, którzy nienawidzą USA. Jesteśmy w NATO i to powinno wystarczyć. Mamy już doświadczenia z pobytu wojsk Związku Radzieckiego. Obce wojska gdy wejdą, to wyjść nie chcą. Ostatnio Japończycy mają już dość pobytu wojsk USA na Okinawie i żądają ich wycofania, ale amerykanie nie chcą opuścić wyspy, tylko proponują przemieszczenie baz w jakieś bardziej odludne miejsca. Chcemy mieć kłopoty, to zapraszajmy ich. W ostatnich dniach mieliśmy w Gdyni taką małą próbę. 25 października 2009 środki masowego przekazu relacjonowały sensacyjne zjawisko, a mianowicie wejście do portu w Gdyni okrętu wojennego USA, niszczyciela „Ramage”. Po kilku dniach pobytu tegoż okrętu i możliwości zwiedzania go przez ludność Wybrzeża, wychodząc w morze, w trakcie manewrowania rozległy się strzały z broni dużego kalibru – 4-5 strzałów. Okazało się następnego dnia, że były to strzały przypadkowe, które nastąpiły w trakcie czyszczenia broni. Tak się składa, że służyłem w wojsku na okręcie i wiem, że każdy członek załogi ma ustalone zadanie, jakie jest związane z manewrami wyjścia z portu, ale nie ma to nic wspólnego z bronią pokładową, a tym bardziej z czyszczeniem broni. Ponadto nawet śrutowej wiatrówki pneumatycznej nie wolno czyścić, kiedy jest załadowana. Jeśli tak było, jak stwierdziło dowództwo okrętu, to świadczy o bałaganie i braku elementarnego wyszkolenia załogi. totalna nieodpowiedzialność i nie zauważyłem w prasie ani w TV słowa ubolewania czy przeproszenia za wywołanie paniki i oddany strzał. Wystrzelone pociski trafiły w magazyny portowe. Na szczęście w tych pomieszczeniach ludzi nie było. Pociski padły także w pobliżu budynku Kapitanatu Portu. To wszystko działo się w zaprzyjaźnionym kraju i w trakcie pokojowej, przyjacielskiej wizyty. Po co zatem załadowano broń, zwłaszcza że na okręcie bywali zwiedzający polscy cywile, młodzież i dzieci. Wniosek nasuwa się jeden: należy omijać okręty amerykańskie w porcie gdyńskim szerokim łukiem.

Senior




Biedni finansują kryzys.

Co roku rośnie liczba biednych pracujących. W 2008 r. to 18% osób pracujących było zagrożonych ubóstwem, a w rodzinach mających czworo dzieci wskaźnik ten wynosił 45%. Szczególnie teraz, gdy możliwy jest tzw. ruchomy czas pracy. Minimalne wynagrodzenie jest dziś możliwe na poziomie o 90 zł wyższym od zasiłku dla bezrobotnych. Minimalna płaca netto 955 zł. (brutto 1278 zł.). <--!Zasiłki w Polsce są najniższe w Europie/--> Jeszcze gorsza będzie sytuacja w 2010 roku, gdyż płaca wzrośnie, ale zamrożone zostaną progi, które umożliwiają uzyskanie zasiłku. Płaca wzrośnie o ponad 30 zł., ale zasiłki znikną. Biedni nie mogą odliczyć ulgi, bo nie mają z czego. Nadal brak jest ustawy dotyczącej minimalnego wynagrodzenia. Postępuje ubożenie i pogarsza się sytuacja całych branż. Pracownik musi w każdej chwili otrzymać gorsze warunki, a jeśli nie wyrazi na to zgody, może być zwolniony. Dotyczy to także tych zakładów, które dobrze prosperują, jak np. hipermarkety. W ciągu roku 2009 o 44% wzrosło bezrobocie wśród absolwentów szkół, a w całej populacji zwiększyło się o 17%. Kiedy dorosłe życie zaczyna się od bezrobocia, rodzą się frustracje i demoralizacja. Aż 50% dzieci rodzi się w rodzinach żyjących na granicy minimum socjalnego. Rola tu dla samorządów, które odpowiadają za politykę prorodzinną, szkolną oświatę , opiekę społeczną i zdrowie. W tym samym czasie bogaci zarabiają miliony lub setki tysięcy, a rząd ma zamiar znieść ustawę kominową, by bogaci zarobili jeszcze więcej. Z roku na rok rosną długi pracodawców w związku z niewypłacaniem świadczeń pracowniczych. W 2008 roku wydano 8,5 tys. decyzji dotyczących należności dla 82 tys. pracowników na łączną kwotę ponad 91 milionów zł. 76% skontrolowanych pracodawców nie udzieliło urlopów w roku kalendarzowym. Łamanie norm czasu pracy i przepisów określających wysokość wynagrodzenia za godziny nadliczbowe jest wręcz zwyczajem.

Łącznie w wypadkach przy pracy w latach 2007-2008 poszkodowanych zostało 200 tysięcy osób, 1002 straciło życie, a prawie 1900 doznało ciężkich obrażeń.

W Polsce istnieje też groźne zjawisko rozwarstwienia społecznego. Wg badań uczonych amerykańskich, najniższy wskaźnik rozwarstwienia występuje w Japonii, Finlandii, Norwegii, Szwecji, Danii, w których to krajach wynosi on od 3,7 do 4,3. Średnia wartość tego parametru dla całej Europy wynosi 8, a dla Polski aż 13,7. Gorzej od naszego kraju przedstawia się sytuacja w tylko w Portugalii, USA (16), Turcji (17) i Meksyk (26). Zestawienie tych cyfr wskazuje, skąd rząd polski powinien czerpać środki na łatanie dziur budżetu.

