Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku
Strona główna Spotkania Spis tekstów Co piszą inni Kontakt


OPINIE. Autor: Senior. Część 6.


Historia diet dla polityków

Każda praca zasługuje na wynagrodzenie. Ale odkąd demokracja zaczęła utożsamiana z ustrojem przedstawicielskim, pojawiło się podejrzenie, czy ci reprezentanci mogą rzetelnie reprezentować lud, jeśli czerpią z tego korzyści finansowe.

Delegaci do Stanów Generalnych w 1789 roku nie przypuszczali, że opuszczą swoje prowincje na tak długo. Najpierw zostali narażeni na wydatki w Wersalu, gdzie właściciele pokoi do wynajęcia słono sobie żądali zapłaty. Później, po przekształceniu Stanów Generalnych w Konstytuantę, zostali do pozostawania w Paryżu, znów oddaleni od swych rodzin i ludzie ci znaleźli się w kłopotach finansowych. Pierwszego września 1789 roku Zgromadzenie Narodowe ustaliło diety poselskie wysokości 18 liwrów dziennie, ale zrobiono to bardzo dyskretnie i nawet tego nie zaprotokołowano. Później, po rewolucji, uchwalono ustawę cenzusową, uzależniającą kandydowanie w wyborach od wysokości płaconych podatków, a więc od zamożności (cenzus majątkowy). W ten sposób rozwiązano sprawę płacenia diet za mandat. Ta zasada dotrwała aż do pierwszych lat powszechnego prawa głosu. Jednakże prawo głosu należało się wówczas tylko mężczyznom. Ale żeby można było być wybranym, należało posiadać majątek. We Francji dopiero ustawa o dietach poselskich przyjęta została w 1848 roku. Dopiero od tej pory otwarto drogę do wyboru ludzi z mniej zamożnych środowisk. W Wielkiej Brytanii ustawa taka została przyjęta dopiero w 1911 roku. Rekrutacja polityczna odbywała się tam za pośrednictwem związków zawodowych. Z czasem wszystkie ustroje wprowadziły diety dla parlamentarzystów, dając do zrozumienia, że choć mandat nie jest pracą, jednak zasługuje na wynagrodzenie. Jednak w dalszym ciągu nie przebiegała ta sprawa tak gładko. Druga Republika (Francja) ustanawiając dietę w wysokości 25 franków dziennie czyli 9 tys. rocznie. Wywołało to falę protestów antyparlamentarnych, gdyż pensja robotnika paryskiego wynosiła 2 do 4 franków dziennie. Dopiero w 1906 roku, gdy wybrano bardziej ludową izbę wraz z Blokiem Lewicy, kwota diety wzrosła do 15 tys. rocznie, t. j. 41 franków dziennie. Wtedy też uchwalono tą kwotę bardziej dyskretnie, co wywołało gwałtowne protesty. Wymyślono więc inny sposób i w 1938 roku ustalono, że wysokość diety będzie się ustalać wg pensji wysokich urzędników publicznych, co pozwalało na regularne podnoszenie stawki bez konieczności głosowania w parlamencie.

We Francji partia Komunistyczna wymagała od swych posłów zrzekania się swoich diet na jej rzecz, w zamian za pensję, a jej wysokość uzgodniona na podstawie pensji wykwalifikowanego robotnika brała na siebie koszty związane z jego pracą. Dziś sprawa wygląda nieco inaczej Wystawienie kandydata przez partię stało się obowiązkowym warunkiem reelekcji w wyborach parlamentarnych. To wymusza dyscyplinę partyjną, a polityka stała się zawodem. Ale aby być wybranym, znów trzeba mieć pieniądze na kampanię wyborczą. Wniosek taki, że biedny choć mądry i uczciwy, nie ma szans być wybranym.

Senior

Budowa mieszkań

Polski rząd lekceważy ludzi, co dotyczy szczególnie młodych, i nic nie czyni w zakresie budowy mieszkań komunalnych – na wynajem dla tych, których nie stać na kupno lokalu w tzw. apartamentowcach. Brakuje około 2 milionów mieszkań, a tyle samo wymaga gwałtownie remontów.

W swoim czasie premier Tusk ani słowem nie wspomniał o budownictwie komunalnym. Opracowano słuszny, zawierający 390 stron, raport „Polska 2003” na temat rozwoju cywilizacyjnego, w którym jednak na temat budowy mieszkań zapisano zaledwie kilka zdań.