W zakresie wskaźników społecznych Polska sytuuje się na szarym końcu UE. Polska jest jednym z krajów o najwyższym w Europie wskaźników ubóstwa. Z polskich badań wynika, że trwała bieda dotyczy około 10% populacji. Z raportu Komisji Europejskiej płyną jeszcze gorsze wskaźniki. Aż 29% Polaków żyje w skrajnej biedzie. 23 mln. Polaków miało dochody na poziomie min. socjalnego 2120 zł na 3 osoby, 2,5 mln. miało 920 zł na 3 osoby (skrajna bieda), 250 tys. pobierało zasiłki przedemerytalne poniżej 757 zł. netto, 650 tys. emerytów otrzymywało emeryturę poniżej 556 zł. netto, 240 tys. osób brało rentę socjalną poniżej475 zł. Łącznie 26 mln. ludzi żyło w biedzie. Aż 8% tj. ok. 180 tys. biednych pracujących stanowią osoby z wyższym wykształceniem. Istnieje współzależność między biedą a dzietnością: 57% biednych pracujących posiada rodziny wielodzietne. Wg ekspertów z Centrum Adama Smitha trzeba wydać na jedno dziecko od urodzenia do pełnoletności ok. 160 tys. zł = 750 zł na m-c. Dlatego należy podnieść podatki dla najbogatszych i zwolnić z podatków emerytów i rencistów. Przecież art. 20 konstytucji głosi, że polska gospodarka nie jest oparta na zasadach neoliberalizmu, lecz na zasadach społecznej gospodarki rynkowej. Pragnę nadmienić, że nauczyciel i doradca L. Balcerowicza, Jeffrey Sacks (USA) zmienił już zdanie i nie lansuje neoliberalizmu oraz terapii szokowych. Przyznał się, że to był błąd. Obecnie podaje jako przykład gospodarkę państw skandynawskich, która opiera się na gospodarce społeczno rynkowej. Prof. Stiglitz, amerykański noblista w dziedzinie ekonomii mówi, że gospodarka polska nie musiała przechodzić w sposób dziki szokowej kuracji, lecz mogła rozwijać się na zasadzie gospodarki społecznej. Taka właśnie gospodarka jest zapisana w naszej konstytucji, jednak wszystkie polskie rządy nie realizowały tego zapisu konstytucyjnego, a więc łamały i nadal łamią podstawowe prawo naszego państwa.

Senior

Komentarze:

Stach Głąbiński. Poważną wadą tekstu jest brak informacji o źródłach danych statystycznych, co uniemożliwia rozumienie ich znaczenia. I tak np. wskaźnik rozwarstwienia może to być często stosowany iloraz średniej zarobków 10% najbogatszej części społeczeństwa i średniej 10% najbiedniejszych, a może stanowić rzadziej stosowany podobny stosunek liczony dla wydzielonych w podobny sposób 20-procentowych grup. lub jeszcze inaczej. Koniecznie też należy wyjaśnić, czy niespotykane ujęcie zarobków „na 3 osoby” (np. 2120 zł) oznacza, że uwzględniono tylko rodziny 3-osobowe, czy też chodzi o dochody przypadające na jednego członka rodziny, który czytelnik ma sobie sam obliczyć dzieląc podaną kwotę przez 3 (np. 2120:3=769,67), czy też jest mowa o zupełnie innym ujęciu. Z kolei postulat podwyżki dla emerytów budzi zastrzeżenia zarówno co do tego, że przecież część emerytur są to kwoty więcej niż wystarczające do zapewnienia godnych warunków, a również razi pominięcie innych grup równie wymagające wyrównania, jak choćby wspomniane, cierpiące biedę rodziny wielodzietne.




Chore pomysły PiS-u.

PiS stara się zwrócić uwagę mediów inicjatywami, które mają uczynić Polskę pośmiewiskiem Europy i świata. W ramach debaty „w obronie krzyża” w Senacie pojawił się pomysł wystąpienia Polski spod jurysdykcji trybunału w Strasburgu. Oznaczałoby to wystąpienie naszego kraju z Rady Europy, instytucji skupiającej prawie wszystkie kraje naszego kontynentu (o 20 więcej niż liczy Unia Europejska), a troszczącej się o przestrzeganie praw człowieka i utrwalanie demokracji.

Sugestie takie ogłosili senatorowie PiS-u, a wspierał je propagandowo europoseł Migalski, twierdząc, że lepiej odejść z Rady, niż „być zmuszonym do zdjęcia symboli męki Chrystusa”. Do Rady nie należą tylko dwa autorytarne kraje Europy – Białoruś i Watykan. I to w tym towarzystwie PiS i Migalski chcieliby widzieć Polskę.

Ogłosił również chęć oddania pod głosowanie w Sejmie projekt swojej „Konstytucji RP”. Zdaniem specjalistów od prawa konstytucyjnego przyjęcie tego dokumentu cofnęłoby Polskę o osiemdziesiąt lat, do czasów międzywojennych. Taka konstytucja uwieczniła by klerykalizację naszego kraju, oraz ograniczyła demokrację. Obecność krzyża w budynkach publicznych zalegalizowano by konstytucyjnie. Nawet współpracownik Lecha Kaczyńskiego Paweł Wypych zauważył, że zawierałaby ona przesłankę, na mocy której w Polsce należałoby zdelegalizować rozwody. Zakazano by w Polsce kiedykolwiek w przyszłości konkubinatów, zadekretowano by ochronę życia poczętego. Z państwa wyznaniowego stalibyśmy się więc krajem wprost katolickim. Projekt jest pozbawiony zakazu dyskryminacji i zasady, że „Polska jest demokratycznym państwem prawnym”, oraz przepisu stanowiącego, że państwo zachowuje neutralność w sprawach światopoglądowych. Konstytucja obdarzyłaby większą władzą prezydenta, zburzyłaby także w znacznej mierze trójpodział władzy, dając prezydentowi nadzór nad sędziami, a rządowi nad prokuratorami. Należy to wszystko uświadomić społeczeństwu, by wszyscy wiedzieli, jak głosować, co PiS pragnie uczynić z Polski.

Senior




Religia w Austrii.

W Austrii powstała „Krajowa Rada Osób Bezwyznaniowych”. W skład Rady wchodzą stowarzyszenia skupiające agnostyków, ateistów i wolnomyślicieli. Na czele tej organizacji stanął prof. Heinz Oberhummer – jest on fizykiem teoretykiem i humanistą.

Rada pragnie połączyć wysiłki i zaprosić do współpracy wszystkie osoby pozostające poza związkami wyznaniowymi i Kościołami. Wszystkich, którzy mają humanistyczne, prospołeczne i demokratyczne poglądy. Głównym celem jest promowanie świeckości, a zwłaszcza pełnego rozdziału państwa i religii. Pragną także w kwestiach praktycznych pomagać osobom, które opuszczają organizacje religijne. W Austrii jest obecnie 1,8 miliona osób nienależących do żadnej organizacji religijnej, co stanowi 21% ogółu obywateli. Rocznie przybywa 100 tys. takich osób. Tak wielka część społeczeństwa była pozbawiona swojej reprezentacji. Obecnie odbywa się wielka ogólna narodowa debata na temat krzyży wiszących w szkołach i przedszkolach. Austria jest krajem, w którym liczba katolików spadła poniżej 2/3 wszystkich mieszkańców.

Bezpośrednie i pośrednie przekazywanie pieniędzy dla Kościołów kosztuje Austrię 2,5 miliardów rocznie i jest ono ponoszone także przez osoby bezwyznaniowe. Austria jest katolicka tak jak Polska, a jednak świadomość obywateli i tolerancja są na innym, wyższym poziomie.

Senior

Komentarze:

Stach Głąbiński. Również znaczna część członków Kościoła katolickiego odmawia podporządkowania się trwającej od średniowiecza, sprzecznej z założeniami chrystianizmu, tradycji łączenia kultu z udziałem we władzy i z dominacją kleru, co nazywamy klerykalizmem. Katolicy ci utworzyli stowarzyszenie pod nazwą Wir sind die Kirche, które w krótkim czasie uzyskało zasięg międzynarodowy (my jesteśmy Kościołem). W polskim języku informację o tym znam jedynie w źródłach kościelnych.




Nie ma dziś pełnej suwerenności.

Polscy politycy boją się powiedzieć obywatelom, że konieczne jest zwiększenie znaczenia działań podejmowanych wspólnie przez liczne państwa czy narody, a przemilczając tą prawdę, działają na szkodę Polski. Bo tylko silna politycznie i ekonomicznie Unia Europejska może być graczem, który zmieni świat na lepsze. Wie to Rosja, której władze właśnie testują, z kim warto zawrzeć sojusz strategiczny. Wg profesora Zbigniewa Madeja z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN – ten z kim Rosja się zaprzyjaźni, będzie współrządzić światem przez następne pięćdziesiąt i więcej lat. Takim partnerem może stać się UE, ale Polacy utrudniają ten proces negocjacyjny, podnosząc zaszłości historyczne. Nasza głupia polityka zagraniczna i źle rozumiana racja stanu mogą doprowadzić do zablokowania porozumienia UE – Rosja. Bo to albo tarcza antyrakietowa, albo instalacja rakiet, albo propozycja zburzenia Pałacu Kultury, albo awantura w Gruzji i groźne wykrzykiwanie prezydenta Polski, że przyjechał walczyć. Dziś już wiadomo, że incydent wywołał Saakaszwili. Gdyby Europa zawarła ten sojusz, uzyskała by dostęp do najważniejszych złóż surowców na obszarze byłego ASRR. Rosja już zawarła z Pekinem układ energetyczny, pod którego kontrolą znajdują się nie tylko azjatyckie, ale i afrykańskie bogactwa naturalne. Podobne porozumienie zawarte przez UE zwiększyło by znaczenie w świecie nie tylko Europy, lecz również i samej Polski.

Nasze rządy wolą jednak optować w UE za strategicznym sojuszem z USA, które są właśnie dzisiaj bankrutem gospodarczym i są finansowo uzależnione od Chin. Stany Zjednoczone posiadają już 9 bilionów dolarów długu wewnętrznego i kilka bilionów zewnętrznego wobec Chin. Taki sojusz wzmocniłby tylko Stany Zjednoczone i uniemożliwił prowadzenie samodzielnej polityki Unii Europejskiej. Nasze rządy nie potrafią myśleć strategicznie, tylko od wyborów do wyborów. Dlatego premier Marcinkiewicz zlikwidował Rządowe Centrum Studiów Strategicznych, gdyż zbytnio absorbowały go bieżące walki polityczne.

A przecież pewne sprawy, pilne zadania były przez ekspertów przewidziane. Np. problemy w energetyce jak potrzeba budowy nowych bloków energetycznych i remonty zbudowanych wiele lat temu, czy zagrożenia ekologiczne, walące się wiadukty itp. Ale w polskim rządzie stratedzy zatrudnienia nie otrzymują. W kontaktach z Rosjanami potrafimy rozmawiać tylko na trzy tematy – Katyń, Charków, Miednoje.

W lutym 2006 roku na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium ówczesny minister Obrony Narodowej Radosław Sikorski został ostro przywołany do porządku przez Angelę Merkel, gdy powiedział, że „rura bałtycka to tak jak pakt Ribentrop-Mołotow” budząc niesmak również innych dyplomatów. Zażądał również wycofania się Niemiec z tego układu w sprawie rury na dnie Bałtyku.

Rosja dostarcza Polsce 100% importowanego gazu, t. j. ponad połowę gazu jaki w ogóle zużywamy, a także około 95% ropy naftowej (było by 100%, gdyby Gierek nie wybudował Portu Północnego). Jest to rezultat uczestnictwa Polski w byłym RWPG. Jednak kraje tego nieistniejącego już bloku (Czechy, kraje nadbałtyckie i in.) prowadzą politykę wobec Rosji bardzo ostrożną i wyważoną, natomiast polscy prawicowi politycy zadzierają z Rosją przy każdej okazji pakując się przy tym w różne awantury. Dużo - i to w tonacji bezpieczeństwa narodowego - mówi się o potrzebie dywersyfikacji energii, tyko nie ma skąd. Próbowano z Norwegii, ale wychodzi, że będzie o 40% drożej. Ponadto należy zbudować rurociąg, ale nie ma na to pieniędzy, gdyż banki nie chcą się w to angażować. Wobec tego uzależnienie Polski od Rosji ostatnio zwiększyło się. Polska jest zbyt biedna, by samodzielnie pojąć się takiej inwestycji. W ostatnich dniach podpisano nowy układ o dostawach energii z Rosji, to prawica natychmiast krzyczy, że na zbyt długi okres (chodzi o 15 lat). Polscy politycy chcieliby zbudować rurę lub naftoport w ciągu jednej kadencji, ale to się nie uda, bo są to inwestycje kapitałochłonne i czasochłonne, a każda ekipa ma inny pomysł.

Polska mało sprzedaje towarów do Rosji i dlatego nie ma czym płacić. Deficyt w handlu z Rosją wynosi już 10 miliardów dolarów USA rocznie. Polskie rządy nie mogą zrozumieć, że to już inna Rosja, bo zaślepia ich nienawiść i tracą zdrowy rozsądek. Bo Polska to podobno taki człowiek, który stracił zdolność logicznego myślenia, ale nie stracił jeszcze mowy. Rosję należy traktować jako partnera a nie wroga. Jesteśmy uzależnieni od Rosji i na to nie ma rady. Jesteśmy też sąsiadami, łatwo więc prowadzić handel. Ale duży handel ma to do siebie, że musi być ulicą dwukierunkową. Dzisiaj Polska zbyt mało sprzedaje na rynku rosyjskim, by pokryć ogromne zakupy energetyczne. Ujemne saldo obrotów z Rosją wyniosło w 2008 roku 12 miliardów i będzie rosło, jeżeli nie zmienimy naszej polityki wobec Rosji. Wielokrotny wzrost cen ropy naftowej i gazu na świecie spowodowany wojną w Iraku sprawił, że Rosja ma pieniądze i kupuje na świecie, co chce. Nie ma tam niedoboru towarów konsumpcyjnych i inwestycyjnych. Rosja spłaciła już wszystkie długi zagraniczne i zgromadziła duże rezerwy dewizowe. Radykalnie zmieniła się polityka wobec Rosji USA i krajów UE. Natomiast Polska dalej karmi się fobiami antyrosyjskimi. Rosja potrafi się dogadać z każdym, nawet z USA, z wyjątkiem Polski, która stała się dla niej przez to krajem marginalnym.