W 2008 roku Najwyższa Izba Kontroli opracowała raport opisujący, jak zaspokajane są potrzeby mieszkaniowe społeczeństwa. Okazało się, że stworzono warunki jedynie dla przeznaczonego dla niewielkiej liczby bogatych obywateli budownictwa nastawionego na maksimum zysku z włożonego kapitału, a państwo nie robi nic, by pomóc najbiedniejszym wspierając inwestycje socjalne, komunalne i spółdzielcze. Rząd PiS-u przygotował taki program i powołał do jego realizacji specjalnego pełnomocnika w randze ministra. Gdy do władzy doszła PO, wyrzuciła program do kosza, a pełnomocnika w ogóle nie powołano, choć specjalne rozporządzenie Rady Ministrów premiera do tego obliguje. Ten temat lekceważyły wszystkie rządy. W lipcu 2001 roku rząd premiera J. Buzka opracował dokument „Polska 2025 – długookresowa strategia trwałego i zrównoważonego rozwoju”. Założono w nim zrównanie liczby mieszkań z ilością gospodarstw domowych, pod warunkiem przeznaczenia na budownictwo mieszkaniowe 7 % PKB. Program ten również trafił do kosza. Natomiast w przyjętej przez rząd Leszka Millera „Strategii Gospodarczej Rządu” założono m. in. uzyskanie wzrostu liczby mieszkań oddawanych corocznie do eksploatacji i radykalny wzrost liczby mieszkań na wynajem z czynszem regulowanym, budowanych przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego i spółdzielnie mieszkaniowe, co konkretnie miało się wyrazić zwiększeniem ogólnej liczby mieszkań oddawanych rocznie do użytku do 140 tys. w 2004 roku. Zaplanowano również szybki rozwój czynszowego budownictwa społecznego, t. j. zbudowanie w okresie dwu lat 45 tys. lokali mieszkalnych na wynajem. Ale na tym sprawa została zakończona.

Podobnie było z projektem „Strategia długofalowego rozwoju sektora mieszkaniowego na lata 2005 – 20025” opracowanego w 2005 roku za czasów premiera Marka Belki, który też pozostał w sferze marzeń. Wszystkie projekty doskonale i łatwo przyjmuje papier, ich twórcy są dumni ze swych dokonań, a ludzie cierpią.

Obecny rząd może nie wie, że w 2010 roku ostatni rocznik wyżu demograficznego osiągnie wiek 25 lat, czyli ten etap życia, w którym ludzie zakładają rodziny i rodzą się im dzieci, a więc potrzebują mieszkań. Ponadto warto wiedzieć, że budownictwo mieszkaniowe jest kołem napędowym rozwoju gospodarczego. Wprawdzie państwo w nikły sposób, ale pomaga tym, którzy chcą mieć swoje mieszkanie. Coraz więcej osób kupujących mieszkanie może wziąć kredyt hipoteczny z państwową dopłatą do odsetek. Ale dopłata ta wynosi do połowy odsetek przez 8 lat, a kredyt jest np. na 30 lat. Aby zdecydować się na pożyczkę wynoszącą np. 200 tys. zł., trzeba dobrze zarabiać, bo w takim przypadku spłata rat kształtuje się w granicach 750 – 780 zł miesięcznie. Należy też posiadać stabilną pracę przez długi okres życia. Dostępność mieszkania na rynku w programie „Rodzina na swoim” wzrosła, ale w takich miastach jak Gdańsk, Kraków, Łódź, Warszawa i Wrocław. Nie są to jednak wzrosty rewelacyjne, po prostu o kilka procent. W całym kraju kupuje się miesięcznie około 3 tys. mieszkań na kredyt z dopłatą. Jest to kropla w morzu wobec potrzeb.

Niezależnie od opisanego dramatycznego braku nowych mieszkań, fatalny błąd popełniono w zarządzaniu budynkami powstałymi w latach 70-tych XX-go wieku. Wówczas to, przy pomocy państwa budowano rocznie 300 tys. mieszkań spółdzielczych, w których zamieszkali ci, którzy na bardzo korzystnych warunkach kupili udziały i stali się członkami spółdzielni, a następnie w miarę swoich możliwości finansowych, w ciągu dłuższego lub krótszego czasu nabywali swój lokal na własność. Po 2005 roku mieszkania te rząd Jarosława Kaczyńskiego przekazał lokatorom na własność za marne grosze. Efekt jest taki, że ci, którzy wykupili swoje lokale wcześniej, zapłacili dużo, inni – nic.

Senior