Wszystkie rozmyślania rządu i prawicy nie mają już znaczenia, gdyż 5-go listopada 2009 roku rząd Szwecji wyraził zgodę spółce Nord Stream na budowę gazociągu na wodach międzynarodowych. Tego samego dnia rząd Finlandii zgodził się, by ta sama spółka budowała na fińskich wodach Gazociąg Północny, którym rosyjski gaz omijając Polską, Białoruś i Ukrainę ma popłynąć przez Morze Bałtyckie bezpośrednio do Niemiec. Fiński odcinek będzie wynosił 375 km. Niemcy jako jedyny kraj mają dziś 10% udziałów w „Gazpromie”, a w przyszłości staną się centrum dystrybucji rosyjskiego gazu na cały stary kontynent.

Kiedyś historycy będą się zastanawiać, jak głupie rządy miała Polska, jak to się stało, że mając takie położenie geograficzne między Rosją a Niemcami i dalej Holandią, Belgią, Francją, nie potrafiła tego położenia wykorzystać. Ale był taki wicepremier, któremu podlegały sprawy finansowe i gospodarcze, który z trybuny sejmowej powiedział „nie ważne czy Polska będzie biedna czy bogata, ważne aby była chrześcijańska”.

Senior

Komentarze.

Stach Głąbiński: Artykuł wymaga gruntownego przepracowania. Np. tytuł nie odpowiada treści, która dotyczy nie tyle suwerenności, ile antyrosyjskiej fobii polskiej prawicy. Jeżeli rzeczywiście opisany układ Rosji z Chinami, różny znaczeniem od umów handlowych z UE istnieje, należy podać źródło tej wiadomości, gdyż fakt jest nieznany. Niezrozumiałe jest wtrącenie uwagi o braku polskiego planowania strategicznego. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że poprawienie relacji międzyrządowych może zmienić bilans. Restrykcje rosyjskie takie jak zakaz przywozu polskiego mięsa spowodował straty liczone w milionach zł, co, w stosunku do dwukrotnie w różny sposób wspomnianego długu 12 (10?) miliardów dolarów, jest niezauważalne. Przypuszczalnie więcej straciliśmy na braku opłat tranzytowych za gaz, ale budowa bałtyckiego gazociągu już jest w toku i naprawa zła jest niemożliwa. Należy zastrzec, że skomplikowane kwestie ekonomiczne są przedstawione w uproszczeniu, co w opisie stanu finansów Rosji, USA i Chin przekracza granice błędu. Zarazem w artykule rażą dłużyzny i powtórzenia np. w nieproporcjonalnie do innych wątków rozbudowanej kwestii rury bałtyckiej, a szczególnie w nadmiarze wtrącanych wielokrotnie uwag wartościujących o postępowaniu rządów polskich względem Rosji, pozbawionych wartości merytorycznej.




Pochodzenie Europy.

Przez większą część swojej historii Europa rozwijała się bez chrześcijaństwa, które włączyło się w życie europejskie, gdy Konstantyn Wielki w IV wieku naszej ery ustanowił je religią państwową. Było to mu potrzebne do umocnienia panowania . Klerykałowie mówią o korzeniach i wartościach chrześcijańskich Europy. Należy zapytać: jakiego chrześcijaństwa? Jest ono przecież podzielone nie tylko formalnie na wyznania, lecz również w kwestii interpretowania wartości. Są przecież spory dogmatyczne, a nawet wzajemne wyklinanie się chrześcijan. W chrześcijaństwie nigdy nie było jednolitości wierzeń. Azjatyckie chrześcijaństwo włączyło się w życie europejskie tylko na pewnym obszarze Europy, na tym którym władał Konstantyn Wielki. Dopiero od VIII wieku stało się w Europie potęgą dominującą na terenie Islandii, Anglii, Niemiec, Lombardii i Skandynawii. W VIII – XI wieku nastąpiła chrystianizacja Słowiańszczyzny, a więc Słowacji, Czech, Polski, Słowacji i Słowenii. Jeszcze później, bo od IX do XI wieku akcję misyjną przeprowadzono wśród Węgrów, Finów i ludów bałtyckich. Takie są fakty.

Europa od zarania jej dziejów.

Europa ma własne korzenie. Na długo zanim powstało chrześcijaństwo, Europa miała już własną tożsamość kulturową. Chrześcijaństwo natomiast przyniosło do Europy władczy stosunek do świata, stosunek pana a nie współmieszkańca. Cywilizacja ludzka cofnęła się na korzyść cywilizacji Boga, a tak naprawdę papieża.

Dziedzictwo europejskie sięga kultury egejskiej, czyli epoki brązu na obszarach leżących w basenie Morza Egejskiego. Najwcześniej kultura ta rozwijała się na Krecie, następnie w Grecji i wzdłuż zachodnich wybrzeży Azji Mniejszej. Stała się kolebką kultury greckiej a tym samym cywilizacji europejskiej. Na Krecie powstało pierwsze zorganizowane państwo w Europie i rozwinęła się wysoka cywilizacja, a sztuka i rzemiosło osiągnęły poziom niespotykany wcześniej. My Europejczycy jesteśmy spadkobiercami w pierwszym rzędzie kultury greckiej – duchowej i materialnej. Stworzyła ona fundamenty pod europejski system wartości i dała podstawę naukom ścisłym i humanistycznym. Świadczą o tym choćby znane słowa „teatr”, „apteka”, „mit”, „stadion”, „historia”, „fantazja”, „problem”, „komedia”, „stomatologia”, ”farmakologia”, ”ginekologia”, „ortopedia”, etc. Filolodzy oceniają, że około 30% słownictwa jest pochodzenia grecko-łacińskiego. Po starożytnych Grekach odziedziczyliśmy znacznie więcej. Dali oni Europie poczucie piękna i estetyki. Bez Grecji nie mielibyśmy teatru. To Grecy wymyślili najważniejsze gatunki literackie. Tam narodziła się epika, liryka, tragedia i komedia. Na greckim teatrze do dziś wzorowane są amfiteatry. To jońscy filozofowie położyli podwaliny pod naukę, dając jednocześnie początek filozofii europejskiej wprowadzającej ład w ludzkie życie wskazując, co należy czynić, a czego unikać. Byli inspiracją dla nowożytnego pojęcia wolności jednostki. Celowali w tym cynicy, którzy odrzucali niewolnictwo. Ideę równości i braterstwa przejęli po nich stoicy. Z Grecji przyjęty został także duch fair play obowiązujący sportowca.

Również demokracja europejska ma swój początek w greckim systemie ludowładztwa, a fundament Europy zbudowany został na pogańskim, ale jakże cywilizowanym prawie rzymskim. Odegrało ono rolę w tworzeniu współczesnych systemów prawnych, szczególnie w prawie cywilnym. Obecnie wszystkie systemy prawne Europy są mniej lub bardziej oparte na tradycji rzymskiej. Do dziś mocy nie tracą podstawowe maksymy prawne („prawo nie działa wstecz”, „nikogo nie należy karać drugi raz za to samo”, „wszelkie wątpliwości powinny być interpretowane na korzyść obwinionego”.

Kontynent europejski odznacza się różnorodnością wciąż żywych kultur narodowych. Przez wieki wpływ na Europę wywierały kultury Celtów, Germanów, oraz Słowian. Celtowie dali wiele z dziedziny muzyki, zagadkowych budowli, wzorów i symboli. Germanowie dali Europejczykom swój cudowny świat fantazji. Od tych kultur możemy nauczyć się szacunku dla przyrody. Drzewa i lasy były dla nich czymś świętym. Na tożsamość kulturową Europy wpływ wywarł też judaizm, choć powstał poza jej granicami. Częściowo bezpośrednio, częściowo za pośrednictwem chrześcijaństwa uwidocznił się w sferze religii i etyki. Islam też nie jest nowym zjawiskiem w Europie. Po „cudzie greckim” zaistniał „cud arabski”, jakim byli uczeni muzułmańscy. Filozofowie i uczeni arabscy wpłynęli na rozwój matematyki i innych dziedzin nauki. Przykładem kulturalnego rozkwitu islamu był rozwój Andaluzji.

W trakcie dyskusji nad obecnością krzyży w szkołach i urzędach często słyszymy, że bez chrześcijaństwa nie było by europejskiej cywilizacji. Jak widać z tego wywodu, jest to wielka przesada, a nawet kłamstwo wmawiane ludziom nie znającym historii, ale także historii chrześcijaństwa, wewnątrz którego toczyły się walki. Bywało, że istnieli jednocześnie dwaj lub trzej papieże i nie wiadomo, którego należało uważać za właściwego. Było przecież 42 antypapieży. Ale chrześcijaństwo przyniosło też do Europy świętą inkwizycję, która działała przez około 500 lat, co doprowadziło do tortuurowania ludzi, którzy myśleli inaczej i stosów na których w bólu spłonęły tysiące kobiet i mężczyzn. Inkwizycja była hamulcem rozwoju nauki. Przykładem może być osądzenie przez św. inkwizycję Giordano Bruno w XVI wieku (filozof, dominikanin oskarżony o herezję, gdyż propagował teorię Kopernika, więziony przez 7 lat i spalony na stosie po uprzednim wbiciu mu w gardło kołka). Innego włoskiego uczonego i filozofa, Galileusza, który też bronił Kopernika, również czekał stos, ten jednak ugiął się i odwołał swoje uprzednie twierdzenia; mimo tego tylko zamieniono mu karę na dożywotnie więzienie domowe. Jak wyliczył Wolter, ofiar inkwizycji było 9 468 800. Chyba powinien kościół katolicki wynieść te ofiary zbiorowo na ołtarze jako męczenników wzorem postulowanego przez katolików polskich beatyfikowania ofiar komunizmu? Należało by też wspomnieć o wymordowaniu milionów Indian szczególnie w Ameryce Środkowej i Południowej.

Przykładem przejawów obskurantyzmu chrześcijańskiego jest stwierdzenie papieża Grzegorza VI żyjącego w X stuleciu, że „niewolnictwo jest matką prawdziwej pobożności”. Była to epoka zaniku tradycji klasycznych w prowadzeniu badań naukowych i medycznych. Niszczono cenne zbiory ksiąg. O teatrze biskupi mieli takie zdanie, że przy pomocy widowisk szatan chce odtworzyć pogaństwo. kres położono nawet zawodom sportowym w postaci igrzysk olimpijskich urządzanych od roku 776 przed naszą erą do roku 392 naszej ery. Medycyna starożytna była traktowana jako twór pogański, skutkiem czego śmierć zbierała obfite żniwo. Brud stał się atrybutem świętości i umartwienia ciała.

Pierwszą w Polsce sekcję zwłok przeprowadzono w Gdańsku w XVI wieku, ale tylko dlatego, że panował tu protestantyzm, na pozostałym terenie nie było to możliwe. W Gdańsku istniało tzw. Gimnazjum Akademickie, gdzie wykładano matematykę, astronomię, medycynę i inne nauki przyrodnicze. Synowie polskiej szlachty przyjeżdżali do Gdańska z całej Polski, by tu studiować właśnie nauki ścisłe i przyrodnicze.

Europa zmienia się i przestaje być monolitem chrześcijańskim. Staje się coraz bardziej wielowyznaniowa, a nawet wieloświatopoglądowa, a proces ten nadal będzie postępował. Dlatego argument o chrześcijańskich korzeniach Europy jest dyskusyjny i będzie tracił znaczenie.

Senior.




Emigrant polski

W ciągu ostatnich 5 lat z Polski wyjechało prawie 1,2 mln. ludzi, zwiększając do 2,3 mln. liczbę Polaków mieszkających obecnie za granicą. W ciągu tych ostatnich pięciu lat Polacy za granicą zarobili 125 mld. euro. Przysłali z tego do kraju prawie 21 mld. euro. Przeciętne wynagrodzenie Polaka to około 1,3 tysięcy euro miesięcznie. Otrzymujemy więc średnio 7,5 euro za godzinę, czyli mniej niż obywatele wszystkich krajów wchodzących w skład dawnego imperium brytyjskiego. Dzieje się tak dlatego, że tamci znają język swojego dawnego kolonizatora. Polacy zarabiają więcej jedynie od Bułgarów i Rumunów.

Zarobki Polaków kształtują się następująco: poniżej 1 tys. euro zarabia 10%, powyżej 5 tys. – 3%, od 3 do 5 – 12%, od 1 – 3 tys. euro – 75%.

Jest jeszcze jedna cecha typowa dla Polaków – brak solidarności i wzajemnej pomocy. Pracownicy innych narodowości postępują inaczej - pomagają sobie wzajemnie. Natomiast my głównie konkurujemy ze sobą i nawet oszukujemy się nawzajem. Jeżeli ktoś może kogoś oszukać lub okraść, to tylko Polak Polaka.

Sondaż przeprowadzony przez „Polskich Badaczy Internetu” wykazał, że aż 66% badanych polskich emigrantów uważa swoje zarobki za wystarczające. Twierdzą, że żyją w pełnym dostatku. Jeżeli tęsknią to nie za Polską jako taką, ale za rodziną, przyjaciółmi i polskim jedzeniem. Zdecydowana większość, bo ponad 65% pracuje na etacie ze wszystkimi zabezpieczeniami. Pracodawcy nie zmuszają do zakładania własnej działalności gosp., jak to jest w Polsce. Własną działalność prowadzi tylko 9% rodaków.

Aż 75% polskich emigrantów ma oszczędności – w Polsce tylko 23%. I deklarują, że pieniądze te przeznaczają na turystykę, podróże, oraz wypoczynek. Dopiero później myślą o przesyłaniu pieniędzy do kraju. Do kraju wpłynęło więc w okresie tych pięciu lat 23 mld. euro i miało to znaczenie dla złagodzenia skutków kryzysu, poprawiło saldo polskiego bilansu płatniczego, a wpłynęło także na domową sytuację materialną wielu polskich rodzin. Przysłane pieniądze pracują, wspierają lokalne rynki, trafiają do firm budowlanych i sklepów. Korzystają firmy przewozowe, produkcji materiałów budowlanych, branża telekomunikacyjna i inne. Głównie jednak korzysta szeroko pojęty handel. W wyniku tej emigracji zwiększyło się w kraju zainteresowanie uczęszczaniem do szkół zawodowych, dających określony fach przydatny za granicą. Wzrosło też zatrudnienie nauczycieli w tych szkołach. Ale są też skutki negatywne, gdyż tak duży ubytek produktywnych, dynamicznych ludzi nie może pozostać bez wpływu na przyszłość naszego kraju. Należy też pamiętać o skutkach społecznych, gdyż w Polsce mamy już ponad 50 tys. eurosierot mających co najmniej jedno z rodziców za granicą.

Jest to w dużej mierze emigracja przymusowa, wynikająca z dużego bezrobocia w Polsce i z niemożności zdobycia przez młodych ludzi mieszkania. Należy pamiętać, że obecnie w wieku rozrodczym znajduje się wyż demograficzny, a ostatni rok tego wyżu miał w 2009 roku 24 lat.

Prof.. Kowalski uważa taki rozmiar emigracji za zło, mniejsze zło, ale zło i oskarża polską politykę gospodarczą. Złem jest wyjazd dziesiątków tysięcy specjalistów wykształconych kosztem całego społeczeństwa, z któ®ych umiejętności i wiedzy korzystają inne państwa. Ponadto wszystkie prowadzone badania pokazują, że ci którzy na obczyźnie spędzą ponad pięć lat, na ogół zostają już tam na zawsze, a co najmniej do uzyskania zachodnioeuropejskiej emerytury. Już obecnie co trzeci emigrant zarzeka się, że do Polski na stałe nie wróci, a więc choć pod przymusem ekonomicznym, wielu woli żyć w opiekuńczym kraju zachodnim, a do Polski przyjeżdżać tylko na święta.

Senior




Święto narodowe Polski.

Na uroczystości, jaka się odbyła z okazji Święta Niepodległości w Nowym Sączu, prezydent RP Lech Kaczyński powiedział: "Ta niepodległość nie przyszła sama. Trzeba było ją wywalczyć." A jak było naprawdę, jak ta walka wyglądała i przebiegała?

Prawie przez cały okres II RP trwały dyskusje i spory, jaki dzień należy uznać za święto narodowe niepodległości. Rozstrzygnięto tę sprawę dopiero 23 kwietnia 1937 r. w ustawie o Święcie Niepodległości. Czyli prawie przez całe dwudziestolecie 11 listopada nie był świętem narodowym, do którego nawiązuje obecnie polska prawica. Dopiero w tej ustawie ustanowiono dzień 11 listopada jako rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości i w konsekwencji jako dzień wolny od pracy. Chodziło o podkreślenie roli Józefa Piłsudskiego, który 11 listopada otrzymał władzę, przekazaną przez Radę Regencyjną, która była powołana przez rządy Niemiec i Austro-Węgier. Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość już 14 października 1918 r., ale ówczesne główne siły polityczne - endecy, socjaliści i ludowcy - nie uznali tego za akt założycielski niepodległej Polski. Przyjęto datę 11 listopada, gdyż w tym dniu został podpisany akt kapitulacji Niemiec.

Ponieważ w Rosji już rok wcześniej wybuchła rewolucja i powstała republika, w całej zaś Europie były nastroje rewolucyjne - w Polsce w listopadzie 1918 r. powstała Republika Tarnobrzeska, a w Niemczech Republika Weimarska - dlatego w obawie przed przejęciem władzy przez siły rewolucyjne, Niemcy wypuścili z więzienia Józefa Piłsudskiego, licząc na to, że opanuje on sytuację w Polsce.

Dzisiejsze opowiadanie, że wywalczono niepodległość, jest fałszem. Władza leżała na ulicy. Żołnierze niemieccy dobrowolnie oddawali broń ludności Warszawy. Był to efekt szczęśliwego dla Polaków finału I wojny światowej, gdyż dwaj zaborcy ponieśli klęskę militarną, a trzeciego pokonała rewolucja.

W sierpniu 1917 r. Roman Dmowski stanął na czele Komitetu Narodowego Polskiego. Dzięki staraniom Dmowskiego szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch 3 czerwca 1918 r. uznali odbudowę niepodległej Polski za warunek trwałego pokoju w Europie.

Natomiast dla niepodległościowej lewicy demokratycznej (socjalistów) dniem niepodległości był 7 listopada, gdyż w tym dniu powstał w Lublinie wrogo nastawiony do Rady Regencyjnej Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. W tym samym dniu wydano manifest, skierowany do "do Ludu Polskiego". Zapowiadał on przeprowadzenie wielkich reform politycznych - równouprawnienie wszystkich obywateli, oraz reform społecznych - przymusowe wywłaszczenie i zniesienie wielkiej i średniej własności ziemskiej oraz oddanie jej w ręce ludu, upaństwowienie głównych gałęzi przemysłu, prawną ochronę pracy, ubezpieczenie od bezrobocia, chorób i na starość, wprowadzenie powszechnego obowiązku leczenia oraz bezpłatnego i świeckiego nauczania. Manifest Rządu Ludowego wiązał ideę niepodległości z ideą demokratyczną i społeczną.

Przez całe 20-lecie Polska Partia Socjalistyczna oraz inne ugrupowania lewicowe, a także chłopskie świętowały odzyskanie niepodległości 7 listopada. Data 11 listopada jest symboliczna, bo w tym dniu nic się nie działo. Piłsudski przyjechał do Warszawy 10 listopada. Ta data godziła wszystkie siły polityczne w Polsce i dlatego przyjęto ja jako święto narodowe Polski.

Senior




Zbrodnie hitlerowskie na Pomorzu.

Dramat Pomorza Gdańskiego jest w powszechnej świadomości spychany w niepamięć. Niemiecki szeregowiec Kluge zeznał, że w październikowy poranek 1939 r. widział kobietę z trojgiem dzieci w wieku od około 3 do 8 lat, powadzonych do autobusu, a potem do wykopanego dołu. Kobieta musiała wejść do tego dołu, położyć się twarzą do ziemi wraz z dziećmi. Następnie weszło tam trzech żołnierzy i z bliska oddali strzały w głowy kobiety i dzieci. W ten sam sposób rozstrzeliwano kolejne grupy kobiet i dzieci, a także mężczyzn. Temu mordowi przyglądało się około 200 żołnierzy Wehrmachtu. Ogółem tego ranka rozstrzelano ok. 28 kobiet, 25 mężczyzn i dziesięcioro dzieci. (Jan Sziling: Jesień 1939. Dokumentacja pierwszych miesięcy okupacji niemieckiej na Pomorzu Gdańskim.).

Już w październiku 1939 r. trwał tu terror, mordy, czystki etniczne itp. Chociaż mija właśnie 70 lat od tamtej jesieni, nie można określić precyzyjnie liczby ofiar na ziemi pomorskiej. Jedni historycy szacują ją na 40-60 tys., inni są zdania, że zamordowano 20-50 tys., a jeszcze inni mówią o 80 tysiącach.

Nieznane są z nazwiska tysięcy pomordowanych Kaszubów, Kociewiaków i innych Pomorzan. W największej nekropolii Pomorza, Piaśnicy, zakopano ok. 12 tys. ofiar, w lesie szpęgawskim 5-7 tys., tyle samo w Łopatkach pod Wąbrzeźnem. Takich miejsc kaźni jest na Pomorzu ponad 400.

Już we wrześniu 1939 r. przywożono pierwszych więźniów do Stutthofu, który przekształcono w obóz koncentracyjny i rozbudowywano aż do końca wojny. Zamordowano w nim ponad 60 tys. ludzi.

Od października 1939 r. poczynając, wywieziono z Gdyni ok. 50 tys. mieszkańców. Szacuje się, że z Pomorza wywieziono 120 tys. mieszkańców. W zimie 1945 r., która była bardzo mroźna, ewakuowano więźniów obozu w Stutthofie, pędząc ich pieszo na zachód. Więźniowie wygłodzeni, wycieńczeni pobytem w obozie, zmarznięci, bo źle ubrani, padali w trakcie tego marszu martwi. Marsz ten przeszedł do historii jako "marsz śmierci". Przypomnienie tych zdarzeń w ich 70-lecie jest już tylko wołaniem o pamięć.

Senior




Afganistan to nie polska sprawa.

Nie ma na świecie jednego terroryzmu; jest terroryzm baskijski ETA, terroryzm Hezbollachu, Hamasu, Al.-Fatahu, irańskich ajatollahów, talibów Osamy ben Ladena. Szeroka jest gama postaw, zachowań i motywów tych ludzi. Terroryzm nie jest jednak na tyle szerokim zjawiskiem, by wart był wojny. Ale nie ulega wątpliwości, że terroryści to przestępcy. Tak powinni być traktowani i ścigani przez służby specjalne. Ogłaszając wojnę z terroryzmem, podnosi się rangę wroga. Sieje się strach.

Terroryzm istniał zawsze, już w XIX wieku. Wojna z terroryzmem to wojna bez końca. Ale jeśli uznaje się to za wojnę, to wtedy władzy wolno odebrać ludziom swobodę. Wolno wysyłać wojska na pola bitew, stosować podsłuch, inwigilować ludzi itp. Ogłoszenie wojny z niewidocznym wrogiem to pewna porażka. Nasi żołnierze nie walczą o żadne prawa człowieka czy demokrację, lecz o interesy wielkich mocarstw. Nie walczą o pokój, ale o korzyści wąskiej grupy producentów broni i tych, którzy szukają pokładów roponośnych i gazowych oraz innych minerałów, a także kamieni szlachetnych.

W tej wojnie zginęło już 13 polskich żołnierzy. Nie można wygrać walki z kulturą, której fundamentem jest zasada krwawej zemsty. W trudnej sytuacji gospodarczej i budżetowej przeznacza się w budżecie na 2009 r. 20 mld zł na MON, w tym 2 mld zł na wyposażenie wojsk w Afganistanie. Ta operacja nie ma statusu obowiązkowego udziału. Do NATO należy około 20 państw, a w tej operacji uczestniczy zaledwie kilka. Polska powinna współdziałać z Francją, Niemcami, Holandią i Włochami, które wystąpiły do sekretarza generalnego ONZ z propozycją, by pilnie ustalić kalendarz pobytu w Afganistanie, gdyż odbyły się tam wybory i należy pozostawić ich sprawy w ich rękach. Jak można budować demokrację w kraju feudalnym, gdzie panującą religią jest islam. Gdy w Rosji feudalnej wprowadzono socjalizm, to wyrosła z tego dyktatura. Irak był państwem świeckim, a teraz będzie islamskim krajem teokratycznym. Wybrany prezydent Afganistanu, Karzaj, jest marionetką, którą trzeba chronić. Faktycznie bowiem rządzą tam wodzowie plemienni. To jest wojna kolonialna w XXI wieku o strategiczne interesy USA, którą rozpętał Bush. Ta wojna nie przynosi nam chwały, szkodzi naszemu państwu i społeczeństwu, szkodzi naszemu bezpieczeństwu. USA chcą zwiększyć swój kontyngent o 40 tys. żołnierzy, a Polska ma zwiększyć o 600 żołnierzy.

Europejczycy zrozumieli, że tej wojny nie da się wygrać, choć jest tam łącznie już 100 tys. żołnierzy. Rosjanie mieli 120 tys. i wojnę przegrali. Amerykanie wierzą tylko w skuteczność siły wojskowej. Tymczasem sytuacja staje się tam coraz bardziej mroczna. Oddziały międzynarodowe ponoszą dotkliwe straty. Do października br. poległo już 400 zagranicznych żołnierzy. W sierpniu co 14 godzin na afgańskiej ziemi ginął amerykański wojskowy. Zacięty bój rozegrał się 3 października w prowincji Nuristan, uważanej za matecznik talibów Al.-Kaidy. Około 300 partyzantów islamskich zaatakowało posterunek policji afgańskiej i stanowisko wojsk USA. Walki trwały cały dzień. Wśród talibów byli zamachowcy samobójcy, którzy wysadzali się w pobliżu znienawidzonych "krzyżowców". Atak udało się odeprzeć tylko dzięki lotnictwu.

We wrześniu 2009 nastąpił w USA przeciek do prasy raportu, jaki opracował dowódca wojsk USA Mc Chrystal, w którym ostrzegł prezydenta, że jeśli do Afganistanu nie dotrą nowe posiłki, to wojna może zostać przegrana w ciągu roku. Domaga się 240 tys. żołnierzy oraz zwiększenia afgańskich sił policyjnych do 160 tys.

Na marginesie podam, że w Wietnamie USA straciły 58 tys. żołnierzy, a o tych, którzy wrócili okaleczeni psychicznie, to się wcale nie mówi i nikogo to nie interesuje.

Europa, doświadczona w minionych okresach przemocą i konfliktami zbrojnymi na masową skalę, prezentuje duży dystans i niechęć do rozwiązań militarnych. 81 proc. Polaków i 71 proc. Niemców jest przeciw tej wojnie. Uważa się, że Afganistan nie jest wart europejskiej krwi.

W Afganistanie mamy wrogość do stolicy czyli Kabulu, w którym tylko co piąty jest Pasztunem, której mieszkańcy uważani są za zaprzańców, odstępców od świętej wiary w proroka. Królowie, których władza skończyła się prawie 40 lat temu, nie byli autorytetami, ich władzę zaledwie tolerowano. Istniała jednak cicha umowa między władzą i dworem. Polegała ona na zasadzie: panujcie sobie w Kabulu, zapłacimy wam nawet podatki, ale nie wtrącajcie się w nasze sprawy. Nie próbujcie podważać "plemiennej demokracji". Ta ich demokracja ma mało wspólnego z demokracją europejską i prawami człowieka, które usiłuje się narzucić z naszą pomocą. Nie chcą oni naśladować Europę, ale podobnie myślą Chińczycy i Hindusi: model ich demokracji opiera się w ddalszym ciągu na fundamencie kastowej nierówności. Koran respektują także inne grupy etniczne, jednak z różnym nasileniem.

Dla Pasztunów trzy zasady są najważniejsze. Pierwsza to gościnność, która obowiązuje względem wszystkich, także wobec wrogów. Tego, kto wszedł do domu należy nakarmić, wysłuchać, jednak po wyjściu, można go nawet zabić. Druga zasada to obowiązek zemsty i trzecia - to że honor jest ważniejszy od zachowania życia. Afgański etos to zbiór konfliktów plemiennych, w których Pasztuni mają przewagę. Ale Afganistan to jedna wielka mgławica. Tylko nieliczni jego mieszkańcy mówią o sobie "jestem Afgańczykiem". Jeśli Obama wraz z Europą zwiększą siły, to prawdopodobnie bojowników afgańskich zdławi za pomocą czołgów, transporterów, helikopterów, samolotów i innego groźnego sprzętu, jednak gdy tylko wojska koalicyjne wycofają się, Pasztuni znów ruszą do boju.

Sytuacja w Afganistanie budzi coraz większy niepokój w Kwaterze Głównej NATO, a także w zachodnich stolicach. Polityxy i wojskowi niecierpliwią się, ponieważ Barack Obama od kilku miesięcy nie mógł pojąć decyzji o wysłaniu dodatkowych 40 tys. żołnierzy. Być może, obawia się, że Afganistan może stać się jego Wietnamem. Czas działa na korzyść talibów. Siły NATO ponoszą straty. Holendrzy zamierzają wycofać 1,8 tys. żołnierzy z prowincji Uruzgan w 2010 roku, a Kanada zapowiada, że jej kontyngent liczący 2,8 tys. ludzi wróci do domu w 2011. Obszary, z których wycofają się wojska okupacyjne, zajmowane są natychmiast przez talibów wprowadzających prawo koraniczne. Miejscowi przywódcy, którzy przedtem współpracowali z wojskami NATO, czują się zdradzeni, a ich życie jest zagrożone. Znawcy stosunków afgańskich uważają, że kontynuowanie operacji militarnej nie ma sensu. Według ankiety przeprowadzonej przez brytyjskie BBC, ABC News i niemiecką telewizję ARD tylko 18% Afgańczyków pragnie zwiększenia obcych sił militarnych w ich kraju. Według niektórych informacji, służby specjalne pewnych państw NATO próbują chronić swoich żołnierzy płacąc talibom za tymczasowy spokój. Brytyjski The Times napisał, że wywiad włoski zapłacił talibom dziesiątki tysięcy dolarów za to, by nie atakowali Włochów. Podobnie czynią Niemcy i Kanadyjczycy. Jeśli jadą na zwiad czy patrol, nie wychodzą z pojazdów. Talibom nie brakuje pieniędzy, gdyż zyski które czerpią oni z narkotyków, to około 160 milionów dolarów rocznie. Brat prezydenta Afganistanu jest podobno też bossem interesu narkotykowego. Sam prezydent jest również podejrzany o sprawy korupcyjne w okresie 7 lat rządów. Gdy talibowie rządzili w Afganistanie, ich dochody wynosiły zaledwie 160 mln. dolarów.

Ostatecznie Barack Obama zdecydował się wysłać do Afganistaniu 30 tys. nowych żołnierzy i zwrócił się z apelem do członków NATO o wysłanie dodatkowych kontyngentów. Czesi odpowiedzieli, że wyślą 100 żołnierzy, a Polska po półgodzinnej rozmowie telefonicznej Obamy z Tuskiem wyraziła zgodę na wysłanie 600 żołnierzy. Obama uważa, że w czasie 18 miesięcy uda się zakończyć pobyt w Afganistanie. Zobaczymy, gdyż talibowie wzmacniają swe siły. Oni walczą o swoją wolność, o swego boga i wierzą, że śmierć da im wieczne szczęście.

Ostatnio dużego zamieszania narobiła w Afganistanie Margot Kässmann, która jest biskupem Kościoła ewangelickiego w Hanowerze i zarazem w całych Niemczech stoi na czele 26 milionów luteran w RFN. W okresie świątecznym w swoich homiliach potępiła ona wojnę w Afganistanie oświadczywszy, że „nawet według najbardziej szeroko pojętych zasad Kościoła ewangelickiego w Niemczech nie można usprawiedliwić tej wojny, dlatego ten pełen przemocy konflikt musi zostać zakończony”. Do tego wystąpienia skłoniły ją prawdopodobnie wydarzenia z 4 września 2009 r., który może zostać uznany za czarny dzień armii niemieckiej w Afganistanie. Talibowie wprowadzili wtedy dwie cysterny z paliwem w pobliże bazy niemieckiej (około Kundar), gdzie pojazdy w czasie przeprawy utknęły w rzece. Mimo, że nie było bezpośredniego kontaktu z talibami, dowódca bazy, inż. płk. Georg Klein zażądał, aby lotnictwo amerykańskie dokonało bombardowania. Potem przyznał się, że podał niewłaściwe dane i dwie zrzucone bomby doprowadziły do masakry. Zginęło co najmniej 99 osób, w tym około 30 cywilów. Jednak prawdopodobnie liczba ofiar była większa. Władze RFN negocjują z rodzinami zbitych wysokie odszkodowania. Odważna duszpasterka doprowadziła do tego, że w Niemczech rozpoczęto wreszcie dyskusję na temat operacji w Afganistanie, gdzie pełni służbę 4300 niemieckich żołnierzy. Wezwała też Kościół polski, by wypowiedział się w tej sprawie. Już w I wieku p.n.e. rzymski filozof i polityk, Cyceron, twierdził, że "niesprawiedliwy pokój jest lepszy od najbardziej sprawiedliwej wojny".

Senior